Suzuki Swift 1.2 DualJet SHVS Elegance – TEST

avatar
Aleksander Pławski
18 października 2018

Suzuki Swift to samochód, który ma dla mnie szczególne znaczenie. Jego druga generacja służyła bowiem w mojej rodzinie przez wiele lat, zapewniając bezstresowe bliższe i dalsze podróże przy znikomych kosztach eksploatacji. Czy najnowsze wcielenie tego auta będzie równie praktyczne i bezawaryjne? Sprawdzam to, zabierając Swifta na tygodniowy test, podczas którego pokonamy razem ponad 1000 kilometrów.

Nasz był zielony, a wszystkie szyby były na korbki. Miał za to obrotomierz. No i centralny zamek sterowany pilotem, co w tamtych czasach nie było wcale takie oczywiste. Poza tym bardzo lubiłem w nim pozycję za kierownicą – można było opuścić fotel naprawdę nisko i niemal wyprostować nogi. Było prawie sportowo. Oczywiście nie w kwestii osiągów, ponieważ litrowy, benzynowy silniczek generował (jeśli dobrze pomnę) jakieś 56 koni mechanicznych i daleko mu było do określenia „dynamiczny”. Ale to nie było takie ważne, bo owa wolnossąca jednostka napędowa zapewniała wówczas Swiftowi naprawdę przyzwoite osiągi. A co najważniejsze, pod warunkiem właściwego serwisowania była po prostu nie do zajechania. Właściwie, to irytowała mnie w starym Swifcie tylko jedna rzecz – nieco za duża i stanowczo zbyt cienka kierownica. Poza tym nie bardzo było się w tym aucie do czego przyczepić.

 Testowany przeze mnie Swift jest niebieski. Właściwie to „Speedy Blue Metallic”. Dziś ten japoński mieszczuch w wyższej wersji wyposażenia może się pochwalić elektrycznym sterowaniem wszystkich czterech okien. Obrotomierz i centralny zamek też oczywiście ma. Ba, ma nawet bezkluczykowy dostęp. Cóż, jest to wersja Elegance, więc o skromności nie ma mowy. Ale o wyposażeniu trochę później…

Fotele są dość wygodne i też można je opuścić nisko. Do naszej dyspozycji jest teraz o niebo lepsza kierownica. Mięsista, zgrabna, miła w dotyku i optymalnej wielkości. Zgodnie z obecną modą – nieco spłaszczona u dołu. Auto zaskakuje przestronnością – chociaż z zewnątrz nic tego nie zwiastuje – w środku spokojnie zmieszczą się 4 dorosłe osoby, które z powodzeniem odbędą nawet dłuższą podróż. O ile z przodu sytuacja jest klarowna już na starcie, to okazuje się, że dwójka pasażerów tylnej kanapy również nie będzie narzekać na ciasnotę. Jak na tę klasę i wymiary auta, przedział pasażerski oferuje naprawdę sporo przestrzeni. Bagażnik natomiast oferuje standardowo 256 litrów pojemności. Po złożeniu oparć tylnej kanapy wartość ta rośnie do 947 litrów. Szału nie ma, ale na większe zakupy wystarczy. Przed oczami kierowcy znajdują się ładne, czytelne zegary ukryte w tubusach. Pomiędzy nimi umieszczono wyświetlacz komputera pokładowego, do obsługi którego nadal służą dwa „patyki”. Poza tym dość staroświeckim rozwiązaniem cała reszta jest już na czasie. Kierownica jest multifunkcyjna, a w konsolę centralną został wpasowany kolorowy, dotykowy ekran systemu inforozrywki. Wszystko to działa bardzo przyzwoicie, opisy są w języku polskim, a obsługa czy to nawigacji, czy radia nie jest specjalnie skomplikowana.

Pod rzeczonym ekranem znajdują się intuicyjne pokrętła do regulacji automatycznej klimatyzacji, która również wchodzi w skład wyposażenia testowanej wersji. Tak naprawdę jeśli chodzi o sterowanie multimediami, irytować może chyba tylko brak tradycyjnego pokrętła głośności. Zamiast niego Suzuki zastosowało coś na kształt dotykowego suwaka. W mojej opinii nie jest to ani wygodne ani nowoczesne. Na szczęście „volume” można ustawiać również za pomocą przycisku na kierownicy.Materiały użyte do wykończenia przedziału pasażerskiego są przyzwoite. Co prawda przy pierwszym kontakcie kabina może Wam się wydać nieco zbyt plastikowa: nie uświadczycie tu bowiem zbyt wielu miękkich materiałów. Jednak chwilę później okazuje się, że wszystko jest bardzo solidnie zmontowane i tak naprawdę nie ma powodów do narzekań. O porządności tworzyw najlepiej świadczy fakt, że w testowanym aucie, mimo stosunkowo sporego przebiegu, nie widać było żadnych uszkodzeń czy nawet rys. A uwierzcie mi na słowo, że 36.000 kilometrów przebiegu w aucie prasowym to jak przynajmniej 100.000 km w prywatnym wozie.

Co warte odnotowania – nawet przy jeździe po większych wertepach – nic w środku nie trzeszczało, nie skrzypiało i nie stukało, a to dzisiaj rzadkość w tej klasie aut. Mogę się jedynie domyślać, że spory udział w tej kwestii ma również dobrze zestrojone zawieszenie nowego Swifta. Nastawione głównie na komfort, nie przenosi ono zbyt wielu drgań do środka pojazdu. Dzięki temu można komfortowo przemierzać mazurskie drogi gorszej kategorii, nawet przy 4 osobach na pokładzie. Należy przy tym wspomnieć, że mimo zdecydowanie miękkiego charakteru zawieszenia, Swift prowadzi się bardzo posłusznie i przewidywalnie. Układ kierowniczy pracuje przyjemnie, choć kierowcom lubiącym bardziej dynamiczną jazdę może czasami przeszkadzać nieco zbyt silne wspomaganie. Prawda jest jednak taka, że po pierwszych 100 kilometrach przyzwyczaiłem się do tego i nie dość, że przestało mi przeszkadzać, to wręcz polubiłem ten sposób pracy układu kierowniczego.

Generalnie Swift prowadzi się bardzo lekko (sam również jest lekki), miło i bezproblemowo. I nie ma przy tym znaczenia, czy w danej chwili jedziemy wolno po mieście, czy szybko prujemy autostradą. W pierwszej sytuacji docenimy dużą zwrotność Suzuki, niewielkie wymiary i łatwość manewrowania. W drugiej zaskoczy nas, że nawet przy wyższych prędkościach „Japończyk” ma zapas elastyczności i do około 130 km/h w kabinie jest relatywnie cicho. Testowane auto jest bowiem nieźle wyciszone tak samo od dźwięków ze świata zewnętrznego, jak i od odgłosów pracy jednostki napędowej. A ta ostatnia cechuje się wysoką kulturą pracy. 4 cylindry, 1,2 litra pojemności, 90 KM i 120 Nm przy 4400 obr./min. w lekkim aucie to gwarancja więcej, niż przyzwoitych osiągów. Według danych producenta miejskie Suzuki potrafi rozpędzić się maksymalnie do 180 km/h, a „setkę” osiąga po 11,9 sek. Na „papierze” więc przyspieszenie jest przeciętne, jednak wrażenia z jazdy są dużo lepsze.Co ciekawe, w testowanym egzemplarzu mamy do czynienia z systemem SHVS (Smart Hybrid Vehicle by Suzuki), zwanego również „miękką hybrydą”. Podając za producentem, „(…) jest to lekki, kompaktowy układ hybrydowy pozwalający ograniczyć zużycie paliwa, zwiększając tym samym zasięg samochodu oraz komfort podróżowania.” Nie jest to więc tradycyjna hybryda, tylko układ wspomagający pracę silnika spalinowego przy wykorzystaniu alternatora zespolonego z rozrusznikiem ISG. Ten zaś pełni funkcję silnika elektrycznego. To dzięki temu system Auto Stop and Start w Swifcie nie jest tak irytujący, jak w przypadku tradycyjnych rozwiązań tego typu. Rozruch silnika następuje gładko, szybko i niemal bezszelestnie. Nie jestem w stanie stwierdzić, na ile realnie SHVS obniża spalanie. Mogę jedynie powiedzieć, że Swift w tej wersji jest samochodem bardzo oszczędnym. 

Na początku wspomniałem, że postanowiłem przez tydzień przejechać testowanym autem ponad tysiąc kilometrów. Udało się. I przyznam, że podczas tego testu przywiązałem się bardzo do tego auta. Poza zwinnością, solidnością i komfortem podróżowania Swift miło mnie zaskoczył również spalaniem. Okazało się, że przez ten tydzień jazdy po najróżniejszych drogach i z bardzo różną prędkością, Suzuki zadowoliło się średnio 4,7 litra paliwa na każde 100 kilometrów. A jego manualna skrzynia ma tylko 5 biegów! Biorąc pod uwagę, że auto jeździło z różym obciążeniem, często naprawdę szybko i dynamicznie, taki wynik należy uznać za doskonały! Dzięki temu, mimo stosunkowo niewielkiemu zbiornikowi paliwa (37 litrów), Swift zapewnia dobry realny zasięg.

Została nam kwestia kosztów zakupu. Otóż cennik najnowszego japońskiego mieszczucha otwiera wersja 1.2 DualJet 2WD 5MT Premium kwotą 48.400 złotych. Pod jej maską pracuje ta sama, co w testowanym egzemplarzu, 90-konna jednostka napędowa, ale bez systemu SHVS. W standardowym wyposażeniu dostaniemy tutaj już. m.in. 6 poduszek powietrznych, system ESP z TC, ABS + EBD + BAS, czy światła do jazdy dziennej LED. Z zakresu wyposażenia komfortowego zaś czekać na nas będą m.in. manualna klimatyzacja, system Bluetooth, skórzana kierownica wielofunkcyjna, audio CD/MP3/USB + 4 głośniki, elektrycznie regulowane i podgrzewane lusterka zewnętrzne czy elektryczna regulacja szyb przednich. 

Cena testowanej wersji Hybrid 1.2 DualJet SHVS Elegance startuje zaś od 59.900 zł. To sporo, ale również sporo za to dostajemy. Nie będę tutaj oczywiście wymieniał wszyskich elementów wyposażenia, dość jednak wspomnieć, że na pokładzie auta w takiej specyfikacji znajdą się m.in.: wszystkie systemy z zakresu bezpieczeństwa, automatyczna klimatyzacja, nawigacja satelitarna 3D, system kluczyka elektronicznego, czy np. reflektory LED Hi/Low (światła mijania i drogowe).Czy to się opłaca?

Biorąc pod uwagę legendarną niezawodność Swifta, jego bogate wyposażenie, niskie spalanie, a także solidny i komfortowy przedział pasażerski oraz przyjemność z jazdy – najnowsze wcielenie miejskiego Suzuki jest warte rozważenia jego kupna nawet w tak bogatej specyfikacji. Tym bardziej, że poza wszystkimi opisanymi przeze mnie atutami, to auto jest atrakcyjne również z zewnątrz. To taki „mały duży” samochód mogący w razie potrzeby spełnić rolę auta rodzinnego, choć oczywiście przy ograniczonych możliwościach przewozu bagażu. Dobra kondycja przedziału pasażerskiego testowego egzemplarza oraz gładka praca całego układu napędowego pozwalają wierzyć, że dzisiejszy Swift będzie służył równie długo, jak jego wcześniejsze generacje.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , , ,