Ssang Yong Tivoli 1.6 2WD Sapphire – TEST

avatar
Rafał Pazura
21 września 2016

Kiedyś wystarczyło mieć jeansy Montana ze złotym zameczkiem na kieszeniach, by idąc ulicą zwracać na siebie uwagę. Posiadanie jakiegokolwiek samochodu było już dużym wyróżnikiem w społeczeństwie. W 1985 r. Toyota Corolla 1.8 diesel była do kupienia za ponad 6 tys. dolarów i wtedy oznaczało to przynależność do elity. Dziś dobra materialne, a szczególnie samochody, są tak powszechnie dostępne, że „byle” Porsche 911 za pół miliona złotych nie robi na nikim wrażenia podobnego jak wspomniany „Japończyk” w tamtych czasach. Ostatnio miałem okazję odróżnić się od „gawiedzi” w bardzo tani sposób. Ssang Yong Tivoli okazał się wabikiem na ciekawskie spojrzenia większości kierowców. Czułem się naprawdę wyjątkowo.

Koreańska marka jest traktowana w Europie po macoszemu. Co innego Hyundai i KIA – konkurencja bacznie śledzi każdą premierę nowego modelu i odnosi do swoich cenników. Styliści obu marek od dawna mają swoje biura projektowe w Europie, więc trafienie w estetykę kierowców Starego Kontynentu nie jest już problemem. Inaczej było z Ssang Yongiem, który tworząc auta pokroju Actyona czy Rodiusa wystawiał na próbę gust europejskiej klienteli. Tivoli to zupełnie nowy rozdział w historii firmy. Owszem, stylizacja ewidentnie osadzona jest w kulturze azjatyckiej szkoły designerskiej, ale absolutnie bez pejoratywnych skojarzeń.

????????????????????????????????????

Ten miejski crossover próbuje zdobyć najbardziej dynamicznie rozwijający się segment aut. Jego rywalami są m.in. Nissan Juke, Renault Captur, Honda H-RV, Skoda Yeti czy Opel Mokka. W moim przypadku zetknięcie się z Tivoli nie było miłością od pierwszego wejrzenia. Nic na to nie poradzę, ale nie przepadam za taką estetyką. Jednak robiąc mini-sondę wśród znajomych i przypadkowych osób, przeważało zdanie, że Tivoli jest zwyczajnie ładnym autem. Podkreślano jako urok w postaci zgrabnych proporcji (krótki przód, minimalny zwis za tylnym zderzakiem) po detale w postaci napompowanych nadkoli czy kształtu świateł. Do tego 18-calowe felgi wcale nie wyglądają monstrualnie w zestawieniu z niedużym nadwoziem i wyraźnie wpływają na podniesienie atrakcyjności wyglądu Ssang Yonga. Mnie najbardziej podoba się przód auta bez klasycznej chłodnicy, nawiązujący swoim charakterem do aut elektrycznych.

Okazało się, że egzotyka wyglądu auta i znaczka producenta przekłada się na zainteresowanie u innych kierowców. Bardzo rzadko samochody o wartości ok. 60 tys. zł budzą takie zaciekawienie – na stacji paliw musiałem odpowiadać na sporo pytań zadawanych przez dwóch kierowców. Ważniejsze jest jednak coś innego. Im dłużej jeździłem Tivoli, tym bardziej się do niego przekonywałem, a na końcu stwierdziłem, że to po prostu poprawny i solidny crossover. Ale po kolei.

????????????????????????????????????

W kabinie

trudno doszukać się ekstrawagancji. I dobrze, bo prostota i łatwość obsług jest nadal wyżej ceniona niż „wodotryski”, które komplikują obsługę i nie wnoszą nic poza oryginalnością. Ekran multimedialny spełnia swoją rolę, ale w słoneczny dzień staje się mniej czytelny – co jakiś czas promienie słońca odbijają się i utrudniają odczyt. Jakość samego ekranu jest zbliżona do tego, co oferuje konkurencja. Wściekle pomarańczowy wyświetlacz klimatyzacji mógłby być bardziej subtelny, ale nocą na szczęście „łagodnieje”. Mam zastrzeżenia do kształtu klawiszy sterowania nawiewem i temperaturą. Są bardzo wąskie i nie każdy palec trafia w nie idealnie, gdy Tivoli jest w ruchu. Poza tym bez uwag – prosto, intuicyjnie.

????????????????????????????????????

Wersja Sapphire – a więc najbogatsza – zaskakuje ilością udogodnień, które nie są wcale tak oczywiste w dużo droższych SUV-ach. Ekologiczna skóra na tapicerce siedzeń robi dobre wrażenie. Podgrzewane fotele są wygodne i obszerne, choć boczki mogłyby lepiej otulać plecy kierowcy. Za to fotel kierowcy jest elektrycznie regulowany i posiada opcję wentylacji. Nie zapomniano także o podgrzewaniu kierownicy czy wejściu HDMI do systemu multimediów – widać, że Koreańczycy lubią rozpieszczać luksusem. Pozytywną ocenę pracy kierowcy burzy tylko jeden element – kształt kierownicy. Właściwie to nawet nie burzy, ale daje do myślenia. Co mam na myśli? Chodzi mi o grubość wieńca. Niby ok, ale dlaczego jego najbardziej mięsista część znajduje się na samym dole? Wzorem sportowych aut powinno być dokładnie odwrotnie i grubszy fragment znajdować się tam, gdzie najczęściej spoczywają dłonie kierowcy. Tymczasem zaaplikowano go tam, gdzie dłonie nie powinny się w ogóle znajdować.

????????????????????????????????????

Największe zaskoczenie to ilość miejsca jaką oferuje kierowcy oraz pasażerom kabina Tivoli. Przy długości auta wynoszącej 4,2 m udało się uzyskać 2,6 m rozstawu osi. To czyni z koreańskiego crossovera jedną z najbardziej przestronnych propozycji w segmencie. Szczególnie na tylnej kanapie Ssang Yong zapewnia sporo przestrzeni na nogi podróżujących. Jednak największe zaskoczenie to bagażnik – patrząc na bryłę auta trudno oczekiwać cudów. Tymczasem…

????????????????????????????????????

Miałem okazję przetestować kufer w praktyce jadąc z rodziną na weekend. Przyznaję, że obawiałem się pakowania – trudno, będę korzystał z kabiny, w końcu jedziemy we trójkę – pomyślałem. Nie było jednak takiej potrzeby, bo 423 l pojemności czyni z Tivoli jednego z liderów segmentu, tuż za 470l jakie oferuje Honda H-RV. Bagażnik jest bardzo głęboki i symetryczny. Dzięki temu wielkie walizki mogłem ustawić w pionie. Wszystko zmieściło się bez problemu i w praktyce okazuje się, że przedział bagażowy koreańskiego crossovera zaspokoi potrzeby rodziny nawet podczas dłuższych wakacji. A to wcale nie jest takie oczywiste, gdy mówimy o miejskich crossoverach.

Ciemne wnętrze to propozycja dla konserwatystów, ale można wybrać opcję z beżowymi lub czerwonymi wstawkami. Srebrzyste listwy to raczej tani plastik, ale nie generuje on żadnych niepożądanych dźwięków. W ogóle spasowanie elementów wnętrza w Ssang Yongu jest na bardzo przyzwoitym poziomie, a na tle konkurencji wręcz wyróżnia się pozytywnie. Jeśli ktoś liczył na surowość rodem z Dacii Duster, poczuje rozczarowanie.

W drodze

Warto pamiętać, że Ssang Yong to bardzo doświadczony producent aut o terenowym charakterze. Od 1964 r. budował nawet terenówki na zlecenie armii USA. Kiedy w latach 90-tych ubiegłego wieku firma nawiązała ścisłą współpracę z Mercedesem, mogła skorzystać z nowoczesnych silników, skrzyń biegów i innych niemieckich patentów. Jeszcze kilka lat temu technologie Mercedesa były obecne w niemal każdym modelu. Potem przyszedł czas mało udanego mariażu z Daewoo, by wreszcie firma postawiła na więcej autorskich rozwiązań. Tak narodził się Tivoli.

????????????????????????????????????

W moje ręce trafiła wersja zasilana silnikiem benzynowym 1.6 litra o mocy 128 KM. Niestety napęd 4WD występuje tylko w skojarzeniu z automatyczną przekładnią (dopłata 7 tys. zł), chyba, że zdecydujemy się na diesla o tej samej pojemności – tu możemy wybrać rodzaj przekładni. Prawda jest taka, że gro klientów wybiera tańsze odmiany przednionapędowe, gdyż naturalnym środowiskiem crossovera o kompaktowych wymiarach jest właśnie miasto. Wybór jednostek nie jest duży, ale dobrze, że dla chętnych przewidziano napęd obu osi – tego nie oferuje np. Renault w modelu Captur, Honda H-RV czy Citroen w Cactusie. Miłym smaczkiem, który potwierdza terenową historię marki, jest wskaźnik informujący o pozycji i kącie skręcenia kół przedniej osi. To patent zarezerwowany dla najdroższych terenówek pokroju Toyoty Land Cruiser czy Range Rovera – w Ssang Yongu w standardzie.

Pierwsze zaskoczenie – jest cicho. Owszem, gdy próbujemy wykrzesać nieco temperamentu silnik robi się wyraźnie słyszalny i nieco drażni swoim chropowatym brzemieniem, ale podczas normalnej jazdy jest bardzo powściągliwy w generowaniu decybeli. Silnik nie tryska przesadnym temperamentem, ale pozwala na w miarę sprawne przyspieszanie jeśli wkręcamy go w okolice 4500-5000 tys. obr./min. Z niezrozumiałych powodów producent nie podaje przyspieszenia auta od 0-100 km/h. Wg moich wyliczeń oscyluje ono w granicach 10,5-11 s, co jest akceptowalną wartością. Podobnie jak spalanie, które nieznacznie odbiega od danych katalogowych. Podczas testu w mieście wahało się ono w granicach 9,0-9,4 l/100 km, a w trasie w okolicach 7l/100 km. Skrzynia biegów o 6-ciu przełożeniach działa poprawnie, ale podczas próby dynamicznego operowania lewarkiem „wychodzi” jej ograniczona precyzja. Warto rozważyć zakup automatu – 7 tys. zł za przekładnię znanej japońskiej marki Aisin to nie wygórowany wydatek.

DSC_0029

To, co dla mnie osobiście ważne – zawieszenie pracuje jak na SUV-a przystało. Jazda po bruku, przejazd przez torowiska – nic nie robi wrażenia na Tivoli. Zawias świetnie „połyka” wszelkie przeszkody nie informując akustycznie o swojej pracy. Brawo. Układ kierowniczy nawet w bazowej odmianie posiada możliwość regulacji siły wspomagania. Do wyboru trzy tryby: Comfort, Normal i Sport. Osobiście, nawet do jazdy po mieście, polecam ten ostatni – bo tylko wówczas miałem wrażenie, że kontroluję to, co dzieje się z osią skrętną. Kierownica stawia wówczas miły opór, ale nie na tyle duży, by przeszkadzało to podczas manewrowania. W ustawieniu Comfort miałem wrażenie, że steruję motorówką. Ale każdemu wedle potrzeb.

Tivoli

rozpieszcza wręcz wyposażeniem odmiany Sapphire. W skojarzeniu z benzynowym motorem i napędem przedniej osi kosztuje 79,4 tys. zł. Gdy dokupimy nawigację za 2,3 tys. zł mamy kompletnie wyposażone auto. Dla przypomnienia: skórzana tapicerka, podgrzewane fotele, wentylowany fotel kierowcy, podgrzewana kierownica, 2-strefowa klimatyzacja automatyczna, multifunkcyjna kierownica z zestawem bluetooth, 7-calowy ekran dotykowy, kamera cofania, porty: USB, HDMI i iPod, czujnik zmierzchu, czujnik deszczu, system bezkluczykowego otwierania i uruchamiania auta, etc. Oczywiście komplet poduszek czy elektronicznych „pomocników” odpowiedzialnych za trakcję i stabilność auta to standard każdej wersji. Do pełni szczęścia brakuje jednak możliwości zamówienia full-LED-owych reflektorów przednich (lub chociaż biksenonów) oraz wzdłużnej regulacji kolumny kierowniczej. Najtańsza wersja Crystal Base to wydatek 56,9 tys. zł. Najbardziej rozsądna to wersja Quartz za 68,9 tys. zł obfitująca w większość z wyposażenia wersji Sapphire, ale pozbawiona luksusu w postaci strefowej klimy czy skórzanej tapicerki.

????????????????????????????????????

Chcąc nawiązać do tego, co oferują liderzy segmentu przydałoby się jeszcze kilka nowoczesnych systemów bezpieczeństwa, jak: asystent pasa ruchu, system wykrywania znaków drogowych, awaryjnego hamowania czy asystent martwego pola w lusterkach. Mimo to, Tivoli to bardzo ciekawa alternatywa dla zadomowionych na rynku crossoverów. Mniej popularna marka wcale nie oznacza, że mamy do czynienia z produktem gorszej jakości. Wprost przeciwnie – w wielu aspektach, takich jak wielkość oraz jakość wnętrza, sposób resorowania czy ekonomika silnika benzynowego – Tivoli wiedzie prym w segmencie miejskich crossoverów. Pięcioletnia gwarancja także powinna zachęcić klientów do odwiedzenia salonów koreańskiej marki.

Tekst i zdjęcia: Rafał Pazura

 

 

 

Tagi: , , , , , , , ,