Suzuki Ignis 1.2 DualJet 4WD Elegance – TEST

avatar
Aleksander Pławski
07 listopada 2017

Nowy Suzuki Ignis to auto nietuzinkowe i przyciągające spojrzenia. W opcji z napędem 4×4 może być arcyciekawą propozycją dla osób mieszkających w górach czy z dala od głównych dróg. I pewnie gdyby nie kilka szczegółów, sam wziąłbym pod uwagę jego zakup jako drugiego samochodu w rodzinie.

Prawda, że w takiej konfiguracji wygląda intrygująco? Tak, wiem – trochę dziwadło z niego. Bardzo ciekawie zaprojektowany przód, zaskakująca, pudełkowata linia boczna i cudaczny tył – u dołu szeroki a u góry wąski. Do tego całość optycznie nieco za wysoka. Ale dodajmy do tego „żarówiasty”, dwutonowy kolor Flame Orange Pearl Metallic za 3.090 złotych i 16-calowe, ciemne alufelgi o interesującym wzorze i okazuje się, że wszystko razem wygląda naprawdę dobrze. Oczywiście na pewno zaraz znajdzie się ktoś, kto powie, że nowy Ignis jest paskudą. Ja wiem jedno – mało kto nie obejrzy się za nim na ulicy. A przecież nie jest to „superauto” za milion złotych…A skoro już przy cenie jesteśmy – testowany samochód można kupić od 52.100 złotych. Nie oszukujmy się – to sporo jak na segment małych aut miejskich. Tak wyceniony egzemplarz będzie miał napęd tylko na przednią oś i poziom wyposażenia Comfort. Oznacza to, że na jego pokładzie znajdą się m.in. takie dodatki jak manualna klimatyzacja, elektryczne szyby z przodu, radioodtwarzacz CD z czytnikiem MP3 oraz 4 głośnikami a także system Bluetooth® z zestawem głośnomówiącym i przyciskami sterowania w kole kierownicy. Do naszej dyspozycji będzie też wyświetlacz wielofunkcyjny (zegarek cyfrowy, temperatura zewnętrzna, zużycie paliwa, zasięg jazdy, wskaźnik załączonego biegu) i elektrycznie regulowane lusterka zewnętrzne. Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo – nie mamy na co narzekać. We wspomnianej cenie znajdzie się komplet poduszek powietrznych wraz z kurtynami, ABD z EBD, a także ESP + kontrola trakcji.OK, ale mnie bardziej interesuje opcja z napędem 4×4. W moim przypadku (mieszkam poza miastem a do mojej posesji prowadzi niemal 100-metrowa, prywatna droga dojazdowa) lekki i zwinny Ignis ze swoim 18-centymetrowym prześwitem i napędem na cztery łapy byłby nieoceniony w zimie czy przy wiosennych roztopach. I tutaj zaczyna się problem – najtańsza wersja z takim napędem to wydatek 64.100 złotych (Premium). W dopłacie poza napędem dostajemy Hill Hold Control (wspomaganie ruszania na wzniesieniu), Hill Descent Control (wspomaganie zjazdu ze wzniesienia) oraz Grip Control (kontrola przyczepności). Zyskujemy też regulację wysokości fotela kierowcy, interaktywny system multimedialny z ekranem dotykowym 7”, kamerę cofania, system przesuwanych tylnych foteli czy pakiet zimowy (podgrzewane fotele przednie + nawiew na nogi pasażerów z tyłu). Wciąż jednak nie mamy automatycznej klimatyzacji (tylko manualną). Względem wersji Comfort jesteśmy jednak również bogatsi o 16-calowe aluminiowe felgi, elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne i przyciemniane szyby w tylnej części nadwozia. A co, jeśli chcemy zostać posiadaczem auta wyposażonego maksymalnie, tak jak testowany egzemplarz? Wtedy cena Ignisa rośnie do nieco absurdalnej – przyznacie – kwoty, przekraczającej 80.000 złotych. Co prawda tyle kosztujący Ignis jest już „wszystkomający” – ma nawet Dual Camera Brake Support (układ reagowania przedkolizyjnego z kamerą stereoskopową), ostrzeżenie o niezamierzonej zmianie pasa ruchu, ostrzeżenie o niekontrolowanym zygzakowaniu pojazdu, światła do jazdy dziennej LED, czy automatyczną klimę oraz bezkluczykowy dostęp do auta. Jest też tempomat z ogranicznikiem prędkości, nawigacja satelitarna czy doskonałe reflektory LED Hi/Low. No kto bogatemu zabroni? Ok, ale dość analizy cennika i wyposażenia. Bo najważniejsze pytanie brzmi: Jak się tym jeździ?Pod maską testowanego Ignisa pracuje jedyna dostępna w tym modelu jednostka napędowa – benzynowy, wolnossący, czterocylindrowy motor o pojemności 1,2 litra i mocy 90 KM. I trzeba przyznać, że ten silnik robi bardzo dobre wrażenie. Po pierwsze – jest stosunkowo cichy i charakteryzuje się wysoką kulturą pracy. Po drugie – bardzo chętnie wkręca się na obroty. A po trzecie – traktowany z umiarem potrafi odwdzięczyć się naprawdę niskim zużyciem paliwa. 

Suche dane katalogowe mówią o przyspieszeniu do „setki” w 11,9 sekundy i prędkości maksymalnej 165 km/h. Żadna rewelacja. A jednak „na żywo” Ignis wydaje się być znacznie żwawszy, niż wskazywałyby na to cyferki na papierze. Mocno wciśnięty gaz i odpowiednio szybko zwolnione sprzęgło, wraz z napędem na cztery koła gwarantują wystrzał spod świateł jak z procy – nawet na mokrej nawierzchni. Skrzynia biegów ma tylko 5 przełożeń, ale są one całkiem dobrze zestopniowane. Sam lewarek pracuje lekko i dość przyjemnie, choć czasami chciałoby się czuć więcej precyzji przy załączaniu kolejnych przełożeń.Co do katalogowej prędkości maksymalnej – oczywiście Ignis jest w stanie ją uzyskać. Jednak ze względu na podatność lekkiej i pudełkowatej karoserii na podmuchy boczne oraz hałas przy wyższych prędkościach, nie rekomenduję sprawdzania „ile fabryka dała”. Jednak do około 120 km/h jazda jest całkiem znośna a z samochód zachowuje się na drodze bardzo poprawnie. Szkoda tylko, że układ kierowniczy jest skalibrowany w sposób nie pozwalający na szybszą jazdę na wprost bez nieustannego korygowania toru jazdy. Za to w zakrętach czy w miejskiej dżungli sprawdza się dobrze. Jest nieco za mocno wspomagany, ale czyż nie tego oczekujemy w tej klasie aut?Przedział pasażerski Ignisa jest równie wesoły, co jego wygląd zewnętrzny. Panuje tutaj młodzieżowy, kolorowy klimat a poszczególne elementy zostały zaprojektowane z fantazją. I tak mamy tu do czynienia z oryginalnym, walcowatym panelem klimatyzacji – ciekawym stylistycznie a jednocześnie bajecznie prostym w obsłudze i bardzo funkcjonalnym. Przed oczami kierowcy znajduje się zgrabna, poręczna kierownicza a tuż za jej kołem ukryto bardzo ładne, proste i czytelne zarazem zegary. Zarówno wskazówka prędkościomierza jak i obrotomierza swój punkt spoczynku mają na dole. Dodaje to projektowi sportowego sznytu.Stacja multimedialna marki Kenwood wygląda na doklejoną na siłę, ale w dzisiejszych czasach takie rozwiązania nie dziwią nawet w samochodach marek Premium. Niestety funkcjonalność tego ustrojstwa różni się od rozwiązań fabrycznych. Przejście przez gąszcz mało logicznych ustawień by ustawić np. ulubioną stację radiową oraz barwę dźwięku nie należy do przyjemności. Na szczęście za cierpliwość dostaniemy nagrodę – jak na tę klasę auta, audio gra naprawdę bardzo przyzwoicie. Wręcz dużo lepiej niż na to wygląda.Ignis z zewnątrz wygląda jak mała zabawka – taki pudełkowaty samochód „dla dzieci”. Patrzysz na niego i masz obawy, czy ktoś dorosły zmieści się do środka. Niespodzianka! Przedział pasażerski małego Suzuki jest wyjątkowo przestronny – czwórka dorosłych spokojnie zajmie swoje miejsca. Pytanie, czy wytrzyma to jego miękkie zawieszenie? Ale o tym za chwilę…

Z przodu siedzi się stosunkowo wysoko i dość wygodnie. Gdyby jeszcze kierownica była regulowana w obydwu płaszczyznach – byłoby doskonale. A tak jest tylko dobrze. Ale na brak miejsca nie można tu narzekać. Co ciekawe, nawet przy optymalnym dla mnie ustawieniu fotela kierowcy (mam 182 cm) na tylnej kanapie jest wciąż wystarczająca przestrzeń dla podobnego osobnika. Na pewno nie będzie miał problemu z nogami czy z miejscem nad głową. Dużym udogodnieniem jest fakt, że tylną kanapę można (w bogatszej wersji) przesuwać kosztem bagażnika. Plus dla Suzuki.Sam bagażnik jest natomiast mikry – w opcji z napędem 4×4 jego pojemność wynosi tylko 204 litry. Po złożeniu oparć tylnej kanapy wartość ta wzrasta do 490 litrów. Są to pomiary zgodne ze standardem VDA. Natomiast według danych fabrycznych maksymalna pojemność przestrzeni bagażowej to 1086 litrów. Jak to wygląda w praktyce – widać na zdjęciach: wiele tu nie zmieścimy ale na niewielkie zakupy wystarczy.Według danych katalogowych bak Ignisa ma pojemność tylko 32 litrów. W dzisiejszych czasach taka wartość nawet w naprawdę małym samochodzie to jakiś żart. Na szczęście dzięki oszczędnemu silnikowi mała pojemność nie jest taka straszna, na jaką wygląda. Przejechałem Ignisem około 500 kilometrów – była to głównie dynamiczna jazda mieszana z przewagą miasta. Szczerze przyznaję, że wynik końcowy bardzo mnie zaskoczył – jednostka napędowa potrzebowała średnio 5,5 litra na każde przejechane 100 kilometrów. I na co komu hybryda? (Suzuki też oferuje podobne rozwiązanie). Cieszy fakt, że japoński producent jest wciąż w stanie wyprodukować wolnossący, dynamiczny, kulturalny niewielki silnik benzynowy o tak umiarkowanym apetycie na paliwo. 

Nie napisałem jeszcze o dwóch ważnych rzeczach. Chodzi o zawieszenie i jakość materiałów użytych do wykończenia przedziału pasażerskiego. W obydwu przypadkach nie jest najlepiej. Otóż plastiki, którymi „udekorowano” kabinę Ignisa są bez wyjątku twarde a ich faktura na pewno nie zwyciężyłaby w konkursie na najlepsze pierwsze wrażenie. Trzeba jednak przyznać, że dzięki zastosowaniu dwóch kolorów oraz różnych ciekawych wstawek, wnętrze nie jest smutne ani ponure. Warto również wyraźnie powiedzieć o tym, że testowany egzemplarz mimo sporego jak na auto prasowe przebiegu – niemal 20.000 kilometrów, nie wydawał z siebie żadnych, ale to żadnych niepokojących skrzypień czy postukiwań, nawet podczas szybkiej jazdy po dużych nierównościach. Okazuje się, że można solidnie zamontować nawet twarde elementy wyposażenia samochodu. Brawo Suzuki!W materiałach producenta możemy wyczytać, że „podwozie modelu Ignis zostało „(…)opracowane od podstaw w celu wydobycia pełnego potencjału z nowoopracowanej płyty podłogowej”. No i wszystko pięknie, bo mimo komfortowych nastaw, Suzuki prowadzi się bardzo pewnie nawet przy bardzo dynamicznej jeździe.

Przyczepność na różnych nawierzchniach „robi robotę”. I wszystko to pięknie się sprawdza i działa, ale tylko pod jednym warunkiem – musimy podróżować sami bądź z osobą towarzyszącą. I najlepiej bez bagaży. Naprawdę. Nie wiem, kto i gdzie popełnił tu błąd. W ramach testu zabrałem na pokład w sumie 4 dorosłe osoby i postanowiłem zrobić małą wycieczkę. I dobrze, że nie przyszło mi do głowy jechać gdzieś dalej, bo nagle okazało się, że zachowujący się bardzo dobrze z dwoma osobami na pokładzie samochód, z czterema staje się autem jakby bez amortyzatorów. Ma się wtedy wrażenie, że jedzie się ciężarówką z kilkukrotnie przekroczoną maksymalną ładownością – samochód przestaje być stabilny, a każda, nawet najmniejsza nierówność nawierzchni mocno daje się we znaki podróżującym na tylnej kanapie. Nie chce mi się wierzyć, że po 20.000 km przebiegu samochód miał tak zużyte amortyzatory. Wygląda to bardziej na to, że konstrukcja sprawdza się znakomicie, ale tylko z bardzo małym obciążeniem. Z większym po prostu sobie nie radzi.Ocena końcowa

Za względu na osobiste, specyficzne potrzeby dotyczące drugiego auta w rodzinie, byłem bardzo ciekaw tego japońskiego „mini-suva”. Ignis oferuje to, co u konkurencji w tym segmencie jest praktycznie nieosiągalne – wyższy prześwit + napęd 4×4 i żwawy, oszczędny, wolnossący silnik benzynowy. Do tego – mimo małych gabarytów – bardzo przestronne wnętrze, a także pełne wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa. Ignis nieźle się prowadzi, choć ma pewne problemy przy szybkiej jeździe na wprost. W mieście jest bardzo zwinny i poręczny, do tego nie boi się krawężników. Bagażnik jest co prawda symboliczny, ale jest to sprawa zrozumiała przy tej wielkości samochodu. Niestety Suzuki karze sobie za tę niszę płacić nieco za wiele. Gdyby cena za model z napędem na 4 koła była nieco niższa a zawieszenie zachowywało się jak trzeba również z kompletem pasażerów na pokładzie – Ignis byłby moim faworytem jako dodatkowe auto dla rodziny mieszkającej poza miastem, gdzie drogi nie są odśnieżane tak często jak główne trakty. Najbogatsza wersja ma świetne reflektory LED’owe a oryginalny design może być dodatkowym dużym atutem. Ale wszystko powyższe to chyba za mało, żeby Ignis na polskim rynku mógł odnieść spektakularny sukces. Wydaje mi się, że to Suzuki nie będzie za częstym widokiem na naszych drogach. A szkoda. 

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *