Toyota Land Cruiser V8 – spotkanie z legendą

avatar
Aleksander Pławski
19 lutego 2012

„Toyota Land Cruiser to swojego rodzaju fenomen. To auto, które naprawdę jest połączeniem luksusu ze świetnymi możliwościami terenowymi.” Mniej więcej takie właśnie zdania można znaleźć w niemal każdym teście topowego modelu Toyoty. To wielkie, budzące respekt auto, z wysokoprężnym V8 pod maską stało się moje na cały tydzień. Teraz sam będę mógł przekonać się , czy to, co piszą o niej inni, to prawda.

Już sam wygląd największego z Land Cruiserów robi duże wrażenie. Kiedy spotykasz tę Toyotę na drodze, masz wrażenie, że mówi do Ciebie „Uważaj, to ja tu rządzę, nie podskakuj!” I mimo, że w ostatnich latach na naszych drogach wiele się zmieniło i dość często możemy spotkać naprawdę duże auta, posągowa, monumentalna sylwetka Land Cruisera zdecydowanie wyróżnia się z tłumu samochodów.

Czy jest piękna? Ciężko ją nazwać w ten sposób. Konserwatywny, sprawdzony przez lata design nie jest może wyznacznikiem najnowszych trendów moto-mody, ale przecież nie o to tutaj chodzi. To auto ma być duże, pojemne, wytrzymałe i zdolne w komfortowych warunkach przewieźć pasażerów tak po niemieckiej autostradzie jak i głębokim alpejskim śniegu, piaskach pustyni czy leśnym błocie.

Już samo zajęcie miejsca…

…za kierownicą sprawia, że czuję się, jakbym miał muskuły Hardcorowego Koksa i siłę Pudziana. Rozglądam się naokoło, ledwo dostrzegając koniec maski, chwytam za pokaźną, mięsistą kierownicę i zerkam na guziki oraz przełączniki na desce rozdzielczej i tunelu środkowym. Na początku to trochę przytłacza, więc myślę sobie, że na zwinność Bruce’a Lee nie mam co liczyć… ale w głowie wciąż mam słowa Rafała, który uparcie powtarzał: „Zobaczysz, ona na początku przeraża wielkością a potem okazuje się, że w mieście jest zwinniejsza niż niejeden kompakt, po dwóch dniach testu nie będziesz chciał się z nią rozstać!”.

Toyota-Land-Cruiser-1

No cóż, przyznaję, na razie w to nie wierzę. Ustawiam duży, pokryty skórzaną tapicerką, elektrycznie regulowany fotel i kierownicę i naciskam przycisk START na desce rozdzielczej. Jest chłodno, auto stało przez noc pod gołym niebem, a mimo tego przez chwilę zastanawiam się, czy rzeczywiście dostałem kluczyki do diesla? Dopiero krótka przegazówka pozwala mi z trudem usłyszeć, że pod maska pracuje wielkie, wysokoprężne serce. Z trudem, ponieważ ten zimny przecież silnik i tak brzmi bardziej jak auto Drużyny A, niż jakikolwiek „klekot”, nawet znacznej pojemności.

Wielkie, boczne lusterka ustawione, siedzenie grzeje już przyjemnie zadek, bluetooth sparowany z telefonem. Radio nastawiam na ulubioną stację, a automatyczną, czterostrefową klimatyzację na 22 stopnie Celsjusza i ruszam na Warszawskie ulice. Przyzwyczajony do zgoła innych gabarytów aut na co dzień, na początku zachowuję się trochę jak przysłowiowy „zielony listek” – prędkości nabieram powoli, niepewnie, a mimo świetnej widoczności pasy ruchu zmieniam bardzo ostrożnie. Czuję się trochę jak kapitan wielkiego statku, który kołysze się na dużych falach.

Po kilku kilometrach powoli oswajam się z autem i zaczynam majstrować przy różnych przełącznikach. Dopiero teraz dostrzegam, że pneumatyczne zawieszenie pracowało w trybie Comfort, a przecież jadę po w miarę równym asfalcie i to zupełnie nieświadomie, coraz szybciej… Ustawiam więc pracę amortyzatorów w tryb Sport. Nie powiem, żeby była to drastyczna zmiana, ale rzeczywiście auto po chwili staje się nieco bardziej zwarte i pewniejsze w prowadzeniu. O twardości zawieszenia ciężko tu mówić, ona po prostu nie istnieje. Nie znaczy to wcale, że Land Criuserem jedzie się źle po asfalcie.

Toyota-Land-Cruiser-2

Automatyczna, sześciostopniowa skrzynia biegów zmienia poszczególne przełożenia wystarczająco szybko i gładko. Oczywiście można włączyć tryb sport lub robić to ręcznie, przy pomocy lewarka, ale jakoś nie widzę takiej potrzeby. Niesamowita jest lekkość, z jaką to auto nabiera prędkości! Ważąca ponad 2,5 tony Toyota spontanicznie reaguje na dodanie gazu, by w 8,2 sekundy osiągnąć pierwszą „setkę”. Nie towarzyszy temu żaden ryk zarzynanego silnika, wrażenia dźwiękowe są zupełnie przeciwne. Czuję się tak, jakbym dusił jakiegoś wielkiego benzynowca – rozgrzane już dobrze, wysokoprężne V8 nie daje po sobie poznać, że w jego cylindrach wybucha „ropa”. Dźwięki dochodzące do moich uszu są przytłumionym, cudownym bulgotem, przypominającym najlepsze jednostki benzynowe. Ogromny maksymalny moment obrotowy 650 Nm dostępny jest już przy 1600 obr/min, co czyni Toyotę królową elastyczności. Jadąc 140 km/h (tak, tak, zupełnie nie wiem, kiedy i jak się to stało) zaczynam sobie wyobrażać, co to auto potrafi w terenie.

Nie wiedzieć kiedy…

…mija setny kilometr, od kiedy wyruszyłem z Warszawy. Już nawet przyzwyczaiłem się do nieco gumowatego układu kierowniczego, gabarytów i odczuwalnej podsterowności auta. To niesamowite, jak szybko poczułem się w tej Toyocie, jak u siebie w domu, jak na wielkiej, wygodnej kanapie. Wysoka pozycja za „kółkiem”, doskonała widoczność, cisza w środku, świetnie działająca klimatyzacja i poczucie wielkiej siły sprawiają, że nie chce się z niej wysiadać. Iście królewskie wyposażenie: system nawigacji satelitarnej z dużym, czytelnym ekranem, bluetooth, podgrzewane fotele, bardzo dobre audio, skórzana tapicerka i mnóstwo miejsca. Jakość wykończenia przedziału pasażerskiego stoi na wysokim poziomie. Co prawda nie wszystkie plastikowe elementy sprawiają wrażenie „Premium” a drewnopodobnych wstawek mogłoby po prostu nie być, ale na pewno nie można powiedzieć, że coś tutaj jest niechlujnie spasowane bądź ma wątpliwą jakość. Testowany egzemplarz ma przebieg ponad 30 tysięcy kilometrów i wiem, że niejedno już zniósł w terenie, ale wnętrze w ogóle nie nosi śladów zużycia!

Ponadto nawet podczas jazdy po wertepach czy w terenie żaden z elementów zamontowanych w kabinie nie wydaje niepożądanych dźwięków. Zawieszenie również pracuje jak nowe. Wierzcie mi, to o czymś świadczy i powoli zaczynam rozumieć, dlaczego w Internecie można znaleźć tyle filmików z szalejącymi po pustyniach Land Cruiserami w roli głównej. Czas więc na wypad w teren. Przyznam się w tym miejscu, że żaden ze mnie „off-roadowiec” i umiejętności w tym zakresie mam raczej mierne, dlatego wizja zakopania się bądź, nie daj Bóg, przewrócenia na bok „testówki” za prawie 400 tysięcy złotych skutecznie podcięła mi skrzydła. Dlatego też bardzo nieśmiało udałem się na teren byłej strzelnicy, by choć połowicznie na własnej skórze przekonać się, czy Land Criuser da sobie radę na stromym podjeździe i nie zakopie się w pierwszym głębszym piachu czy błocie.

Toyota-Land-Cruiser-3

Gdy jednak okazało się, że w miejscu, gdzie pewien kompaktowy SUV skrzypiąc wszystkimi plastikami swojej kabiny niemal łamał się w pół, unosząc bezradnie tylne lewe koło w poszukiwaniu gruntu, Toyota niczym lodołamacz parła do przodu, utrzymując kabinę w poziomie, poczułem się jak Krzysztof Hołowczyc w rajdzie Dakar. Królowa Toyot po raz kolejny pozwoliła mi poczuć się kimś lepszym, niż jestem, zachęcając do coraz odważniejszych manewrów. I kiedy bez żadnego trudu podjeżdżałem pod wzniesienie, na którym bodaj dwa lata temu Jeep Cherokee „mielił” już wszystkimi czterema kołami, zrozumiałem fenomen tego auta.

W sumie nie musiałem nawet używać reduktora, nie mówiąc już o systemie Crawl Control. Jeździłem po całym terenie, jakbym poruszał się po własnym podwórku i czułem, że Toyota ma ochotę na więcej. Jednak w porę wrócił zdrowy rozsądek i spokojnie wróciłem na asfalt, gdzie dodając mocno gazu zabulgotałem V-ósemką kierując się w stronę domu.

Mógłbym oczywiście rozpisywać się o solidnej, ramowej konstrukcji Land Cruisera, o stałym napędzie na 4 koła typu Torsen, wszystkich jego systemach ułatwiających jazdę w terenie a także kątach natarcia i zejścia, ale chyba nie o to tu chodzi. Patrząc na cenę i luksusowe wyposażenie V8 śmiem twierdzić, że dla większości nabywców nie ważna jest dokładna specyfikacja techniczna. Liczy się prestiż oraz to, jakie są prawdziwe odczucia z jazdy, a także fakt, że za kierownicą Land Cruisera mogą poczuć się naprawdę luksusowo, bezpiecznie i pozwolić sobie na dużo więcej, niż kierowcy innych, popularnych „terenówek”.

To wielkie, mimo swojej wagi i gabarytów bardzo zwinne (świetny skręt, kamera cofania, bardzo dobre przyspieszenie) auto, jest bardzo drogie, ale warte każdej wydanej złotówki. I rzeczywiście paradoksalnie łączy najlepsze cechy auta luksusowego i terenowego. Dodając do tego ogromne możliwości przewozowe (wielki bagażnik oraz możliwość przewiezienia nawet 7 osób) i legendarną wręcz niezawodność, wciąż stanowi swojego rodzaju wzorzec w klasie. Czy Rafał mówił prawdę? Teraz wiem, że tak – ciężko się z nią rozstać. Komfort, siła i zwinność. Nie napisałem o spalaniu, bo czy naprawdę ma to jakieś zanczenie?

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , , ,