Toyota Auris Hybrid 135 Premium – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
05 sierpnia 2013

Napędy elektryczne coraz śmielej wkraczają na rynek motoryzacyjny. O ile w rozwiązaniach wyłącznie elektrycznych problemem wciąż pozostaje zasięg, o tyle hybrydy jawią się już jako całkiem ciekawa, chociaż wciąż trochę egzotyczna u nas, propozycja. Do momentu, w którym dostałem do testów Toyotę Auris HSD, dla mnie również była to egzotyka, z którą wcześniej miałem do czynienia wyłącznie w bardzo ograniczonym zakresie. Jak przebiegło pierwsze, poważne spotkanie z hybrydą?

Alternatywne formy napędu w samochodzie to bez wątpienia przyszłość motoryzacji. Teraz sprawa jest względnie prosta – gdy w baku zabraknie paliwa wystarczy podjechać na najbliższą stację, zatankować, zapłacić i można już ruszać w dalszą drogę. Jednak kiedyś złoża ropy się wyczerpią i bez „planu B” będziemy mieć poważny problem. Widzą to producenci samochodów, którzy w zaciszu swoich centrów rozwojowych opracowują już technologie, które mają nam zapewnić możliwość podróżowania w przyszłości. Jednym z liderów wprowadzania ich na rynek jest Toyota, która postawiła na wykorzystanie prądu zarówno w małych Yarisach, jak i najpotężniejszych, flagowych limuzynach sygnowanych logiem Lexusa. Ja miałem przyjemność przez tydzień obcować z Toyotą Auris HSD w wersji Premium, czyli hybrydowym kompaktem Toyoty.

Pierwszym samochodem hybrydowym masowo produkowanym i sprzedawanym przez Toyotę był Prius. Niestety, mimo swojej pionierskiej roli był również autem wyjątkowo brzydkim, co zmuszało konsumentów do podjęcia decyzji: czy chcą być „eko” kupując Priusa, czy chcą jeździć ładnym samochodem. W przypadku Aurisa klienci nie mają takich problemów. Wraz z nową generacją wprowadzoną w 2012 roku Auris zyskał sporo wyrazu i agresywności, których zdecydowanie brakowało poprzednikowi. Testowany egzemplarz prezentował się jeszcze lepiej dzięki siedemnastocalowym felgom w „przybrudzonym”, szarym kolorze i ogromnemu, panoramicznemu dachowi. Te dwa elementy idealnie kontrastowały z białym, perłowym lakierem nadwozia sprawiając, że Auris wyglądał naprawdę rasowo i niejednej osobie na ulicy zagwarantował gimnastykę szyi.

Toyota-Auris-HSD-1

We wnętrzu najbardziej rzuca się w oczy deska rozdzielcza o pionowym kształcie. Rafałowi podczas testów benzynowej wersji Aurisa bardzo przypadła ona do gustu, na mnie zrobiła równie pozytywne wrażenie. Nadaje to wnętrzu Toyoty lekko oldschoolowego charakteru, który bardzo zgrabnie komponuje się z jak najbardziej współczesnymi elementami wyposażenia, takimi jak chociażby ekran ciekłokrystaliczny. Dodatkowego uroku dodają fragmenty deski rozdzielczej wykonane z materiału przypominającego szczotkowane aluminium. W Aurisie bardzo szybko można poczuć się jak „w domu” – regulacja foteli, kierownicy jest rozległa i każdy znajdzie pozycję dla siebie. Wszystko co potrzeba jest pod ręką, dobrze oznakowane, a obsługa jakiegokolwiek instrumentu pokładowego nie powoduje specjalnych trudności. Miłośnicy solidnego spasowania będą usatysfakcjonowani – z kabiny nie dobiegają żadne trzaski, ani skrzypienie. Z kolei fanów materiałów najwyższej jakości czasami do białej gorączki doprowadzać będą plastiki użyte w niektórych miejscach, jak przykładowo w sterowniku szyb, lub kluczyku, który wygląda po prostu tandetnie. Taka oszczędność nie przystoi Toyocie, zwłaszcza z członem „Premium” w nazwie. Jednak są to jedynie incydenty i generalnie wnętrza nie da ocenić się inaczej, niż pozytywnie.

Toyota-Auris-HSD-2

Omawiając środek auta nie sposób nie wspomnieć o jego najciekawszym elemencie, czyli ogromnym, panoramicznym dachu. Posiada on elektryczne sterowanie i rozciąga się na całą długość przedziału pasażerskiego. Pomijając już kwestię widoków podczas jazdy np. jednym z podwieszanych mostów, takie rozwiązania zapewnia doskonałe wręcz doświetlenie wnętrza, do którego człowiek szybko się przyzwyczaja. Później każdy inny samochód posiadający „zwykły” dach wydaje się być ciemny i ponury. W Aurisie zdecydowanie warto za ten luksus dopłacić.

Ilość miejsca w Toyocie Auris jest przyzwoita. Z przodu problemu z zajęciem wygodnego miejsca nie będą mieli nawet wysocy kierowcy. Z tyłu niestety już tak różowo nie jest – przestrzeni, zwłaszcza na nogi, może większym osobom trochę brakować. Ciekawie zaczyna się z kolei dziać gdy zajrzymy do bagażnika. Spodziewałem się, że przez obecność akumulatorów jego pojemność zostanie w jakiś sposób ograniczona i że zamiast walizek w bagażniku będziemy wozić energię elektryczną. A tymczasem po otworzeniu klapy naszym oczom ukazuje się zupełnie standardowy przedział bagażowy. Krótki rzut oka pod podłogę pokazuje, że tam również zamiast baterii znajdziemy dodatkowe miejsce do zagospodarowania. Pozostaje pogratulować inżynierom Toyoty tak zgrabnego upakowania baterii, nie ograniczającego użyteczności samochodu.

Toyota-Auris-HSD-3

Najwyższy czas przejść do sedna, zadać pytanie „Czy warto do hybrydy dopłacać?” i spróbować na nie odpowiedzieć. Na początek kilka ogólnych informacji o praktycznych aspektach systemu zastosowanego przez Toyotę. Silniki elektryczne ładowane są gdy samochód wytraca prędkość, co sygnalizuje komputer pokładowy, a my czujemy się niczym w bolidzie Formuły 1 wyposażonym w system KERS. W pełni naładowane akumulatory pozwalają pokonać „na prądzie” dystans do dwóch kilometrów. Bez udziału silnika spalinowego możemy jechać albo przy niskich prędkościach, ale nie tylko. Gdy utrzymujemy stałe tempo na poziomie 50-60 km/h również konwencjonalny napęd jest odcinany.

Tyle wprowadzenia, czas sprawdzić jak działa to w praktyce. Pierwsze wrażenie jest…dziwne, ale i ciekawe zarazem, ponieważ po uruchomieniu silnika nic się nie dzieje. Gdyby nie ożywające instrumenty pokładowe można by śmiało uznać, że Auris się zepsuł. Jednak nic z tych rzeczy – to po prostu magia napędu hybrydowego. Lekkie odpuszczenie hamulca utwierdza nas w przekonaniu, że to nie awaria, a po prostu przyszłość motoryzacji.

Wspomniałem o odpuszczeniu hamulca, ponieważ samochód wyposażony został w automatyczną, bezstopniową skrzynię biegów. Automat nie musi zawracać sobie głowy zmianą biegów w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, więc jazda Aurisem jest wyjątkowo płynna. Jednak do samego działania skrzyni biegów trzeba się przyzwyczaić. Mocniejsze wciśnięcie gazu sprawia, że silnik zaczyna wydobywać z siebie jednostajny ryk, co nie brzmi zbyt atrakcyjnie. Jednak dla miłośników spokojnej jazdy jest to rozwiązanie idealne, ponieważ dopiero mocne wduszenie pedału gazu powoduje, że nieprzyjemny dźwięk staje się zauważalny. Dla tych, którym nie straszne są dźwięki wydawane przez Aurisa przygotowano tryb „Sport”, w którym pedał gazu staje się znacznie czulszy, a samochód ochoczo przyspiesza reaguje na każde jego wciśnięcie.

Toyota-Auris-HSD-5

Sygnalizowane jest to w sposób, którego próżno szukać w spalinowych samochodach. Zamiast obrotomierza konstruktorzy przygotowali…wskaźnik. Trudno znaleźć dla niego odpowiednią, normalnie brzmiącą nazwę (ładowanio-eko-moco-mierz odpada). W zależności od tego jak obchodzimy się z gazem wskazówka może pojawić się w jednej z trzech części tarczy zegara. Gdy wytracamy prędkość sygnalizuje ona o ładowaniu baterii i jej poziomie. Gdy jedziemy spokojnie utrzymywana jest ona w polu „Eco”, pokazując jak ekonomiczna jest nasza jazda. A gdy „gazujemy”, przenosi się na pole „Power”, przy okazji przyjmując czerwony kolor.

Jednak szalejąc hybrydową Toyotą Auris nie sposób nie odnieść wrażenia, że robi się coś niestosownego. Ideą tego samochodu jest oszczędność paliwa i naprawdę chce się w nim to robić. Korzyści wynikające z kupna hybrydy są ściśle uzależnione od tego, w jakim środowisku ją użytkujemy. Auris ze mną za kierownicą jeździł głównie w mieście i miał doskonałą okazję pokazać na co go stać. Podczas stania w korkach, powolnego snucia się od świateł do świateł silnika benzynowego możemy używać okazjonalnie. Wystarczy odpowiednio delikatnie operować pedałem gazu, a bez problemu można osiągnąć zużycie paliwa pozostawiające spalinową konkurencję daleko w tyle. Gdy potrzebujemy więcej mocy momentalnie uruchamia się silnik konwencjonalny, a cała operacja odbywa się zupełnie niezauważalnie – Toyotę Auris można stawiać za wzór wszelkich systemów „Start-Stop”.

Toyota-Auris-HSD-4

Im wyższe prędkości, tym napęd hybrydowy staje się jednak mniej opłacalny. Tak jak wspominałem wyżej, przy utrzymywaniu prędkości 50-60 km/h można jeszcze skorzystać z dobrodziejstw elektrycznego napędu i przy delikatnym obchodzeniu się z gazem podróżować trochę z taką prędkością bez udziału silnika spalinowego. Wyższe prędkości sprawiają, że pierwsze skrzypce zaczyna grać napęd konwencjonalny, więc o znaczących oszczędnościach możemy zapomnieć. Jednak spalanie w mieście poniżej 5 litrów na 100 km jest jak najbardziej osiągalne, bez przesadnego wysiłku.  O ile jest ciepło – jako, że test odbywał się na początku lata baterie w Aurisie miały idealne warunki do pracy. Im zimniej, tym samochód w mniejszym stopniu korzystać będzie z napędu elektrycznego.

Gdy warunki są dobre, widzimy na desce rozdzielczej zieloną ikonkę „EV” i wiemy, że w danej chwili jedziemy zupełnie za darmo – jest to fajne uczucie. W Aurisie chęć bycia „eko” pojawiła się u mnie bardzo szybko i nie odpuściła aż do końca testu. Spokojna jazda hybrydą naprawdę może sprawiać przyjemność, nawet większą niż szybka. Testowanie różnych technik, spokojnego ruszania, aby jak najefektywniej wykorzystać napęd elektryczny – można na to „zachorować”.

Ale czy warto dopłacać kilka (lub kilkanaście) tysięcy złotych do Toyoty Auris z napędem hybrydowym, czy lepiej zainteresować się tym samochodem z napędem konwencjonalnym? Najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Czy jeździmy w mieście, czy na trasie? Jak często jeździmy? Jaki mamy styl jazdy? Hybryda ma sens wtedy, gdy kombinacja odpowiedzi na powyższe pytania wskazuje, że podróżujemy głównie po mieście, często i nie lubimy sprintów spod każdych świateł. A i wtedy opłacalność zakupu nie jest taka oczywista, bo na każdych stu kilometrach możemy zaoszczędzić kilka-kilkanaście złotych. Trzeba trochę przejechać, aby inwestycja w Aurisa HSD zaczęła się zwracać.

Toyota-Auris-HSD-6

Ale abstrahując od chłodnej kalkulacji – obcowanie z napędem hybrydowym było dla mnie ogromną przyjemnością. Znacznie większą, niż gdybym miał Aurisa wyłącznie z silnikiem spalinowym, więc jeśli włączymy tzw. „fun” do równania, to wynik może być odmienny. Jednak bez względu na rodzaj napędu hatchback Toyoty to bardzo przyjemne auto do jazdy. Jest ładne, wygodne, prowadzeniu nie można wiele zarzucić – układ kierowniczy jest precyzyjny, samochód zachowuje się na drodze bardzo pewnie i stabilnie. Patrząc na samochód z zewnątrz nie spodziewałem się cudów jeśli chodzi o widoczność, ale po zajęciu miejsca w środku zostałem miło zaskoczony. Łatwiej niż w innych samochodach można wyczuć gdzie Auris się kończy, a w razie czego z pomocą mogą przyjść czujniki parkowania wspomagane przez kamerę cofania.

A ile za możliwość podróżowania Aurisem HSD trzeba zapłacić? Tanio nie jest – hybryda w odmianie wyposażenia „Premium” kosztuje wyjściowo 84 900zł, a po doposażeniu w to, co oferowała testówka kwota rośnie do 88 900 zł. Liczba „uprzyjemniaczy” na pokładzie jest jednak całkiem długa – mamy klimatyzację, czujniki parkowania wraz z kamerą, nawigację z zestawem multimedialnym, podgrzewane fotele, czy dostęp bezkluczykowy – jest bogato.  A dla tych, którym to nie wystarcza na szczycie cennika widnieje jeszcze wersja „Prestige”, która winduje cenę samochodu do 95 900zł. Gdy zaznaczymy jeszcze parę „ptaszków” w konfiguratorze kwota stanie się sześciocyfrowa. Jednak płacąc dostajemy konkretne korzyści w zamian, w postaci bardzo dobrze wyposażonego, wygodnego, ładnego samochodu. A przy okazji możemy trochę oszczędzić na paliwie. No i być bardziej „eko”, niż inni na drodze…

Michał Strzyżewski

Tagi: , , , ,