Suzuki Swift 1,2 VVT Premium – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
27 stycznia 2014

Czy można oczekiwać solidnej dawki frajdy z jazdy nowym samochodem bez wydawania fortuny? Bez uszczuplania konta o kilkaset tysięcy złotych na Mercedesa, BMW, czy wręcz kilka milionów na Ferrari czy Lamborghini. Mały Suzuki Splash, którym jeździłem jakiś czas temu pokazał, że jest to możliwe. Oczywiście w odpowiednich proporcjach – szefowie w Maranello mogą spać spokojnie, ale był to bardzo przyjemny do jazdy samochód. Jak sprawy mają się w przypadku jego większego brata – Suzuki Swifta? Przekonajmy się.

Na początek warto rzucić okiem na stylistykę niewielkiego hatchbacka prosto z Japonii. Sama bryła osobom, które baczniej przyglądają się samochodom na naszych drogach jest dobrze znana, ponieważ z niewielkimi zmianami egzystuje na rynku od 2005 roku. Piszę „niewielkimi” z pełną świadomością tego, że w 2010 roku pojawiła się kolejna generacja modelu. Projektanci Suzuki postawili wtedy na drobne odświeżenie, obyło się bez poważniejszych zmian, których przecież od nowej generacji moglibyśmy oczekiwać. Przeprowadzony w 2013 roku lifting, poza zmianą kloszów reflektorów i dodaniu LEDów – czyli absolutnego standardu – też większych modyfikacji nie wprowadził.

Czy zatem Swift ma czego szukać w gronie nowych konkurentów? Nie ma co ukrywać – sylwetka tego samochodu, chociaż całkiem przyjemna w odbiorze, zdążyła się już opatrzeć i większe zmiany byłyby mile widziane. Są na rynku przedstawiciele tego samego segmentu wyglądający znacznie nowocześniej i po prostu lepiej. W przypadku testowego egzemplarza Suzuki postanowiło zastosować pewne triki, aby zatuszować spowodowane starością zmarszczki. Po pierwsze złoty kolor – w zalewie nudnych, stonowanych samochodów taka barwa karoserii Swifta jest bardzo miłą odmianą zwracającą uwagę ludzi na ulicach. Po drugie felgi – 16 calowe o ładnym wzorze, idealnie komponujące się z samochodem.

Suzuki-Swift-tyl

Muszę też powiedzieć, że projektanci Suzuki w 2005 roku naprawdę się postarali. Mimo upływu lat zwarta i lekko sportowa karoseria Swifta wciąż może się podobać i całkiem dzielnie znosi upływ czasu. Ale fakt pozostaje – po blisko dekadzie gruntowne odświeżenie byłoby wskazane, a przecież Suzuki udowodniło ostatnio modelem SX-4 S-Cross, że potrafi robić ładne i nowocześnie wyglądające samochody.

Wnętrze

Środek auta, chociaż czarny i ponury, osobiście przypadł mi do gustu. Projekt kokpitu jest klasyczny – na konsoli centralnej mamy panel radia, klimatyzacji, pod ręką skrzynię biegów, prosto przed oczami zegary. Bez jakichkolwiek udziwnień, paneli dotykowych, czy zegarów umieszczanych po środku, które przecież zdarzają się w tej grupie samochodów. Tutaj Suzuki nie eksperymentowało i chwała im za to.

Praktycznie wszystko jest pod ręką i z marszu można „ogarnąć” obsługę auta. Wyjątkiem jest system Bluetooth. Aby połączyć telefon trzeba najpierw powiedzieć na głos jego nazwę (dowolną), która zostanie zapamiętana i wtedy samochód pozwoli nam przystąpić do właściwej procedury parowania urządzenia. Po co? Nie mam pojęcia. Na szczęście to jedyny tak rażący przejaw nadmiaru kreatywności projektantów we wnętrzu tego samochodu.

Suzuki-Swift-wnetrze

Materiały są dobrej jakości – plastiki co prawda twarde, jednak patrząc na segment, w którym pozycjonowany jest samochód i jego cenę, nie ma się do czego specjalnie przyczepić. Jedynie gałka skrzyni biegów mogłaby pokusić się o lepsze wykończenie – koło kierownicy obszyte zostało skórą, ale niestety podczas zmiany przełożeń nasza dłoń będzie stykać się z bardzo tandetnym plastikiem. Wyróżnienie należy się za to podświetleniu zestawu wskaźników – jest to miks czerwonego koloru przycisków z białymi zegarami. W nocy tworzy to w samochodzie świetny nastrój.

Pod względem miejsca nie będą narzekać jedynie pasażerowie przednich siedzeń. Z tyłu nie można oczekiwać cudów, zwłaszcza jeśli chodzi o miejsce na nogi, bo nad głowami – przez wysoko poprowadzoną linię dachu – jest całkiem nieźle. Walizki w bagażniku, gdyby umiały mówić, również pomarudziłyby trochę na fakt, że mają do dyspozycji jedynie 211 litrów przestrzeni.

Prowadzenie

Do tego momentu można powiedzieć, że mamy do czynienia ze standardowym, poprawnym i nie wyróżniającym się niczym specjalnym małym samochodem przeznaczonym do miasta. Sytuacja zmienia się jednak diametralnie gdy usiądziemy za kierownicą i ruszymy w drogę. W testowanym egzemplarzu (i we wszystkich innych, bo Swift dostępny jest jedynie z takim motorem) pracowała czterocylindowa jednostka benzynowa 1,2 i mocy 94 KM sprzężona z pięciobiegową, manualną skrzynią biegów. Na papierze nie jest to specjalnie imponująca konfiguracja.

Suzuki-Swift-LED

Tylko na papierze, rzeczywistość jest bowiem inna. Może niekoniecznie w przypadku silnika, który daje tyle, ile się po nim można spodziewać. Nie należy do grona najbardziej dynamicznych jednostek napędowych na świecie, ale 94 KM zapewniają możliwość sprawnego przemieszczania się po mieście, a i autostradzie nie „przyspawają” Swifta do prawego pasa. Aby osiągnąć naprawdę solidną dynamikę trzeba jednak kręcić silnik dosyć mocno, co odbija się zarówno na wrażeniach akustycznych, jak i spalaniu. Gdy jednak podróżujemy w miarę rozsądnie – tzn. bez trzymania Swifta ciągle w rejonach czerwonego pola obrotomierza, ale też bez żadnego ecodrivingu, samochód odwdzięczy się spalaniem w okolicach 6 litrów na 100 przejechanych kilometrów.

Ale w tym samochodzie przesadnie szybka jazda w żaden sposób nie jest potrzebna do szczęścia. Widać na pierwszy rzut oka, że jego naturalnym środowiskiem jest miasto, ciasne manewry, czy jazda od świateł do świateł. Układ kierownicy jest wyjątkowo czuły i „żwawy”. Każdy ruch kierownicy momentalnie przekłada się na zdecydowaną reakcję samochodu. Tym autem wręcz nie da się jeździć zachowawczo, bo Swift ciągle zdaje się zachęcać nas do bardziej agresywnego pokonywania kolejnych łuków.

Nie mówię tutaj oczywiście o łamaniu reguł prawa i zdrowego rozsądku. Niemal każdy, nawet najbardziej standardowy manewr, jak pokonanie ronda w Suzuki daje więcej frajdy, niż w innych małych samochodach, którymi miałem okazję jeździć. Gdy nadarzy się okazja do trochę mocniejszego przyciśnięcia Swifta zabawa jest jeszcze lepsza za sprawą bardzo dobrych właściwości jezdnych i dużej pewności prowadzenia.

Suzuki-Swift-skrzynia-biegow

Dobre wrażenia potęguje skrzynia biegów, która gwarantuje sprawną i bezproblemową zmianę przełożeń. Takiej przekładni bardziej spodziewałbym się w jakimś hothatchu, a nie miejskim Suzuki. Jest bardzo precyzyjna, skok lewarka jest krótki i pozwala na naprawdę sprawne operowanie biegami. Do miasta idealna. Podobnie jak w przypadku układu kierowniczego, tak też tutaj Swift zdaje się sugerować nam „wiem, że możesz zmienić bieg spokojnie, ale zrób to dynamicznie – nie będziesz żałował”.

Jazda tym samochodem to duża frajda. Swift to zdecydowanie „wesoły” samochód – aby to oddać obrazowo mógłbym porównać go do małego pieska, który gdy tylko nas widzi od razu chciałby się bawić. Swift zaczyna „merdać ogonem” gdy uruchomimy silnik i nie przestaje, dopóki nie dotrzemy do miejsca przeznaczenia.

Suzuki i Premium?

Testowany egzemplarz Swifta zaopatrzony został niemal we wszystko, co producent przewidział dla tego modelu. Mamy więc do dyspozycji komputer pokładowy, komplet elektrycznie sterowanych szyb, tempomat, zestaw głośnomówiący Bluetooth, sterowanie większością funkcji z kierownicy, oraz – co mnie zaskoczyło – bezkluczykową obsługę samochodu. Wystarczy, że pilot będzie znajdował się w kieszeni, a Swifta otworzymy i zamkniemy chwytając za klamkę, a silnik uruchomimy przyciskiem, niczym w drogiej limuzynie klasy premium. Ale w końcu nazwa wersji wyposażeniowej do czegoś zobowiązuje.

Suzuki-Swift-bok

Takie luksusy powodują, że za testowany egzemplarz Suzuki Swifta trzeba zapłacić 58 600 zł. Osoby, chcące mieć absolutny „wypas” mogą jeszcze skusić się na nawigację satelitarną z dotykowym ekranem za 4000 zł. Warto jednak zwrócić uwagę na rabaty, którymi kusi japoński producent. Na moment pisania tego testu obowiązuje oferta wyprzedażowa, w ramach której z ceny samochodu możemy uszczknąć 6000 zł, co daje finalnie kwotę 50 900 zł za bardzo dobrze wyposażony samochód miejski, w którym ciężko wskazać jakikolwiek prawdziwie przydatny element wyposażenia, którego brak mógłby doskwierać.

I zostaje jeszcze kwestia, której nie znajdziemy w cenniku i którą ciężko przełożyć na pieniądze – radość z jazdy. Suzuki Swift dostarcza naprawdę wiele pozytywnych wrażeń podczas codziennej eksploatacji– więcej, niż jego konkurenci z którymi miałem styczność. Takiego kompana podczas jazdy miejskiej, która najeżona jest stresogennymi sytuacjami, zdecydowanie warto mieć i każdemu poszukującemu małego hatchbacka do przemierzania metropolii, ale nie tylko, mogę Swifta z czystym sumieniem polecić.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , , , ,

Jedna myśl nt. „Suzuki Swift 1,2 VVT Premium – TEST

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *