Suzuki SX4 S-Cross 1.0 Boosterjet Premium

avatar
Aleksander Pławski
26 stycznia 2018

Suzuki SX4 S-Cross to całkiem spory crossover. Z zewnątrz niepozorny, wewnątrz zaskakująco obszerny i wygodny, do tego z bardzo przyzwoitym bagażnikiem. W przypadku testowanej wersji wyposażony również w napęd na wszystkie koła. Czy włożenie pod maskę takiego auta zaledwie litrowego silnika nie jest czystym szaleństwem?

No cóż, takie mamy czasy – czy nam się to podoba czy nie, downsizing stał się faktem i na tę chwilę chyba nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Osobiście preferuję konie mechaniczne wydobyte z wolnossącej jednostki o większej pojemności. „Uturbianie” niewielkiego litrażu zazwyczaj dobrze się nie kojarzy. A jednak coraz więcej producentów ma w ofercie niewielkie silniki w coraz większych modelach. Czy jednak chodzi tu tylko o spełnienie kolejnych norm? A może taka jednostka napędowa, jeśli tylko dobrze przemyślana i skonstruowana w odpowiedni sposób, rzeczywiście sprawdzi się w codziennym użytkowaniu?Muszę się w tym momencie przyznać, że pomimo mojego sceptycyzmu co do downsizingu, miałem już do czynienia z kilkoma małymi silnikami wpakowanymi w całkiem pokaźną karoserię i o dziwo, w większości przypadków one rzeczywiście dawały radę. Dość wspomnieć choćby niedawno testowaną Skodę Octavię 1.0 TSI 115 KM czy Peugeota 308 ze 130-konnym, 1.2-litrowym silnikiem PureTech – zdobywcą wielu nagród. Okazuje się więc, że takie rozwiązania, mówiąc kolokwialnie, mogą mieć „ręce i nogi”. A jak jest w przypadku Suzuki?

Model SX4 S-Cross to, jak już powiedziałem na początku, całkiem duży crossover. Na pierwszy rzut oka dość niepozorny, o spokojnej linii, bez żadnych stylistycznych fajerwerków. Nie można jednak nazwać go brzydkim. Najlepsze słowo, które przychodzi mi do głowy kiedy na niego patrzę, to „stonowany”. Dla wielu ludzi będzie to zaletą – wszak nie każdy posiadacz SUV-a czy crossovera chce się od razu rzucać w oczy wszystkim na drodze. A S-Cross zapewnia nam swojego rodzaju neutralność, nie będąc jednocześnie powodem do wstydu. Ale wygląd, to jak wszyscy dobrze wiemy kwestia indywidualnego gustu. Dlatego nie będę się zbyt długo rozwodził w tym temacie. Ważniejsza jest dla mnie odpowiedź na pytanie „A jak to jeździ”?Przyznam się szczerze – cudów po tym motorze „zapakowanym” w taką karoserię się nie spodziewałem. Byłem pewien, że ów silnik będzie głośny, nieprzyjemnie brzęczący i po prostu za słaby do testowanego auta. Bo przecież trzy cylindry i 112 koni mechanicznych nie da sobie rady z ważącym 1200 kg autem o podwyższonej karoserii. 

Jakież było moje zdziwienie, kiedy już pierwszego dnia testu okazało się, że jazda S-Crossem w takiej konfiguracji nie dość, że nie jest męką, to jeszcze potrafi być całkiem przyjemna dla kierowcy. Po pierwsze – rzeczona jednostka napędowa jak na trzycylindrowca pracuje z całkiem znośnym, by nie powiedzieć przyjemnym dźwiękiem. Silnik bardzo żywiołowo wkręca się na obroty i i spontanicznie reaguje na ruchy pedałem gazu. Do tego wszystkiego przedział pasażerski jest nieźle odizolowany zarówno od odgłosów dochodzących ze świata zewnętrznego jak i komory silnika. To sprawia, że już od pierwszych chwil spędzonych z litrowym S-Crossem masz ochotę na dynamiczną jazdę. W tym wszystkim pomaga też całkiem przyjemnie pracujący drążek zmiany biegów. Poszczególne przełożenia wchodzą szybko, precyzyjnie i bez haczeń.Szkoda jednak, że jest ich tylko 5, ale widocznie taki układ był optymalny do tej jednostki napędowej. W sumie podczas codziennej eksploatacji w normalnych warunkach wcale to nie przeszkadza. Dzięki dobrej elastyczności motoru i dość wysokiemu maksymalnemu momentowi obrotowemu (170 Nm przy 2000 – 3500 obr./min.) S-Crossem jeździ się przyjemnie nie tylko po mieście. Również w trasie ten samochód sprawuje się dobrze. Oczywiście przy komplecie pasażerów i pełnym bagażniku nie możemy spodziewać się cudów, ale szczerze mówiąc w większości codziennych zmagań drogowych ten silnik radzi sobie lepiej niż można by się tego spodziewać. Co ciekawe, brak „szóstki” nie wpływa jakoś szczególnie na zużycie paliwa. 

Testowanym autem przejechałem przez tydzień prawie 500 kilometrów po drogach o kompletnie różnej nawierzchni i zróżnicowanym natężeniu ruchu. Średnie spalanie na koniec naszej przygody wyniosło równe 8 litrów na 100 kilometrów. Mając na uwadze, że przez cały ten czas niespecjalnie delikatnie obchodziłem się z pedałem przyspieszenia, taki wynik należy uznać za bardzo dobry. Pamiętajmy, że mamy tu do czynienia z napędem 4×4, co też nie jest bez znaczenia jeśli chodzi o spalanie. A skoro już przy tym jesteśmy – warto wspomnieć, że testowane Suzuki wyposażone jest w napęd 4×4 ALLGRIP, który daje nam możliwość wyboru 4 trybów jego pracy: Auto, Sport, Snow oraz Lock. Około połowę testu przejechałem w trybie Auto, który jest nastawiony na maksymalne obniżenie zużycia paliwa i aktywuje napęd 4WD dopiero w momencie wykrycia poślizgu kół przedniej osi. W praktyce przy nawierzchni o zmniejszonej przyczepności „ruszenie z kopyta” nie stanowi dla japońskiego crossovera żadnego problemu. Elektronika działa na tyle szybko, że zanim przód zacznie buksować, tylna oś jest już w akcji i Suzuki dzielnie odpycha się do przodu wszystkimi czterema kołami. 

Często korzystałem też z trybu Sport – który, jak twierdzi producent, idealnie pasuje do dynamicznej jazdy po krętych drogach. W tym trybie prócz rozdziału napędu pomiędzy osie zmienia się również charakterystyka przebiegu momentu obrotowego silnika. W ten sposób auto bardziej dynamicznie reaguje na ruchy prawej stopy kierowcy a specjalne czujniki stale monitorują takie parametry jak np. stopień otwarcia przepustnicy czy kąt obrotu koła kierownicy. Na podstawie zebranych informacji następuje optymalizacja rozdziału momentu obrotowego pomiędzy koła przedniej i tylnej osi, co zdecydowanie poprawia własności trakcyjne crossovera w czasie pokonywania zakrętów. 

Jest jeszcze tryb Snow, który jak sama nazwa wskazuje nadaje się najbardziej do jazdy po śniegu oraz tryb Lock, który przydaje się w warunkach poruszania się tak po śliskich jak i luźnych nawierzchniach. W momencie ruszania układ ALLGRIP zwiększa moment obrotowy przenoszony na koła tylnej osi. W tym ustawieniu moment może być przenoszony pomiędzy osie w proporcji bliskiej 50:50 a to może nam się bardzo przydać w warunkach jazdy np. w grząskim terenie lub po mocno błotnistej drodze.A czemu tak dużo o tym piszę? Bo mimo, że SX4 S-Cross nie jest prawdziwą terenówką, to dzięki zwiększonemu prześwitowi i właśnie takiemu napędowi, w trudniejszych sytuacjach radzi sobie nadspodziewanie dobrze. Tym samym można go uznać za jedną z lepszych propozycji dla osób, które SUV-y czy crossovery kupują nie tylko za względu na modę czy wyższą pozycję za kierownicą, ale które rzeczywiście chcą pojechać autem choćby w góry czy na prawdziwe leśne dukty. Tutaj S-Cross potrafi udowodnić, że jest nie tylko podwyższonym kombi, ale autem naprawdę uniwersalnym.

Na plus Suzuki trzeba również zaliczyć dobrą ergonomię wnętrza, funkcjonalność oraz wygodne przednie fotele oraz zupełnie niezłą tylną kanapę. Nie można również narzekać na przestronność przedziału pasażerskiego – żaden z podróżujących nie powinien mieć tutaj powodów do zmartwień. I chodzi mi zarówno o miejsce na nogi jak i nad głowami pasażerów „Japończyka”. 

Co prawda trzymanie boczne nie jest największym atutem fotela kierowcy, ale mimo braku regulacji odcinka lędźwiowego okazuje się on być naprawdę komfortowym nawet przy dłuższej podróży. Mój kręgosłup, który nie jest w najlepszej formie, podczas całego testu ani razu nie zaprotestował. A to dla mnie zawsze dobry znak w kwestii dłuższego użytkowania danego pojazdu.Obsługa multimediów czy wszelkich innych instrumentów pokładowych nie powinna nikomu nastręczać trudności. Zdecydowana większość włączników i przełączników wszelkiego rodzaju jest w zasięgu ręki i nie trzeba ich szukać z lupą i instrukcją obsługi przed oczami. Automatyczna, dwustrefowa klimatyzacja bez trudu utrzymuje we wnętrzu zadaną temperaturę, kolorowy dotykowy ekran systemu multimedialnego reaguje z odpowiednią szybkością, audio gra całkiem dobrze a system Bluetooth szybko i bez problemu łączy się ze smartfonem. 

Co do jakości materiałów użytych do wykończenia przedziału pasażerskiego sprawa wygląda następująco: szału może i nie ma, bo spotkamy tu sporo twardych tworzyw, ale i narzekać za bardzo nie przystoi. Wszystko jest zmontowane i spasowane za sobą jak należy – mimo dość wysokiego jak na auto z parku prasowego przebiegu – 45.000 km – nic w kabinie Suzuki nie skrzypiało i nie postukiwało, a to świadczy o naprawdę solidnym wykonaniu wnętrza.Żadne niepożądane odgłosy nie dochodziły również z zawieszenia – czy to mniejsze, czy większe nierówności nawierzchni – zawsze były wybierane cicho i skutecznie. Nastawy zawieszenia zostały dobrane optymalnie do auta tego typu. Jest tu wystarczająco komfortowo, a jednocześnie samochód „nie szoruje bocznymi lusterkami po asfalcie” podczas szybko pokonywanych zakrętów. A jest je w stanie bezpiecznie pokonywać naprawdę szybko. Układ kierowniczy mógłby być jednak ciut mniej wspomagany, choć na samą jego responsywność nie można narzekać. Poza tym S-Cross jest zaskakująco zwinnym autem i parkowanie w miejskiej dżungli nie stanowi tutaj żadnego problemu. Kierowcy pomaga również kolorowa kamera cofania, dzięki której jesteśmy w stanie zauważyć np. krótkie słupki, których nie widać ani w lusterkach ani przez tylną szybę.Bardzo ciekawie przedstawia się cena i wyposażenie testowanego egzemplarza. Jest to poziom wyposażenia Premium, w którego skład wchodzi „dużo dobrego”. I tak na pokładzie Suzuki w tej opcji oprócz wszelkich możliwych systemów bezpieczeństwa i kompletu poduszek powietrznych znajdziemy m.in. bezkluczykowy dostęp do auta, automatyczne światła mijania, samościemniające się lusterko wewnętrzne, podgrzewane fotele przednie czy automatyczną, dwustrefową klimatyzację. Do naszej dyspozycji jest również interaktywny system multimedialny ze wspomnianą wcześniej zintegrowaną kamerą cofania, czy doskonałe reflektory LED!

To oczywiście nie wszystko, ale nie sposób wymienić wszystkiego w krótkim tekście. Krótko mówiąc – Suzuki w tej wersji oferuje wszystko, czego potrzeba do komfortowej jazdy a ponadto auto zostało wycenione bardzo rozsądnie. Za testowany egzemplarz bez koloru metalicznego musimy zapłacić 80.900 złotych. Kiedy spróbujecie porównać tę cenę z konkurencją, szybko okaże się, że Suzuki SX4 S-Cross to obecnie jeden z najtańszych a przy tym bardzo dobrze wyposażonych crossoverów na polskim rynku. Jeżeli więc nie potrzebujecie zbytnio rzucać się w oczy a nad nowoczesny design przedkładacie realną funkcjonalność auta i możliwość jazdy nie tylko po przysłowiowym asfalcie, wybierzcie się na jazdę próbną tym autem i sami przekonajcie się, że przemyślany dowsizing nie jest taki zły.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , ,