Toyota Auris Hybrid Touring Sports Selection – TEST

avatar
Aleksander Pławski
16 lipca 2018

W tym roku minęło 21 lat, odkąd japoński koncern zaczął produkować seryjnie auta hybrydowe. Do stycznia ubiegłego roku na całym świecie sprzedało się ponad 10 milionów hybrydowych Toyot. Także w Polsce w ostatnich latach popularność hybryd znacznie wzrosła. Czy rzeczywiście warto kupić takie auto? Sprawdzam to na przykładzie Aurisa Touring Sports, czyli po polsku – kombi.

Nie, to nie jest nasz pierwszy test hybrydy. Nie jest to również nasz pierwszy test hybrydowego Aurisa Touring Sports. W 2015 roku Rafał Pazura porównywał wersję poliftingową ze swoim własnym, przedliftowym egzemplarzem. Dziś, niemal trzy lata później, ten japoński kompaktowy bestseller trafia w moje ręce. Tyle, że ja nie jestem aż taki „eko” jak mój kolega. Nasuwa się więc pytanie, czy testowany Auris zdoła przekonać mnie do siebie?O praktyczności wnętrza tej Toyoty, jej funkcjonalności, łatwości obsługi instrumentów pokładowych, czy jakości wykonania napisaliśmy już chyba wszystko przy okazji poprzednich testów. Jeździliśmy różnymi wersjami nadwozia, wyposażenia i silnikowymi. Dlatego nie będę za bardzo rozpisywał się o tym samym. Tym razem będzie krótko. A kto chętny, zapraszam tutaj lub tutaj. Można sobie przypomnieć, co już zostało napisane.

Zacznijmy więc inaczej 

Do testu trafił egzemplarz w wersji wyposażenia Selection, którego cena startuje od 103.100 zł. W standardzie dostaniemy tu m.in. Pakiet Safety, czyli układ wczesnego reagowania w razie ryzyka zderzenia (PCS), układ rozpoznawania znaków drogowych (RSA), układ ostrzegania o niezamierzonej zmianie pasa ruchu (LDA), automatyczne światła drogowe (AHB) i czujnik zmierzchu. Są też pełne lampy przednie typu LED, pełna elektryka szyb i lusterek, jednostrefowa klimatyzacja automatyczna, bezkluczykowy dostęp do auta, czy tapicerkę materiałową z elementami wykończonymi czarną alcantarą.Ponadto na pokładzie tak skonfigurowanego Aurisa znajdą się sportowe fotele, system multimedialny Toyota Touch 2 z kamerą cofania i radio RDS + CD + MP3 + 6 głośników. To oczywiście nie wszystko, ale już widać, że na wyposażenie nie ma co narzekać. Dopłata do systemu nawigacji satelitarnej wynosi 2500 złotych, jednak czy tylko ja odnoszę wrażenie, że w czasach smartfonów z darmowym Google Maps, Waze czy inną aplikacją tego typu, owa dopłata coraz częściej wydaje się zbędna?

Ok, znamy już cenę i główne elementy wyposażenia standardowego wersji Selection. Do głowy przychodzą kolejne pytania. Czy Auris Sports Tourer jest wystarczająco przestronny? Czy umożliwia komfortową podróż czterem dorosłym pasażerom? I czy rzeczywiście jest taki oszczędny jak obiecuje producent? Teraz po kolei…W kwestii przestronności przedziału pasażerskiego nie można kompaktowej Toyocie wiele zarzucić. Z przodu miejsca jest w sam raz, pozycja za kierownicą jest dobra z zakres regulacji fotela i kierownicy w zupełności wystarczający. Fotele są słusznej wielkości i zapewniają odpowiednią wygodę podróżowania nawet na dłuższych trasach.Pasażerowie tylnej kanapy również nie powinni narzekać: miejsca na szerokość wystarczy nie tylko drobnym kobietom. Również dwójka rosłych mężczyzn nie będzie się szturchać łokciami na każdym szybszym zakręcie. Miejsce na głowami i na nogi również jest wystarczające. Pochwalić należy bagażnik – 530 litrów przy standardowym ustawieniu kanapy to bardzo dobra wartość.A jeśli złożymy oparcie tylnej kanapy, Auris zamieni się w małą ciężarówkę zdolną przewieźć nawet 1658 litrów. Widać więc, że testowane auto może z powodzeniem służyć jako samochód rodzinny, którym 4-osobowa rodzina może pojechać na wakacje bez potrzeby zakładania bagażnika dachowego.

Czy jednak hybrydowy Auris rzeczywiście jest tak bardzo oszczędnym samochodem? 

Oczywiście wiem, że hybrydą trzeba nauczyć się jeździć i zanim zacznę narzekać na spalanie, powinienem prowadząc Aurisa HSD pamietać o zasadach eko jazdy, a co za tym idzie – umiejętnie operować pedałem przyspieszenia i przewidywać kolejne manewry na drodze. Załóżmy jednak, że jestem leniem, upartym ignorantem, który chce jeździć samochodem dynamicznie i bez żadnych wyrzeczeń (jak dotychczas samochodem o konwencjonalnym napędzie). Tyle, że dużo oszczędniej, gdyż właśnie wydałem ponad „stówę” na kompaktową hybrydę i chciałbym coś w zamian.Przeprowadzam więc „test prawdy”. Przez okrągły tydzień użytkuję Aurisa tak samo, jak na co dzień prywatne auto. Oznacza to częste korki, dynamiczne przyspieszenia i miasto mieszane z „trasą”. A żeby dodatkowo „utrudnić życie” kompaktowej Toyocie, dorzucam trochę złośliwości pod postacią jazdy po autostradzie (a to nie jest mocna strona hybryd) i to nie zawsze tylko z przepisowymi 140 km/h.

Ale to nie wszystko – najczęściej używam trybu SPORT, bo podoba mi się sposób, w jaki w tym trybie samochód reaguje na naciskanie pedału gazu. Zanim jednak zdradzę końcowy rezultat spalania, należy się kilka słów o tym, czy jeżdżenie Aurisem z takim napędem może dawać kierowcy nieco frajdy z jazdy?Otóż tak. Prowadzenie testowanego auta daje mi więcej przyjemności, niż przypuszczałem. Aż sam się sobie dziwię, że to piszę, ale jestem zdania, że Auris prowadzi się lepiej niż Avensis, mimo teoretycznie klasy niżej. Nowy hybrydowy Auris jest dobrze wyciszony, ma zaskakująco dobrze skalibrowany układ kierowniczy a zawieszenie jest złotym kompromisem między sportem a komfortem, z naciskiem na komfort.

I jeśli tylko nie musimy co chwila przyspieszać „z butem w podłodze” – to znienawidzona przez wielu (również przeze mnie), bezstopniowa skrzynia biegów nie będzie wprowadzała silnika w najwyższe rejestry obrotów, a co za tym idzie „wyła silnikiem” wniebogłosy. Testowana Toyota nie jest może mistrzem sprintu do setki (10,9 sek do 100 km/h) ale wyróżnia się dobrą elastycznością również przy wyższych prędkościach. Dlatego nawet wyprzedzanie w trasie „TIR’ów” nie powinno stanowić większego problemu, choć oczywiście najbardziej cieszy jazda po mieście.Dzięki skrzyni E-CVT nie ma mowy o żadnych szarpnięciach czy braku płynności jazdy. A, że mamy do czynienia z hybrydą – ta jazda często jest niemal zupełnie bezgłośna. Powinniśmy o tym pamiętać, poruszając się w miejskim zgiełku blisko pieszych. Zdarza się, że ludzie nas nie słyszą i nie zachowują należytej uwagi.

Średnie spalanie według producenta powinno wynieść od 3,5 do 4 litrów bezołowiowej 95 na każde 100 kilometrów. Podobno gdzieś na świecie żyją ludzie, którzy są w stanie osiągnąć takie wyniki. Nie będę z tym polemizował. Tak, jak już wspomniałem, przez tydzień traktowałem Aurisa bez żadnych ulg. Kiedy trzeba było pojechać dynamicznie – robiłem to. Kiedy miałem spokojny nastrój – sunąłem grzecznie w sznurze aut. Ale ogólnie nie cackałem się z gazem i jeździłem naprawdę szybciej niż wolniej…

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy pod koniec testu komputer pokładowy jakby zatrzymał się na cyfrze „6” i już do końca nie chciał ruszyć się w żadną ze stron. Naprawdę, byłem pewien, że przy takim stylu jazdy spalanie będzie przynajmniej o półtora litra większe. Cóż mam rzecz? „Szacun” – jak mówi dzisiejsza młodzież. Dodam tylko, że w podobnych warunkach 132-konny benzynowy Auris Hatchback 1,6 spalił mi litrów 9. To bardzo duża różnica.W tym miejscu powinny nastąpić rozważania na temat wyższości wersji hybrydowej nad benzynową lub na odwrót. Dyskusja o ekologii, wytrzymałości i późniejszej utylizacji baterii, porównanie realnych kosztów utrzymania, wysokości ubezpieczenia i walorów użytkowych. Ale wiecie co? Nie czuję się na siłach. Bo każda z wersji zawsze będzie miała tylu zwolenników co przeciwników i paradoksalnie każdy będzie miał swoje racje. Dlatego zostawiam ten temat otwarty. Ze swojej strony powiem tylko, że tak, mimo benzyny we krwi i mojego uwielbienia dla tradycyjnej motoryzacji, nie mówię kategorycznego „nie” testowanej Toyocie. Szczególnie, jeśli miałbym nią jeździć głownie po mieście. Poza tym, wciąż rosnąca sprzedaż hybryd Polsce nie jest chyba dziełem przypadku?

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , ,