SsangYong Korando 2,0 diesel 150 KM Sapphire – TEST

SsangYong Korando 2,0 diesel 150 KM Sapphire - TEST
avatar
Michał Strzyżewski
09 marca 2015

Wśród producentów samochodów to właśnie ci pochodzący z Korei Południowej poczynili największe postępy w ostatnich latach. I chociaż częściej słyszy się o bardziej mainstreamowych markach, takich jak Hyundai, czy KIA, to zdecydowanie warto zwrócić swoją uwagę ku jeszcze jednemu koreańskiemu graczowi – SsangYongowi. Zapraszam na test SUVa tej marki – odświeżonego modelu Korando.

Ładny

Jednym z obszarów, w którym samochody SsangYonga zmieniły się najbardziej jest wygląd. Kiedyś, chociaż wcale nie tak dawno temu, w jego gamie modelowej znajdowały się pojazdy albo brzydkie, albo bardzo brzydkie. W chwili obecnej już tak nie jest. Rodius z boku wciąż wygląda pokracznie, ale Rexton, Actyon Sports, czy dzisiejszy bohater – Korando – naprawdę nie mają się czego wstydzić. Nie są to może jeszcze najpiękniejsi przedstawiciele w swoich segmentach, jednak wszystko zmierza ku dobremu.

SsangYong-Korando-Sapphire-tyl

Testowany SsangYong Korando to egzemplarz po ostatnim faceliftingu. Zmiany nie są rewolucyjne, ale zauważalne. Doszły diodowe światła LED zarówno z przodu, jak i z tyłu. Zmieniony został również kształt atrapy i zderzaków. Dzięki tym zabiegom odświeżone Korando znacznie zyskało na wyrazie i wygląda bardzo dobrze. Masywna, zwarta sylwetka, w pewnym stopniu klasyczna, na pewno nie przeprojektowana – to mi się podoba. Może nie do końca w białym lakierze, którym „spryskany” był testowy egzemplarz. Sądzę, że ciemniejsze barwy Korando pasują bardziej, a na pewno lepiej maskują fakt, że ostatnio nie odwiedzaliśmy myjni samochodowej. Ale paleta kolorów liczy sobie 7 pozycji, więc większość (jeśli ktoś lubi różowe samochody to musi szukać gdzie indziej) klientów znajdzie coś dla siebie.

Jak w środku?

Tutaj SsangYong zaskoczył mnie zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Zacznijmy od „jasnej strony” Korando. Chwaląc wnętrze tego SUVa nie sposób nie wspomnieć o dobrej jakości materiałów użytych do jego wykończenia. Dla przykładu: fotele wykonane zostały z bardzo przyjemnej w dotyku, dziurkowanej na środku i jednolitej po bokach skóry. Równie dobrze jest w innych miejscach – np. w górnej części deski rozdzielczej, gdzie zamiast twardych materiałów mamy dosyć miękkie i dobrze wyglądające tworzywo. Konsola centralna też wypada na plus, ponieważ producent darował sobie wykończenie połyskującym, czarnym plastikiem („piano black”), dzięki czemu będzie ona lepiej znosić upływ czasu. Na plastikowe wstawki imitujące drewno miejsce też się znalazło. Ich odbiór zależy od indywidualnych gustów. Ja osobiście preferowałbym tu imitację szczotkowanego aluminium, ale nawet „drewno” w żaden sposób nie kłuje w oczy.

SsangYong-Korando-Sapphire-wnetrze

Co zatem na minus? Niestety SsangYong nie popisał się projektując element, z którym „głównodowodzący” ma do czynienia najczęściej, czyli kierownicę. Jest ona po prostu brzydka, a ratuje ją tylko przyjemna skóra w okolicach godziny 3 oraz godziny 9. Do gustu nie przypadło mi również pewne zacofanie technologiczne, które widać gdzieniegdzie w środku Korando. Podczas gdy inni producenci prześcigają się w montowaniu coraz to większych ekranów LCD, pokręteł sterujących, czy innych „bajerów”, tutaj mamy zdecydowanie bardziej oldschoolowe podejście. Aż za oldchoolowe. Obsługa radia, czy komputera pokładowego jest archaiczna i niezbyt intuicyjna, a wyświetlacz malutki. Widać tu wyraźnie, że samochód swoje lata już ma i facelifting tego faktu nie zmieni. Sądzę, że w nowej generacji Korando wszystko będzie już zgodne z obowiązującymi trendami.

Będąc przy wnętrzu warto wspomnieć o tym, jakie elementy wyposażenia zostały oddane do naszej dyspozycji w najbogatszej odmianie Sapphire. Tutaj w paru miejscach byłem bardzo miło zaskoczony. Bo np. w życiu nie pomyślałbym, że w Korando znajdę podgrzewaną kierownicę. Elektrycznie sterowany fotel, czy podgrzewane wszystkie siedzenia też nie przyszłyby mi od razu do głowy. Poza tym mamy na pokładzie prawie wszystko co potrzebne do wygodnego podróżowania. Tempomat, klimatyzację, pełną elektrykę szyb i lusterek, czy radio z USB. Napisałem prawie, bo paru elementów brakuje, np. czujnika świateł, nawigacji oraz kamery cofania.

SsangYong-Korando-Sapphire-tylna-kanapa

W standardzie otrzymujemy za to ogromną wręcz ilość przestrzeni w kabinie, a zwłaszcza przestronność jej tylnej części zasługuje na uznanie. Miejsca jest pod dostatkiem, zarówno na nogi, jak i na głowę. Ja przy wzroście 185 cm miałem wszędzie przynajmniej kilku-kilkunasto centymetrowy zapas. Co ważne, mimo zastosowaniu napędu na cztery koła, tunel środkowy nie jest wyeksponowany, przez co w Korando wygodnie z tyłu będą mogły podróżować trzy osoby. Ilość miejsca w przedziale pasażerskim nie odbiła się na ilości miejsca dostępnej w bagażniku. Oferuje on przyzwoite 500 litrów pojemności.

Wrażenia z jazdy

A na co można zwrócić uwagę podczas jazdy SsangYongiem Korando? Ja zauważyłem przede wszystkim komfortowo zestrojone zawieszenie. Samochód nie jest przesadnie sztywny, przez co niespecjalnie nadaje się do igrania z prawami fizyki w zakrętach, jednak odwdzięcza się dużą wygodą, którą zapewnia podróżującym osobom. Zawieszenie ponadto pracuje bardzo cicho i trzeba solidnej nierówności na drodze, aby dało o sobie znać jakimś głośniejszym dźwiękiem. Bardzo dobrze radzi sobie również na nieutwardzonych drogach, sprawnie pokonując wszystkie dziury.

SsangYong-Korando-Sapphire-felga

Z charakterystyką nadwozia koresponduje układ kierowniczy. Ten element jest moim zdaniem aż za „komfortowy”. Samochód dosyć ospale reaguje na ruchy kierownicą, a w pozycji zero trzeba przekręcić ją znacznie bardziej, niż w innych samochodach aby wywołać jakąś zauważalną reakcję Korando. Podczas normalnej jazdy, czy długich tras nie doskwiera to w żaden sposób, ale osoby chcące SsangYonga potraktować ostrzej od razu zostaną sprowadzone do parteru.

Dwulitrowy diesel o mocy 150 KM, który znalazł się pod maską testowanego SsangYonga, to całkiem przyjemna jednostka napędowa. Masa i gabaryty samochodu sprawiają, że zastosowana moc nie zapewnia wgniatającego w fotel przyspieszenia, jednak jest wystarczająca w większości sytuacji. Sądzę, że to optymalny wybór do tego samochodu – zapewni lepszą dynamikę niż wolnossąca jednostka benzynowa 2,0 150 KM, a pozwoli na oszczędzenie kilkunastu tysięcy zł, bo tyle trzeba dopłacić do diesla legitymującego się mocą 175 KM.

SsangYong-Korando-Sapphire-silnik

Bardzo spodobała mi się również kultura pracy diesla 2,0 150 KM. Jego dźwięk, nawet na wyższych obrotach nie denerwował, nie odczułem również żadnych niepożądanych wibracji. Nieźle jest również jeśli chodzi o apetyt na paliwo. W mieście cudów nie ma i Korando potrafi spalić około 8-9 litrów ON na 100 km/h. Na trasie za to przy wcale nie „emeryckiej” jeździe można spokojnie zejść do 6-7 litrów.

Największy atut…

…SsangYonga Korando to jednak cena. Za egzemplarz z topowym wyposażeniem, napędem na cztery koła i silnikiem diesla pod maską zapłacić trzeba lekko ponad 100 000 zł. Porównując tę cenę do ofert konkurencji jest ona wręcz nieprzyzwoicie mała. A dostajemy za nią ładny, dobrze wykonany, bogato wyposażony i przestronny samochód.

SsangYong-Korando-Sapphire-swiatla

SsangYong ma jeszcze pewne braki, tu i ówdzie potrzeba paru szlifów (układ kierowniczy, ergonomia obsługi instrumentów pokładowych we wnętrzu). Jednak nie jest to nic dyskwalifikującego obecną generację tego samochodu. Jeśli ktoś poszukuje dobrego SUVa, nie chce przepłacać i poszukuje samochodów o dobrym przeliczniku cena/jakość, to wręcz jego obowiązkiem powinno być odwiedzenie salonu SsangYonga.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , ,