Suzuki Swift Sport 1.4 BoosterJet – TEST

avatar
Aleksander Pławski
17 marca 2019

Nie od dziś wiadomo, że Japończycy potrafią robić dobre auta. Suzuki Swift w odmianie Sport jest tego idealnym przykładem. Czy jednak jest to samochód dla każdego? Sprawdzam to podczas tygodniowego testu na polskich drogach.

W dobie Youtube’a, Instagrama czy Twittera mało kto ma ochotę i czas na zwykłe czytanie długich testów aut. Sam coraz częściej łapię się na tym, że na widok dłuższego tekstu na jakiś temat, klikam dalej, w poszukiwaniu bardziej skondensowanej informacji. To bardzo niepokojące zjawisko, ale tak już jest. Może kiedyś napiszę jakiś felieton na ten temat. A teraz, by nie przedłużać i nie odstraszać czytelników ilością znaków, od razu przejdę do rzeczy.

Suzuki Swift Sport to szczególna, najmocniejsza odmiana tego miejskiego samochodu. Co prawda 140 koni mechanicznych to wartość, która dziś już na nikim nie robi wrażenia, ale w tym wypadku taka moc jest zupełnie wystarczająca. Ok, to po kolei…

Powinienem najpierw napisać kilka słów o przestronności przedziału pasażerskiego, ergonomii, jakości materiałów użytych do wykończenia kabiny czy dostępnym wyposażeniu. Prawda jest jednak taka, że już to zrobiłem. Po prostu w zeszłym roku miałem okazję przetestować Swifta i to na stosunkowo długim dystansie – ponad 1000 kilometrów. Co prawda była to 90-konna wersja 1.2 DualJet SHVS Elegance, czyli tzw. „miękka hybryda”, ale pod względem opisanych wyżej cech – oferująca dokładnie to samo. Dlatego chcących dowiedzieć się więcej zapraszam do lektury tamtego testu. Dość powiedzieć, że już wtedy Swift zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Zwrotny, przestronny jak na swoje wymiary zewnętrzne, wygodny, bardzo oszczędny i wystarczająco dynamiczny.

Teraz mam do czynienia niby z tym samym, ale jednak jakże innym autem. Autem dającym tyle frajdy z jazdy, co często kilkukrotnie droższe samochody. Autem zaskakująco uniwersalnym, choć nie idealnym dla każdego – bo takie samochody po prostu nie istnieją. Jeśli popatrzymy na Swifta Sport przez pryzmat etykietki hot hatcha – okaże się, że nie wszystko wygląda tak, jak powinno. Potencjalnemu nabywcy może np. przeszkadzać brak głośnego wydechu, sportowego układu kierowniczego, czy twardych nastaw zawieszenia. Ja jednak odbieram to jako zaletę i uważam, że Suzuki Swift Sport to idealny samochód do jazdy na co dzień. Po prostu wszystko zależy od oczekiwań. A mnie nie zależy ani na hałasie wewnątrz pojazdu, ani na wytrząsającym poranne treści z żołądka zawieszeniu.

Swift Sport spodoba się kierowcom, którzy oczekują od samochodu „sprytu” i funkcjonalności. Kierowcom, którzy nie chcą jeździć ostentacyjnie sportowym samochodem, ale czerpać radość z jazdy każdego dnia, czy to jadąc do pracy, po zakupy, czy na weekendowy wypad za miasto. I chociaż osiągi testowanego auta „na papierze” nie powalają, to w praktyce okazuje się, że wrażenia z jazdy są znakomite.

Po pierwsze – silnik. Pamiętam mój test Suzuki SX4 S-Cross’a – sporego jakby nie było crossovera, z napędem 4×4, wyposażonego w tę właśnie jednostkę napędową. Byłem zdumiony, jak ten niewielki, uturbiony silnik radzi sobie z nielekkim i dość wysokim nadwoziem. Tym bardziej więc rzeczony motor sprawdza się w ważącym niecałą tonę samochodziku z przednim napędem. Katalogowe 8,1 sekund do setki w rzeczywistości odczuwalne jest jakby trwało przynajmniej o sekundę krócej. Poza tym nawet przy wyższej prędkości mocniejsze wciśnięcie gazu zawsze skutkuje odczuwalnym przyspieszeniem. Moc mocą, ale główne znaczenie ma tutaj moment obrotowy. A ten wynosi bardzo przyzwoite 230 Nm i jest dostępny już od 2500 obr.min. W praktyce jednak czuć, że silnik „ciągnie” już od 1.800 obrotów, co odczuwamy jako potężną elastyczność. Sposób rozwijania mocy jest przy tym dość liniowy, bez mocnego uderzenia na początku działania turbo. Dzięki temu testowanym samochodem jeździ się więcej niż przyjemnie.

Po drugie – skrzynia biegów. Sposobu pracy dźwigni zmiany przełożeń może nie można nazwać typowo sportowym, ale czepianie się jej byłoby tu nie na miejscu. Wszystkie z 6 biegów załączają się szybko, lekko i precyzyjnie. Nawet szybkie ruchy lewarkiem nie powodują żadnych haczeń, czy zgrzytów. Brakuje jedynie charakterystycznego, sportowego „kliku”. Poza tym machanie lewarkiem to czysta przyjemność. 

Po trzecie – zawieszenie. Jak na mój gust, w tym przypadku idealne. Wcale nie typowo sportowe, za to wciąż sprężyste i pozwalające na nieco szaleństwa z szybkich łukach. Jednocześnie bardzo skutecznie wybierające nierówności nawierzchni i nie dudniące przy tym, jak to czasem bywa w małych autach tego typu.

Po czwarte – układ kierowniczy. Niby dość zwyczajnie zestrojony, nieprzesadnie bezpośredni, a jednak pasujący do reszty. Do tego wygodna, mięsista kierownica i wygodny fotel z dobrym podparciem bocznym.

Po piąte – oszczędność. Okazuje się, że można mieć stosunkowo szybkie auto, w którym korzystanie z jego osiągów nie jest okupione zbójeckim zużyciem paliwa. Swift Sport pod moją nogą zadowolił się średnio 7,9 litra na 100 kilometrów. A nie będę udawał, że jeździłem nim grzecznie. To naprawdę dobry wynik.

Podsumowując tę tygodniową przygodę, określiłbym Swifta Sport jako świetnego kompana w codziennych zmaganiach tak w mieście, jak i w trasie. Pomijając niewielki bagażnik, Swiftem można w razie potrzeby dość wygodnie podróżować nawet w cztery dorosłe osoby. I to nie tylko na krótkim dystansie. Przyzwoite wyciszenie wnętrza i nienatarczywy dźwięk jednostki napędowej pozwala podróżować tym maluchem bezboleśnie nawet na dłuższej trasie.

W mieście natomiast cieszy jego doskonała zwrotność, spontaniczna reakcja na operowanie pedałem gazu i generalnie wielka radość z prowadzenia. Jedyna rzecz, która potrafi czasem przeszkadzać podczas naprawdę dynamicznej jazdy po zakrętach, to brak szpery. Zewnętrzne koła ze względu na niezbyt dużą szerokość mają wtedy tendencję do tracenia przyczepności przy ostrym dodaniu gazu. Ale to chyba jedyna rzecz do poprawy – oczywiście pod warunkiem, że nie traktujemy Swifta Sport jako pełnoprawnego hot hatcha.

Katalogowa cena tego modelu to 79.900 złotych, jednak można teraz kupić auta z poprzedniego roku za 77.400, czyli 2,5 tysiąca złotych taniej. Dodajemy do tego lakier metaliczny za 2.090 złotych i tym sposobem za 79.490 złotych mamy bardzo dobrze wyposażone auto segmentu B. Na pokładzie Swifta Sport znajdziemy m.in.: automatyczną klimatyzację, system multimedialny z kamerą cofania i nawigacją 3D, tempomat adaptacyjny, podgrzewane fotele przednie, system kluczyka elektronicznego, automatyczne światła, reflektory LED (mijania i drogowe), czy światła do jazdy dziennej LED. Poza tym w standardzie znajdziemy szeroką paletę systemów bezpieczeństwa, 6 poduszek powietrznych, systemy ESP+ TC, ABS + EBD + BAS. To oczywiście nie wszystko, ale pewnie jeszcze pamiętacie, co pisałem na początku o długich tekstach? Teraz kolej na Was – przejeździe się Sportem, zdefiniujcie Wasze potrzeby i sami oceńcie, czy jest wart zakupu? Dla mnie, mimo pewnych braków czy niedoskonałości, jest to samochód zdecydowanie wart polecenia.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , , , ,