Toyota Yaris – hybryda dla Kowalskiego (TEST)

avatar
Rafał Pazura
18 października 2012

Do niedawna sprzedaż aut hybrydowych w Polsce wyrażana była w statystykach sprzedaży ułamkiem procenta. Powód? Były zbyt drogie jak na kieszeń Kowalskiego. Ponadto całkowity brak zachęt ze strony państwa do zakupu ekologicznego pojazdu utrwalał taki stan rzeczy. Teraz jednak sytuacja się zmienia. Wszystko za sprawą Toyoty Yaris Hybrid, której cena jest już całkiem przystępna, a samo auto niezwykle praktyczne na co dzień.

Toyota Prius, najbardziej popularne hybrydowe auto świata, które w ciągu 15 lat sprzedaży kupiło ponad 2,5 mln osób, w naszym kraju to wciąż rodzynek. Cena ponad 100 tys. zł za podstawową wersję skutecznie ogranicza grono potencjalnych nabywców. Dlatego wielkie brawa dla Toyoty za wprowadzenie do oferty Yaris Hybrid, która z ceną 66 tys. zł za świetnie wyposażony egzemplarz okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie przesadzam, bowiem od debiutu tego modelu w czerwcu br. z salonów japońskiej marki wyjechało ponad 300 sztuk hybrydowego Yarisa, a kolejnych 200 osób oczekuje na realizację zamówionego egzemplarza. Dla porównania – w całym roku 2011 w Polsce sprzedano 866 hybryd.

Diesel w odwrocie

Oponenci zaraz powiedzą – po co hybryda w tak małym aucie, które z definicji nie robi wielkich przebiegów. Tak jednak mogą powiedzieć tylko osoby, które jeździły poprzednimi generacjami popularnej „Yariski.” Auta segmentu B urosły w ostatnich latach na tyle, że dla wielu osób stanowią optymalny gabarytowo środek transportu nie tylko po mieście. Najnowsza Toyota Yaris oferuje więcej miejsca w środku niż popularne kompakty z początku ubiegłej dekady, a bagażnik o pojemności niemal 300 l sprawia, że z powodzeniem wywiązuje się ona z roli auta dla niewielkiej rodziny.

Toyota-Yaris-1

Znam wiele osób, które z racji sporych przebiegów kupowały auta segmentu B wyposażone w silnik Diesla. W przypadku Toyoty Yaris zakup wersji z wysokoprężnym motorem staje się po prostu nieracjonalny. Po co inwestować w bazową wersję pięciodrzwiową 58,8 tys. zł, skoro za niewiele ponad 7 tys. zł więcej dostaniemy hybrydę z automatyczną skrzynią biegów i z o wiele bogatszym wyposażeniem standardowym? Co ciekawe – gdyby zestawić wersję Diesla z wyposażeniem adekwatnym do bazowej odmiany hybrydowej wyjdzie, że …. hybryda jest tańsza o niemal 2 tys. zł! Dla mnie wybór jest oczywisty.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego zakup wersji spalinowo-elektrycznej jest bardziej logiczny niż wspomnianego Diesla. I nie chodzi mi wcale o oszczędności związane z niższym spalaniem – o tym nieco później. Mam na myśli redukcję kosztów użytkowania auta ze względu na zużycie podzespołów i sam serwis. W hybrydzie brak bowiem tradycyjnego alternatora, rozrusznika czy pasków klinowych – czyli podzespołów, które zużywają się z upływem czasu. Producent podkreśla również mniejsze zużycie klocków hamulcowych dzięki wykorzystaniu układu hybrydowego do hamowania. Wiadomo także, że im mniej części, tym mniej potencjalnych awarii. I tu ważna informacja –   hybrydowa „Yariska” objęta jest 5-letnią (lub 100 tys. km) gwarancją na cały zespół napędowy. Ponadto Toyota wprowadza specjalny program serwisowy, pozwalający przedłużyć ochronę gwarancyjną akumulatorów nawet do 10 lat. Co ciekawe, program będzie adresowany zarówno dla nowych, jak i dotychczasowych posiadaczy samochodów hybrydowych Toyoty, wyposażonych w akumulatory niklowo-wodorkowe. Jedyny warunek – auta muszą pochodzi z Europy, a  przedłużenie gwarancji akumulatorów wydawane jest po 5-minutowym teście sprawności systemu hybrydowego. To sprytny manewr, by wybić z głowy krytykom hybryd argument w postaci, ”co będzie jak zepsują się baterie?”

Po prostu Yaris

Rzut oka na linię hybrydowej „yariski” i większość osób jest zgodna – to najmilsza dla oka wersja, która poprzez kilka detali prezentuje się najbardziej atrakcyjnie ze wszystkich odmian. Hybryda wygląda po prostu bardziej rasowo i dynamiczniej od „cywilnych” braci. Wszystko za sprawą przedniej części nadwozia, której charakter buduje agresywnie skrojony zderzak przedni, inny kształt wlotów powietrza i atrapy oraz reflektory przednie, w które wkomponowano światła do jazdy dziennej typu LED. Tego rozwiązania nie oferują odmiany zasilane tradycyjnymi paliwami. Dodatkowo, tył auta całkowicie odmieniły tylne lampy wykonane w technice LED (poza wersją Terra), które nawet za dopłatą nie występują w innych wersjach.

Toyota-Yaris-2

Do ekologicznego rodowodu auta jak ulał pasuje biały lakier o perlistym odcieniu (dopłata 2,9 tys. zł), któremu daleko do propozycji najtańszych barw oferowanych zazwyczaj dla pojazdów przedstawicieli handlowych. Jeśli zainwestujemy 2400 zł w pakiet ViP&Vision  nasza hybrydowa Toyota Yaris nabierze jeszcze więcej magii za sprawą szklanego dachu i przyciemnianych tylnych szyb. Szkoda tylko, że opcja ta jest łączona jedynie z najdroższą opcją wyposażeniową o nazwie Dynamic.

Na bogato

Poza wyglądem największym atutem hybrydowej Toyoty Yaris jest fakt, że nadal jest to tak samo praktyczna Toyota. To nie jest wcale oczywiste, gdy spojrzymy choćby na Auris HSD, w której wydatnie zmniejszyła się przestrzeń bagażowa. Tutaj napęd elektryczny nie wpłynął ani na zmniejszenie pojemności bagażnika, ani na ilość miejsca w kabinie. Widać, że Japończycy coraz bardziej doskonalą swoje technologie.

Wnętrze zaskakuje ilością miejsca nawet dla wysokich osób. Z przodu siedzi się bardzo wygodnie, a wyprofilowanie siedzeń sprawia, że nawet długa podróż nie odbije się negatywnie na kręgosłupie. Udało mi się przetestować hybrydową Yaris podczas tygodniowego wyjazdu nad morze. Skład osobowy: dwoje dorosłych + czterolatek i masa bagaży z tym związana. Jako, że prognozy „mówiły,” że będzie to akurat ten tydzień lipca, kiedy pogoda się popsuje (niestety nie pomylili się), zabraliśmy głównie ciepłe i grube rzeczy. Gdy zobaczyłem stertę waliz i toreb jęknąłem z przerażenia – jak to zapakować? Miło jednak się rozczarowałem, bowiem kufer Toyotki „połknął” bez problemu wszystkie pakunki, choć nie obyło się bez wykorzystania na „maksa” wolnej części tylnej kanapy. Nie znam testów na rzeczywisty litraż bagażnika, ale jestem pewien jego praktyczności.

Toyota próbuje zachęcić klienta bogatym wyposażeniem odmian spalinowo-elektrycznych. I musze przyznać, że lista standardowych „umilaczy” robi wrażenie. Już podstawowa wersja Terra oferuje więcej niż można się spodziewać po aucie tej klasy. Mamy więc 7 poduszek powietrznych (w tym kolanowa dla kierowcy), systemy wspomagające trakcję i prowadzenie (VSC+TRC), system ułatwiający pokonywanie podjazdów, ABS+EBD+BA, „ledowe” światła do jazdy dziennej, komputer, dwusterfową klimatyzację automatyczną, elektryczne sterowanie lusterkami oraz przednimi szybami, radio CD/MP3 z sześcioma głośnikami oraz gniazdami USB/AUX-In, sterowanie system audio z kierownicy, czy dzieloną tylną kanapę.

Toyota-Yaris-3

Za dodatkowe 3 tys. zł dostaniemy jeszcze: system multimedilany Toyota Touch, kamerę cofania, bluetooth, podgrzewane lusterka boczne, tylne światła typu LED, tempomat, skórzaną kierownicę i gałkę dźwigni zmiany biegów, czy trochę „chromów” na karoserii. Taka wersja w cenniku Toyoty widnieje pod nazwą SOL i generuje wydatek 69,7 tys. zł. Sporo jak na auto segmentu B, ale przyznać trzeba, że dostajemy wyjątkowo dużo. Dlatego ta odmiana jest moim faworytem. Żałuję tylko, że skądinąd świetnie spasowane plastiki, są tak surowe i twarde w dotyku. Mogłyby być odrobinę szlachetniejsze choćby w najdroższej wersji.

Cena oszczędzania

Sumując koszty warto wspomnieć o spalaniu. Zespół napędowy składa się z silnika spalinowego o pojemności 1.5l i mocy 74KM, silnika elektrycznego o mocy 61KM, generatora wykorzystywanego m.in. do odzyskiwania energii z hamowania, bezstopniowej przekładni planetarnej, oraz baterii niklowo metalowych. Łączna moc zespołu hybrydowego wynosi 100 KM (obie wartości mocy nie sumują się wprost). I to w zupełności wystarczy do sprawnego poruszania się także w warunkach pozamiejskich. Sprint do setki zajmuje 11,8 sekundy i wstydu „Yarisce” nie przynosi.

Naturalnym środowiskiem hybrydy jest oczywiście miasto – gdzie częste hamowania i jazda w korkach pozwalają wykazać się napędowi elektrycznemu. Ponieważ o zasadach działania układu pisałem już wielokrotnie skupię się na danych uzyskanych w teście – jazda miejska ok. 4l/100 km, trasa: 5,0l. Zaznaczę tylko, że poruszałem się dynamicznie w mieście, a w trasie spory dystans (ok. 400 km) przebyłem autostradą z prędkością 140-150 km/h. Choć uzyskane spalanie odbiega nieznacznie od danych katalogowych, to biorąc pod uwagę fakt, że nie koncentrowałem się na oszczędzaniu paliwa, takie wartości są godne uznania.

Ważne jest jeszcze jedno – technologia hybrydowa nie wymaga posiadania od kierowcy jakiejkolwiek wiedzy, by móc z niej korzystać. Owszem, warto poznać kilka niuansów dotyczących technik jazdy, by zoptymalizować zużycie paliwa, ale poza tym nic nie absorbuje naszej uwagi. Chcesz obserwować swoje dokonania w eko-jeździe na rozbudowanym ekranie zestawu multimedialnego? Bardzo proszę, ale nie musisz. System sam decyduje kiedy pracuje na prądzie, a kiedy włącza silnik spalinowy.

Toyota-Yaris-4

Japońska mini  hybryda prowadzi się tak samo jak każdy model Yarisa. Nie czuć nadwagi związanej z wyższą masą auta. Praca zawieszenia jest bardzo harmonijna i cicha nawet podczas pokonywania brukowanych duktów. Układ kierowniczy – jak na klasę auta wzorowy. Ciekawe opcje pozwalają tak bogato skonfigurować wnętrze, że każdy poczuje się lepiej, niż w segmencie B, w którym sytuowana jest małą Toyota.

Polska należy do krajów najmniej przyjaznych w Europie ekologicznej motoryzacji. Nie możemy liczyć na żadne ulgi z tytułu posiadania auta, która mniej zatruwa środowisko, a w mieście radykalnie redukuje hałas związany z poruszaniem się autem. O dziwo, coś drgnęło ostatnio także w tym temacie. Co prawda jest to zasługą władz lokalnych, ale kierunek okazuje się jak najbardziej słuszny, bo sprawdzony na Zachodzie.

Kłaniam się więc tutaj włodarzom Krakowa, którzy promują myślenie pro-ekologiczne wśród kierowców. Od września br. właściciele aut hybrydowych i elektrycznych mogą poruszać się bus pasami, są zwolnieni z opłat za miejsca postojowe oraz posiadają „glejt” na wjazd do wybranych stref ograniczonego ruchu. Kraków to pierwsze miasto w Polsce, które wprowadziło system wsparcia dla tego typu pojazdów. Kolejnym miastem ma być Szczecin. Wierzę, że to dopiero początek zmian w dobrym kierunku. Świat i Europa już dawno poznali się na tym, że hybrydy mają po prostu sens.

Rafał Pazura

Zdjęcia: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Tagi: , , , , , ,

3 myśli nt. „Toyota Yaris – hybryda dla Kowalskiego (TEST)

  1. avatarC

    tajny tekst, yaris też, cena niestety jeszcze o 20k zł za wysoka, ale spalanie wreszcie przyzwoite, szczególnie w mieście bo w sumie to auto miejskie

    a propo spalania ostatnio dyskutowałem o miejskim spalaniu, podpierając się twierdzeniem że auta do 1300kg masy z silnikami benzynowymi 1,6 (ok 115-120KM) nie palą więcej niż 7,5l (przy mojej eko nodze) i przeprowadziłem dziś test (50km w Warszawie) – jakież było moje zdziwienie że jednak bez 9l się nie obejdzie (na trasie daję radę spokojnie ok 6l)

    licząc koszty i zysk różnicy w spalaniu przy tych cenach benzyn czas chyba zacząć powoli myśleć o hybrydach (choć ja wolę opcje agregatów – tak jak w volcie i amperze)

    Odpowiedz
  2. Pingback: Toyota Auris Hybrid 135 Premium - TEST | TestySamochodowe.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *