Toyota Yaris Dynamic Hybrid- TEST

avatar
Aleksander Pławski
10 lutego 2014

Jestem już nieco zmęczony całą tą ekologią. Zewsząd słyszę o zanieczyszczeniu środowiska naturalnego przez auta i przemysł, globalnym ociepleniu, potrzebie downsizingu, cudownych hybrydach, oraz, w dłuższej perspektywie, stopniowej rezygnacji z aut wyposażonych w silniki spalinowe. Jako ktoś, dla kogo muzyka silnika V8 jest piękniejsza nawet od dźwięków wydawanych przez saksofon Mr. Woodnote’a, zwyczajnie boje się, że za 10 lat przyjdzie mi jeździć SUV’em z silnikiem 0.8 litra „Eco-Turbo-Fix-Green-Flex, albo co gorsza – autem z napędem 100% elektrycznym. Zastanawiam się czasem, na ile te wszystkie niepokojące wiadomości są prawdziwe, a na ile przesadzone – żeby  ktoś mógł zbić na tym interes? Prawdy pewnie nigdy się nie dowiem, nie zmienię też raczej biegu historii świata. W takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak wsiąść do Yarisa Hybrid i sprawdzić, czy da się nim jeździć z przyjemnością?

Po mroźnym tygodniu z „Yariską” i niemal 600 kilometrach przebytych głównie w Warszawie, z pełną odpowiedzialnością i szczerością zarazem mówię Wam: „Tak, tym autem jeździ się bardzo dobrze”. I to mimo tego, że mała Toyota wyposażona jest w znienawidzoną przeze mnie, automatyczną, bezstopniową skrzynię biegów. Okazuje się bowiem, że z założenia proste i typowo miejskie auto można bardzo dobrze wyciszyć a do tego dać mu świetne zawieszenie i wzorowo skalibrowany układ kierowniczy. Ale po kolei…

Tym razem nie będę się rozpisywał ani o sposobie działania napędu hybrydowego ani o dotacjach (a właściwie ich braku w Polsce) na zakup ekologicznych pojazdów. Rafał niejednokrotnie szeroko opisywał te tematy na naszych łamach (chociażby tutaj), więc powielanie tych informacji mija się z celem. Skupię się więc na tym, co dla nas, kierowców najważniejsze, czyli wrażeniach z jazdy tym bodaj pierwszym na świecie autem klasy B, które zostało wyposażone w napęd hybrydowy.

Od razu warto powiedzieć, że już podstawowa wersja (LIFE) „Yariski w hybrydzie” została bardzo dobrze wyposażona. Ponieważ Toyota od zawsze przykłada wielką wagę do kwestii bezpieczeństwa, bazowy Yaris HSD może pochwalić się systemami ABS + EBD + BA oraz systemami stabilizacji toru jazdy i kontroli trakcji (VSC + TRC). Na pokładzie miejskiej Toyoty znajdziemy również system wspomagający pokonywanie podjazdu (HAC) oraz, uwaga – komplet poduszek i kurtyn powietrznych włącznie z poduszką kolanową!

Toyota-Yaris-Hybrid-wnetrze

Testowany przez nas egzemplarz to najbogatsza odmiana – Dynamic + pakiety. Jak na auto klasy B – wyposażenie jest więcej niż zadowalające: dwustrefowa klimatyzacja automatyczna, elektrochromatyczne lusterko wsteczne, rozbudowany komputer pokładowy, system nawigacji satelitarnej, tempomat, kamera cofania, multimedialna kierownica czy panoramiczny dach to wciąż rzadko spotykane atrybuty w tej klasie aut. Oczywiście o takich rzeczach jak pełna „elektryka” szyb i lusterek, kierownica regulowana w dwóch płaszczyznach, czy centralny zamek z pilotem już nie wspominam. Są też czujniki zmierzchu i deszczu. Krótko mówiąc – na bogato.

Wnętrze zaskakuje ilością miejsca nawet dla wysokich osób. Z przodu siedzi się bardzo wygodnie, a wyprofilowanie siedzeń sprawia, że nawet długa podróż nie odbije się negatywnie na kręgosłupie. Generalnie kabina małej, japońskiej hybrydy robi dobre wrażenie. Szkoda tylko, że mimo bogatej wersji, niektóre plastiki mają tani wygląd. Na szczęście spasowanie i montaż poszczególnych elementów wykończenia przedziału pasażerskiego nie budzi żadnych zastrzeżeń. Mimo niskich temperatur na zewnątrz, nawet na większych nierównościach nic w kabinie nie trzeszczy i nie stuka. A to już duży plus – czuć solidną robotę. Ergonomia, jak to zwykle u Toyoty bywa – też stoi na wysokim poziomie.

Toyota-Yaris-Hybrid-tyl

Na tylnej kanapie jest również przestronnie. Dwie dorosłe osoby o przeciętnym wzroście nie powinny mieć większych powodów do narzekań. Jeśli zechcą zabrać ze sobą bagaże, do dyspozycji mają 286 litrów bagażnika – to dokładnie tyle samo co w normalnej „Yarisce”! Oczywiście podczas podróży we dwie osoby, tylną kanapę można złożyć, znacznie powiększając możliwości przewozowe. Szkoda tylko, że położone oparcia tworzą próg, który czasem może być przeszkodą w upychaniu większych przedmiotów.

Osobiście dzielę auta na dwie grupy. Do pierwszej zaliczam samochody, do których wsiadam i jadę „jak swoim”, do drugiej zaś takie, do których trzeba się mniej lub bardziej przyzwyczaić. Dzięki prostocie obsługi i optymalnym działaniu poszczególnych podzespołów, Yaris od razu zajmuje wysokie miejsce w tej pierwszej grupie. Okazuje się bowiem, że świetnie prowadzi się nie tylko w warunkach miejskich, czyli środowisku naturalnym dla hybrydy, ale i nieźle daje sobie radę w trasie. Nie dosyć, że nie czuć żadnej nadwyżki masy spowodowanej przez baterie, Yaris prowadzi się po prostu jak większy samochód.

Jadąc nim mamy wrażenie, że prowadzimy zwarty, zwinny kompakt, a nie typowo miejskie autko. Duża w tym zasługa bardzo dobrego, sprężystego, ale nie przesadnie twardego zawieszenia oraz wręcz wzorowo zestrojonego układu kierowniczego. Po pierwsze jest dosyć bezpośredni, a po drugie – naprawdę dostarcza kierowcy sporej dawki informacji o tym, co dzieje się na styku opon z asfaltem. Zwinna i zwrotna w mieście oraz pewna i stabilna na trasie – taka właśnie jest testowana Toyota.

Co ważne, przedział pasażerski Yarisa jest, jak na tę klasę aut, bardzo dobrze wyciszony. Podczas normalnej, spokojnej jazdy często naprawdę trudno bez pomocy wskaźników zorientować się, czy jedziemy na napędzie spalinowym, czy może tylko na elektrycznym? Na kolejny duży plus trzeba zapisać fakt świetnie dopracowanej płynności przełączania się napędów. Doprawdy nie spodziewałem się, że w Yarisie moment przejścia z jednego napędu na drugi będzie odbywał się porównywalnie „miękko” jak w nowym Lexusie IS 300h! To tylko dowodzi, że Japończycy są mistrzami w tej dziedzinie i jak już coś robią, to robią to dobrze.

Toyota-Yaris-Hybrid-bok

Dobre wyciszenie kabiny sprawiło również, że nawet przy dynamicznej jeździe po mieście nie wściekałem się przy każdym mocniejszym wciśnięciu gazu. Skrzynie typu CVT mają niestety to do siebie, że w momencie ostrego przyspieszania powodują, że silnik wyje jak oszalały, a kierowca ma wrażenie, jakby jechał „manualem” ze ślizgającym się sprzęgłem. Nie mogę oczywiście powiedzieć, że w testowanym Yarisie takie zjawisko w ogóle nie występuje, ale muszę przyznać, że nie wkurza tak, jak w przypadku innych mniejszych i większych aut. Bezstopniowa skrzynia biegów ma jeszcze tę zaletę, że nawet podczas jazdy po mocno zakorkowanym mieście auto porusza się bardzo płynnie i nie występują żadne szarpnięcia związane ze zmianą przełożeń. Ostatnio zaczynam bardzo doceniać takie rzeczy, więc chyba robię się już po prostu stary…

Spalanie? No cóż, tajemnicą poliszynela jest, że hybryda najlepiej sprawdza się w temperaturach sporo powyżej zera i do tego szczególnie w ruchu miejskim. Dlatego można powiedzieć, że „mój” Yaris miał sporego pecha – przez cały tydzień testu temperatury oscylowały w okolicach -14 stopni Celsjusza w nocy i około -8 stopni w dzień. Do tego często jeździłem na krótkich odcinkach, kiedy to jednostka spalinowa nie miała kiedy osiągnąć temperatury roboczej i dać szansy na pełne wykorzystanie silnika elektrycznego. Mimo tych wszystkich przeciwności losu, mała Toyota spaliła mi średnio 5,7 litra na 100 km, co w tych „okolicznościach przyrody” uważam za zupełnie dobry wynik.

Obecnie w Salonach Toyoty trwa wyprzedaż rocznika 2013 i bogato wyposażoną, 5-drzwiową wersję Yarisa Hybrid (Premium) można kupić już za 65.700 złotych. Dla tych, którzy cenią ciszę, chcą być ekologiczni i nie lubią manualnych skrzyń biegów to bardzo ciekawa alternatywa dla diesla. Przez ten mroźny tydzień Yaris Hybrid dał się poznać jako przesympatyczne, zwinne, ciche i oszczędne auto. Do tego dopracowane, wystarczająco dynamiczne (11,8 sek. do 100 km/h) i potrafiące dać sporo frajdy z jazdy. Może więc ta budząca we mnie wiele obaw eko-przyszłość, nie będzie taka zła?

Aleksander Pławski

Tagi: , ,