SsangYong Rexton W 2016 Executive – TEST

avatar
Aleksander Pławski
06 stycznia 2017

Powiedzmy to sobie otwarcie – nazwa SsangYong raczej nie powoduje u nas przyspieszonego bicia serca i nie kojarzy się z pięknymi, świetnie jeżdżącymi samochodami, o których marzy wielu kierowców. Szczególnie w Polsce ta koreańska marka z tradycjami nie ma łatwo. Z tym większym zainteresowaniem zasiadłem za kierownicą topowego SUV’a spod znaku bliźniaczych smoków. Chciałem na własnej skórze przekonać się, czy opowieści, które słyszałem o tych samochodach są choć po części prawdziwe. W dzisiejszym teście Rexton W Executive.

7 dni. Tyle czasu użytkowałem to auto. Przez ten czas przejechałem prawie 500 kilometrów w różnych warunkach. Po takim teście można już cokolwiek powiedzieć o samochodzie. No to mówię: trzeba mieć niezłe cojones, żeby wydać w Polsce około 150 tysięcy złotych na niepopularnego SUV’a nieprestiżowej marki, w którym napęd na przednią oś dołącza się samemu, a nie automatycznie. Ale czy to znaczy, że Rexton jest zły? Nie. To po prostu samochód dla tych, którzy nie boją się iść pod prąd. I mimo że nie wygląda jak milion dolarów a wnętrze nie kojarzy się z nowoczesnością, ten samochód potrafi mile zaskoczyć. I to nie raz i nie dwa.

DSC_0227

Jak Rexton wygląda z zewnątrz, każdy widzi. Czy się podoba? To jak zwykle kwestia gustu. W mojej opinii, porównując go chociażby z Rodiusem czy Tivoli, naprawdę daję radę. Oczywiście daleko mu do niektórych modeli nowocześniejszej konkurencji, ale przynajmniej nie jest udziwniony i nie stara się niczego udawać. To prawdziwa, solidna terenówka z krwi i kości. Oparta na ramie i bez elektronicznie sterowanego 4×4, jak ma to miejsce u większości tego typu pojazdów.

DSC_0310

Jak to jednak zwykle bywa, każdy kij ma dwa końce: brak międzyosiowego mechanizmu różnicowego sprawia, że z napędu 4×4 możemy korzystać tylko w określonych warunkach. Za to sprawność w terenie (Rexton ma również reduktor) powoduje, że tam, gdzie konkurencja zaczyna bezsilnie mielić kołami, SsangYong dzielnie prze naprzód, niczym się nie przejmując. Co ciekawe, testowane auto nawet w takich warunkach zapewnia odpowiedni poziom komfortu podróży.

Generalnie nastawy zawieszenia są bardziej komfortowe niż można by się tego spodziewać. Przez to Rexton prowadzi się pewniej w terenie niż w szybkiej trasie. Prawda jest jednak taka, że nawet prędkości autostradowe nie robią na nim większego wrażenia. Trzeba mieć tylko nieco oleju w głowie i pamiętać, że to duży i ciężki SUV (2.134 kg), w którym środek ciężkości nie jest taki sam jak w typowym aucie osobowym. Poza tym, przy szybkiej jeździe na suchym asfalcie możemy korzystać jedynie z napędu na tylną oś.

DSC_0314

A skoro już przy szybszej jeździe jesteśmy, to Rexton nie ma z nią większego problemu. Wysokoprężne, 2,2-litrowe, turbodoładowane serce legitymuje się maksymalną mocą 178 koni mechanicznych i momentem obrotowym aż 400 Nm w zakresie obrotów 1500 – 2800/min. Jego prędkość maksymalna to 187 km/h. Niestety nie doszukałem się nigdzie danych o przyspieszeniu do setki, ale jak na auto tych gabarytów i wagi, wrażenia są dobre. Duży w tym udział ma zapewne sprawna, 7-biegowa automatyczna skrzynia biegów (konstrukcja Mercedesa). Trafnie dobiera przełożenia, działa płynnie i bez niespodzianek. Nie jest może mistrzem szybkości, ale i nie taki charakter ma testowany samochód. To porządne auto na każdą drogę, zapewniające poczucie bezpieczeństwa nie tylko na wiejskim szutrze, ale również z realnym, trudniejszym terenie.

DSC_0290

Fotele Rextona są szerokie i wygodne a kabina bardzo przestronna. Nikt nie powinien tu narzekać na brak miejsca na nogi czy nad głowami. Testowana wersja została wyposażona w dodatkowe fotele trzeciego rzędu, ale jak to zwykle w takich wypadkach bywa, nie wiem, czy warto o tym wspominać. Jakby co – są tutaj i w razie czego można na nich przewieźć dodatkową dwójkę pasażerów. W warunkach wiadomo jakich. Pamiętajmy też, że w takiej konfiguracji bagażnik praktycznie przestaje istnieć. Za to przy normalnym układzie siedzeń Rexton może zmieścić naprawdę sporo. A przy złożonej tylnej kanapie robi się z niego niezła ciężarówka.

Zapytacie pewnie o tzw. „jakość odczuwalną” w kabinie. Otóż odpowiedź nie jest taka prosta. Materiały użyte do wykończenia przedziału pasażerskiego stoją na dobrym poziomie, a ich montaż i spasowanie nie budzi większych zastrzeżeń. Za tę cenę oczekiwałbym pewnie nieco więcej miękkich, przyjemnych w dotyku elementów, ale z drugiej strony tutaj liczy się przede wszystkim funkcjonalność i odporność na użytkowanie. A pod tym względem auto zapowiada się całkiem nieźle.

DSC_0280

Szkoda tylko, że design jest taki toporny. Zegary są proste i czytelne, choć mało atrakcyjne i dosyć ubogie. Wieniec kierownicy jest nieco za duży (już samo przełożenie sprawia, że trzeba się sporo nakręcić na parkingach), a konsola środkowa z wbudowanym opcjonalnym systemem multimedialnym Kenwood (komputer, nawigacja, cyfrowy tuner TV) wyglada jak nie z tej epoki. Klimatyzacja jest owszem, automatyczna, ale tylko jednostrefowa. Za to nawet podczas jazdy (a gdzie bezpieczeństwo?) można oglądać telewizję. Niezły luksus!

A skoro o wygodach mowa, warto odnotować mały, ale jakże istotny szczegół. Otóż przed dźwignią automatycznej skrzyni biegów wygospodarowano rewelacyjne miejsce na telefon komórkowy – zaprojektowane tak, że można go oprzeć pod kątem i dzięki temu dobrze widzieć ekran. Mała rzecz, a jak cieszy.

DSC_0298

Testowana wersja to Executive. Na jej wyposażenie składają się m.in. skórzana tapicerka, podgrzewane fotele, podgrzewana skórzana kierownica, system nawigacji satelitarnej Kenwood, tuner telewizji cyfrowej DVB-T, kamera cofania, czujniki parkowania przód i tył. Mamy też oczywiście komplet poduszek powietrznych i systemów bezpieczeństwa jazdy. To bogactwo gryzie się jednak nieco z brakiem chociażby reflektorów ksenonowych czy dwustrefowej klimatyzacji. Ale Rexton taki już jest – indywidualista w każdym calu.

DSC_0252

Podsumowując tę tygodniową przygodę z Rextonem powiem jedno – to komfortowa, duża i solidna terenówka wykonana według starej szkoły. Jednak na pewno nie jest to auto dla każdego. Za podobne pieniądze można kupić subiektywnie ładniejsze, bardziej prestiżowe, choć może nie aż tak duże auto konkurencji z podobnym wyposażeniem. Żeby wydać te 150 tysięcy na SsangYonga trzeba mieć sporo odwagi. I nie przejmować się tym, co powiedzą inni…

Aleksander Pławski

Tagi: , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *