Toyota C-HR 1.2 Turbo – TEST

avatar
Aleksander Pławski
19 grudnia 2017

Toyota C-HR to pewnego rodzaju przełom w tej marce. Japończycy chyba wreszcie zrozumieli, że bezawaryjność to nie wszystko i stworzyli auto, które nie dość, że świetnie wygląda, to jeszcze znakomicie jeździ. Czyżby Toyota C-HR była początkiem wielkich zmian w całej gamie modelowej?

To się okaże. Póki co, rzeczywiście mamy do czynienia z prawdziwym powiewem świeżości. Samochody producenta z kraju kwitnącej wiśni raczej nie kojarzyły się dotychczas z odważną, futurystyczną stylistyką, a C-HR niewiele różni się od prototypu. I jest to wielka siła tego modelu. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ilu ludzi – tyle gustów. Jednak uczciwie trzeba przyznać, że testowany samochód wzbudza wielkie zainteresowanie na ulicy – a to już o czymś świadczy, nieprawdaż?To nie jest pierwszy C-HR w naszych rękach. Wiosną tego roku Rafał miał okazję przekonać się, jak jeździ hybrydowa wersja tego crossovera a swoje wrażenia z tygodniowego testu opisał tutaj. Dziś mam okazję sprawdzić, jak sprawuje się to auto z konwencjonalnym napędem. Tym razem pod maską Toyoty znajduje się benzynowa, doładowana jednostka napędowa o skromnej pojemności 1.2 litra i maksymalnej mocy 116 KM. To jedyna opcja silnikowa poza hybrydą dostępna na naszym rynku.Trafiła nam się limitowana, specjalna wersja Prime, która oprócz bogatego wyposażenia charakteryzuje się m.in. grafitowym metalicznym lakierem Metal Stream, czarnym dachem BlackStar i 18-calowymi felgami aluminiowymi. W takim zestawieniu C-HR prezentuje się wyjątkowo dobrze.Przedział pasażerski to również miła niespodzianka – w kabinie C-HR jest przytulnie (ale nie ciasno) i nowocześnie. Jednocześnie jakość tworzyw, które znalazły się w tym kompaktowym crossoverze jest moim skromnym zdaniem wyraźnie wyższa niż w pozostałych modelach koncernu. Nie można mieć też zastrzeżeń co do precyzji montażu i spasowania ze sobą wszelakich „plastików”. Generalnie w całym wnętrzu widać dbałość o szczegóły – wygląda na to, że prezesowi Toyoty rzeczywiście bardzo zależało na tym modelu: jest zaprojektowany bardzo odważnie ale i z głową. Ilość sprzedanych dotychczas egzemplarzy tylko potwierdza fakt, że odważne działania wyszły Japończykom na dobre. C-HR to bez wątpienia model, który pomoże Toyocie zerwać z wizerunkiem bezawaryjnych, ale nudnych, zachowawczych aut dla starszych klientów bez fantazji.A jak jeździ wersja benzynowa? Nadspodziewanie dobrze, ale zacznijmy od początku…

Kiedy dowiedziałem się, że będę miał możliwość przetestowania „nie-hybrydy”, niezmiernie się ucieszyłem. Hybrydę zdążyłem już poznać na krótkiej jeździe testowej, poza tym Rafał zaznajomił się z nią głębiej i obszernie opisał. Szanuję bardzo Toyotę za jej ekologiczne podejście oraz niezłomność i skuteczność w promowaniu wersji hybrydowych, ale nigdy nie ukrywałem, że pod tym względem pozostaję wierny tradycyjnej motoryzacji i póki co wolę taką jej formę. Tym chętniej wsiadłem za kierownicę testowej C-HR z małym, benzynowym 4-cylindrowym silnikiem turbo o mało imponującej mocy 116 koni mechanicznych.Rzeczywiście, „na papierze” osiągi nie robią wrażenia – 10,9 sekundy do 100 km/h i 190 km/h prędkości maksymalnej to w dzisiejszych czasach żadna rewelacja. Okazuje się jednak, że w praktyce zdecydowanej większości nabywców to w zupełności wystarczy – przecież C-HR nie jest samochodem do wyścigów. W jego typowym środowisku, czyli miejskiej dżungli, rzeczona jednostka napędowa sprawdza się wyśmienicie. Pracuje cicho i kulturalnie a przy tym bardzo chętnie wkręca się na obroty niemal „od samego dołu”. Dzięki doładowaniu ma się wrażenie, że pod maską siedzi przynajmniej o kilka koni więcej.Jazda po mieście jest tym bardziej przyjemna, że drążek zmiany biegów w C-HR pracuje wprost wyśmienicie. Drogi jego prowadzenia są krótkie a poszczególne przełożenia załącza się bardzo precyzyjnie, z charakterystycznym „kliknięciem”. Poza tym auto jest bardzo zwinne i zwrotne – łatwo nim parkować. Co prawda widoczność do tyłu praktycznie nie istnieje (design ponad wszystko), ale tutaj z pomocą przyjdzie nam kamera cofania – dzięki niej wciśniemy się w każdy kąt.

Testowana Toyota zaskakująco przyjemnie sprawuje się również poza miastem i to nawet przy dość szybkiej, autostradowej jeździe. Przy 140 km/h w kabinie wciąż jest w miarę cicho a samochód prowadzi się neutralnie i bardzo pewnie. Mimo sporej wysokości karoserii nie jest jakoś szczególnie wrażliwy na boczne podmuchy wiatru a utrzymanie stałego toru jazdy nie wymaga ciągłych korekt kierownicą. A skoro już przy tym jesteśmy – układ kierowniczy C-HR również zasługuje na ciepłe słowa. Siła wspomagania jest dobrana optymalnie do tego typu auta – manewrowanie w mieście nie wymaga wielkiego wysiłku, a przy szybkiej jeździe kierownica sztywnieje na tyle, na ile trzeba. Pozytywnego obrazu całości dopełniają wygodne przednie fotele, skuteczna automatyczna klimatyzacja dwustrefowa, dobre audio JBL i intuicyjna obsługa urządzeń pokładowych. Testowane auto ma również jeden ciekawy bajer, na który warto zwrócić uwagę – nazywa się Intelligent Manual Transmission a aktywuje się go przyciskiem ukrytym po prawej stronie kierownicy, poniżej nawiewu. IMT to system, który odpowiada za dopasowanie obrotów silnika do przełożenia, które chcemy włączyć w danym momencie i działa to bardzo dobrze. To fajne uczucie, kiedy przy szybkiej redukcji biegu auto samo daje międzygaz a Ty czujesz się jak mistrz kierownicy. Szkoda tylko, że po wyłączeniu silnika samochód „zapomina”, że ów system był aktywowany i trzeba go włączać od nowa.

Zawieszenie C-HR to kolejny powód do chwały

Nad całym projektem crossovera czuwał inżynier Hiroyuki Koba – były kierowca wyścigowy. Koba wraz ze swoim zespołem dostosowali układ kierowniczy i zawieszenie w sposób zapewniający Toyocie zwinność kompaktowego hatchbacka. Naprawdę! Mimo podwyższonego prześwitu i co za tym idzie, wyżej niż w zwykłym aucie osobowym umieszonego środka ciężkości, C-HR w szybkich zakrętach zachowuje się świetnie. Prowadząc to auto miałem wrażenie, że zawieszenie i cały układ jezdny spokojnie poradziłyby sobie z 200-konną jednostką napędową – czuć duży zapas i potencjał tej konstrukcji.

Czy zatem Toyota C-HR to samochód bez wad?

Oczywiście, że nie – bo takie auta nie istnieją. Dlatego wsród naprawdę wielu zalet tego modelu, znalazły się i wady. Jedną z nich jest nieco klaustrofobiczna tylna część przedziału pasażerskiego. I nie chodzi wcale o to, że nie ma tam miejsca dla pasażerów – otóż dwójka dorosłych ludzi przeciętnego wzrostu spokojnie się tam pomieści i odbędzie podróż w zupełnie przyzwoitych warunkach. Tyle tylko, że wysoko poprowadzona linia bocznych, malutkich okienek sprawia, że na tylnej kanapie panuje półmrok (dodatkowo mamy wersję z przyciemnianymi szybami). Mam poważne obawy, że osoby cierpiące na klaustrofobię wyjdą z C-HR na pierwszych światłach. Biorąc jednak pod uwagę, że testowana Toyota będzie pewnie w większości kupowana przez singli lub młode, jeszcze bezdzietne małżeństwa, przestaje to mieć większe znaczenie.Drugi mankament, na który zwróciłem uwagę to ukrycie przełącznika trybów jazdy (normalny, ekonomiczny, sport) gdzieś w czeluściach komputera pokładowego, zamiast zastosowania jednego, prostego przycisku na desce rozdzielczej. Dostęp do takich funkcji, jeśli już są, powinien być przecież natychmiastowy i basta.

Trzecia rzecz to fakt, iż nie można mieć C-HR z napędem na 4 koła i manualną skrzynią biegów. Napęd 4×4 jest oczywiście dostępny w tym modelu, lecz tylko z automatyczną, bezstopniową skrzynią biegów. Niestety jak większość kierowców – nie należę do jej fanów. Ale dla każdego coś miłego… 

Spalanie/koszty

Tygodniowa, dość dynamiczna przyznaję, przygoda z C-HR, zakończyła się średnim spalaniem na poziomie 8 litrów na 100 kilometrów. Biorąc pod uwagę styl prowadzenia i warunki do jazdy, wynik ten należy uznać za bardzo dobry. Aktualnie cennik promocyjny Toyoty C-HR otwiera kwota 82.900 za wersję Premium z silnikiem benzynowym 1.2 turbo. Już w tej wersji w standardowym wyposażeniu znajdziecie m.in.: komplet poduszek i systemów bezpieczeństwa, układ rozpoznawania znaków drogowych, aktywny tempomat, projektorowe światła główne, czujniki zmierzchu i deszczu czy elektrochromatyczne lusterko wewnętrzne. Jakby tego było mało, na pokładzie C-HR znajdą się również pełna elektryka szyb i lusterek zewnętrznych, automatyczna dwustrefowa klimatyzacja, kamera cofania, jak również system Bluetooth i wiele innych dodatków, których nie sposób tu wymienić. Jeżeli to dla Was mało, można sobie wybrać bogatszą wersję Dynamic dostępną od 91.900 złotych. 95.800zł zaś to kwota za topową obecnie odmianę Prestige.

Podsumowując, Toyota C-HR to świetnie wyglądający, nowoczesny crossover, który mimo niewielkiej jednostki napędowej potrafi dać kierowcy bardzo dużo przyjemności z jazdy. Jest dobrze wykończony, zwinny i bardzo wygodny. Jest również w stanie komfortowo przewieźć nawet 4 dorosłe osoby. Bagażnik testowanego samochodu może nie powala wielkością, ale nie też ma powodów do wstydu. Toyota może być za to dumna z jakości materiałów użytych do wykończenia przedziału pasażerskiego oraz ich montażu i spasowania. Nie dziwi nas wcale, że ten model tak dobrze się sprzedaje.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *