Volvo C30 – styl i coś jeszcze? (TEST)

avatar
Rafał Pazura
14 września 2011

Gdyby wszyscy kierowcy myśleli racjonalnie i praktycznie, na ulicach jeździłyby prawie same Passaty i Octavie. Oczywiście w wersji kombi. Co jakiś czas przemknęłaby może jakaś Toyota RAV4, bo przecież SUV to super uniwersalne auto. Na szczęście produkuje się jeszcze auta, które wymykają się tym schematom. Ich twórcy wyznają jedno motto – mają urzekać stylem i dawać frajdę z jazdy. Dokładnie obie te cechy spełnia Volvo C30 D4.

Tak naprawdę Volvo C30 nadaje się tylko do jazdy we dwójkę. Z tyłu jest ciasno i dorosła osoba może przebywać tam tylko za karę. Fotelik dziecięcy? Od biedy można go wcisnąć, ale wyjmowanie zeń małego szkraba to akrobatyka porównywalna z przybieraniem figur podczas treningu rumuńskiej gimnastyczki.

Bagażnik? Jeśli rolę tę może pełnić coś nieznacznie większego od chlebaka, to owszem, jest. Liczy sobie 233 litry, których wykorzystanie utrudnia rekordowo wysoki próg załadunku i szklana szybka niczym w domowym piekarniku.

Dlaczego zatem, gdy po tygodniowym teście rozstawałem się z C30 czułem żal i smutek? Już wyjaśniam.

Na szczęście

nie wszyscy kupujący samochód przeliczają każdą wydaną złotówkę na centymetry i litry oferowanej przestrzeni, a kilogramy na konie mechaniczne. Dla nich liczą się głównie atrakcyjny design, wysoka jakość i prestiż marki. Volvo C30 gwarantuje im wszystkie te cechy. Co osobliwe – tak intrygujący stylistycznie samochód stworzyli Szwedzi – nacja, która niemal wszystko potrafi upakować do formatu paczki, z której można samodzielnie i łatwo skręcić w dziesięć minut szafę dwudrzwiową.

Po modernizacji nadwozia, C30 nie jest już tak bliźniaczo podobne z przodu do linii modelowej S40/V50. Widać tu co prawda pewną symbiozę z Volvo S60, ale szwedzki hatchback ewidentnie wyróżnia się detalami i wyznacza swój własny, niepowtarzalny styl. No właśnie – trzydrzwiowy hatchback (niektórzy widzą w nim też coupe), to od początku produkcji, jedyna dostępna opcja nadwoziowa C30. Po liftingu zmienił się przede wszystkim przód auta. Reflektory mocniej wdzierają się na błotniki, a powiększona przednia atrapa dodaje sylwetce sportowego sznytu. Najbardziej ekstrawagancki tył auta z charakterystycznymi lampami nie uległ zmianie. Inaczej wyprofilowano natomiast zderzak.

Volvo-C30-1

Kto chce się wyróżnić, powinien zainteresować się pakietem stylistycznym R-Design, który sprawia, że Volvo emanuje sportowym duchem. Zestaw obejmuje przedni i tylny spojler, listwy progowe oraz nakładki nadkoli i jedną bądź dwie końcówki rury wydechowej. W wersji z silnikiem D4, jaką testowałem, były to właśnie dwie lufy, które jasno sugerują, że pod maską drzemie pokaźna dawka mocy. Koszt takiego pakietu to 13,2 tys. zł, ale w jego skład dochodzi także obniżone zawieszenie, 17-calowe alufelgi i wiele elementów wyposażenia wnętrza, które skutecznie odróżniają odmianę R-Design od reszty dostępnych wersji. To naprawdę dobrze ulokowane pieniądze – sylwetka C30 prezentuje się muskularnie, a wnętrze nie jest tak surowe i skandynawsko poprawne jak w innych opcjach wyposażeniowych.

Najważniejsze jednak dla kierowcy Volvo C30 jest poczucie, że jadąc nim wyróżnia się pozytywnie na tle szarej moto-rzeczywistości. Nie emanuje ekstrawagancją, ale zarazem wygląda nowocześnie i modnie. Trudno nazwać to słowami, ale mam wrażenie, że C30 budzi na ulicy pozytywne skojarzenia. Nie jest ostentacyjnie wulgarne, ale smacznie wystylizowane, będąc przykładem udanego mariażu na linii design – sztuka użytkowa.

Sztuka kompromisu

Jaka sztuka użytkowa? Zaraz ktoś powie, że sam sobie przeczę, bo kilka akapitów wcześniej podważałem praktyczny aspekt szwedzkiego coupe. To prawda, C30 nie jest praktycznym autem, które wywiąże się z roli rodzinnego kompakta. I bardzo dobrze, bo od tego są inne wersje. To auto dla singla bądź dwójki osób, które szukają czegoś pomiędzy elegancją i stylem, a nieco pieprznym temperamentem. To auto ma dawać radość nie tylko dla oka, ale i dla duszy. I zapewniam, że daje.

Szczególnie wspomniana wersja R-Design pieści zmysł wzroku i węchu, gdy zajmiemy miejsce w środku auta. Dedykowana tylko tej odmianie, dwukolorowa tapicerka to taka szwedzka eko-skóra, która dodaje wnętrzu smaczku także poprzez charakterystyczny motyw jasnych szwów. Poza tym trójramienna multikierownica obszyta skórą jest przyjemnie gruba, choć wolałbym, aby miała nieco mniejsza średnicę. Dźwignię zmiany biegów wykończono skórą i aluminium. Nie zapomniano o sportowych nakładkach na pedały, czy specjalnych matach podłogowych. Kolejny wyróżnik to granatowe cyferblaty wzorowo czytelnych zegarów głównych.

Volvo-C30-2

Szkoda, że przy okazji modernizacji nadwozia projektanci nie wykazali inwencji przy aranżacji kokpitu. Doprawdy nie sposób odróżnić kabinę nowego C30 od wersji sprzed liftingu. Oczywiście króluje tu skandynawski minimalizm, obsługa większości instrumentów pokładowych jest logicznie i funkcjonalnie przemyślana, ale czuć, że lata mijają i czas na zmiany. „Pikseloza” to choroba trapiąca wyświetlacz systemu audio i klimatyzacji. Została już dawno zdiagnozowana, ale producent konsekwentnie czeka na całkiem nową generację C30, która już niebawem ma pojawić się na ulicach. Inwestować więc w schodzący model? To nie idzie w parze ze szwedzkim pragmatyzmem.

Na osłodę dostajemy polskie menu komputera oraz bardzo dobrą jakość tworzyw i wzorowe spasowanie poszczególnych elementów. Tak naprawdę jednak, wisienka na torcie zamknięta jest pod maską sinika C30…

Cicha woda

Kiedy kilka lat temu dane mi było jeździć dwulitrowym Dieslem o mocy 136 KM nie piałem z zachwytu. Ot, rozsądny wybór dla statecznego kierowcy. Tym razem pod maską testowego Volvo także znalazło się dwulitrowe serce żywiące się olejem napędowym, ale o jakże innym charakterze.

Zamiast czterech, zaaplikowano mu aż pięć cylindrów, dlatego fabryczne oznaczenie tej jednostki jako „D4” jest bardzo mylące. D2, D3, D4 – to po prostu umownie nazwane przez producenta warianty mocy silnika wysokoprężnego w modelu C30, który czasami ma cztery, a czasami pięć „garów,”czasami pojemność 1.6, czasami 2.0 litra.

Topowy motor „na ropę” generuje imponujące 177 KM. Przyspieszenie do setki zajmuje mu 8,6 sekundy, ale nie ten parametr jest tu najważniejszy. Stado 400 Nm osiąga bowiem swą maksymalną wartość w zakresie 1750-2750 obr./min, co sprawia, że z każdej niemal prędkości silnik dysponuje nadwyżką mocy. Elastyczność wprost wgniata fotel i sprawia, że C30 staje się utrapieniem wielu aut o zacięciu sportowym. Genialnie przedstawia się sprawa akustyki silnika. Brzmi niemal jak benzynowe V6, a poganiany mruczy i bulgocze zupełnie jak „benzyna.” Śmiem powiedzieć, że to najlepiej „grający” dwulitrowy motor Diesla jaki znam. Obce są mu wibracje typowe dla czterocylindrowców. Podczas płynnej i spokojne jazdy zachwyca jedwabną i cichą pracą.

Volvo-C30-3

Wspaniały silnik sprzęgnięto z równie udaną przekładnią manualną o sześciu trybach. Nie polubią jej jednak wszyscy. Mi przypadła do gustu nieco szorstka praca lewarka, który przemieszcza się z wyczuwalnym oporem, ale jednocześnie właściwą precyzją.

Motor D4, przy potencjale jaki oferuje, nie należy do paliwożernych. W mieście zadowoli się apetytem na poziomie ok. 8,5 l/100 km oleju napędowego, a w trasie nawet dynamiczna jazda pozwala na osiągnięcie wyniku w okolicach 6,7 litra.

Pewnie i komfortowo
Sztywniejsze zawieszenie wersji R-Design to propozycja dla tych, którzy za cenę utraty części komfortu otrzymują bardzo pewne właściwości jezdne. Wchodząc ostro w zakręty czułem, że rezerwy bezpieczeństwa ustawione są jeszcze wyżej. Trzeba postarać się, by w zakręcie obudzić układ ESP. Najbardziej spodobała mi się reakcja auta na gwałtowne zmiany kierunku jazdy. Slalom okazuje się być żywiołem C30, choć układowi kierowniczemu brakuje nieco sztywności podczas szybkiej, autostradowej jazdy. Za to siła wspomagania jest odpowiednio skalibrowana zarówno podczas parkowania jak i normalnego stylu jazdy.

Sztywna praca usportowionego zawieszenia daje się odczuć jedynie, gdy najeżdżamy na poprzeczne nierówności w postaci torów tramwajowych. Zaskoczył mnie natomiast fakt, że większość dziur w jezdni jest neutralizowana z dużym spokojem i płynnością, nawet po najechaniu na zapadniętą studzienkę kanalizacyjną. Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować stołecznym „drogowcom” (tudzież służbom odpowiedzialnym za kanalizację) za to, że na kilkukilometrowym odcinku od Dworca Wileńskiego w Warszawie do Marek, umiejscowili tak niezwykłą sieć zapadniętych studzienek. Szczególnie ujmuje ich niebywała ilość przypadająca na metr kwadratowy oraz finezja z jaką zostały rozsiane szczególnie na lewym pasie wspomnianej drogi. To nie sarkazm – naprawdę dziękuję, bo trudno o lepszy sprawdzian dla pracy zawieszenia, jeśli dziennikarzowi brakuje czasu w poszukiwaniu toru testowego z kraterami w jezdni.

Volvo – i wszystko jasne

Szwedzka firma jest synonimem bezpieczeństwa i prekursorem wielu nowinek z tej dziedziny. Dlatego niejako z obowiązku wymienię podstawowe wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa dostępne w standardzie każdej wersji, m.in. sześć poduszek powietrznych, system zabezpieczeń przed skutkami uderzeń bocznych (SIPS), system zabezpieczeń przed urazami kręgosłupa szyjnego (WHIPS), układ kontroli stabilności dynamicznej i kontroli trakcji (DSTC), ABS z EBD+EBA, światła hamowania awaryjnego czy czujnik przechyłu.

Testowany egzemplarz to wersja Kinetic wzbogacona o pakiet R-Design, która zawiera m.in.: automatyczną i dwustrefową klimatyzację, system poprawy jakości powietrza w kabinie, multifunkcyjną kierownicę, komputer pokładowy, samościemniające się lusterko wewnętrzne, czujnik deszczu, automatycznie włączające się światła, czujnik parkowania, system audio (8 głośników), CD z możliwością odtwarzania plików MP3 złącze USB, czy 17-calowe alufelgi.

Tak wyposażone auto kosztuje 111 tys. zł. Wzbogacone o kilka dodatków jak testowy egzemplarz (m.in. biksenonowe reflektory z funkcją AFL, system audio High Performance, bluetooth) kosztuje ok. 130 tys. zł. Malkontent uzna, że jak za trzydrzwiowy kompakt z niepraktycznym bagażnikiem to przesada. Większość nabywców Volvo C30 kieruje się jednak zupełnie inną logiką. Oni nie chcą jeździć sztampowym i oklepanym autem. Od siebie dodam, że C30 w połączeniu z genialnym silnikiem D4 potrafi przekonać do siebie nie tylko nietuzinkowym wyglądem.

Rafał Pazura

Tagi: , , , , , , , ,