Volvo V40 Ocean Race D2 Powershift – TEST

avatar
Michał Strzyżewski
21 stycznia 2015

Patrzę na niego z przodu i myślę sobie – tu musi być 200 KM. Patrzę z tyłu i widzę dwójkę, ale bez zer, za to z literką D ją poprzedzającą. Dzisiaj zapraszam na test auta o dwóch twarzach – jednej drapieżnej, a drugiej łagodnej, które dobrze obrazuje co znaczy klasa premium i mnogość możliwości dla klientów. W drogę!

Regaty Volvo Ocean Race to 9 etapów, niemal 39 000 mil morskich do przypłynięcia, wysiłek, emocje i prestiż. Odbywają się co trzy lata i na początek 2015 roku przypada akurat kolejna ich edycja. Tyle tytułem wstępu, bo fanem żeglarstwa nie jestem i przyznam się, że hasło „Volvo Ocean Race” bardziej kojarzy mi się ze specjalnymi wersjami wyposażeniowymi samochodów szwedzkiej marki, niż z morzem i jachtami. Po tygodniu spędzonym z V40 skojarzenia te jeszcze bardziej przesunęły się w kierunku motoryzacji.

Volvo-V40-Ocean-Race-tyl

Drapieżny na zewnątrz

Znaczki „Ocean Race” pod bocznymi lusterkami w samochodach Volvo to swoista gwarancja stylu i uciechy dla oka właściciela pojazdu, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Temat kokpitu zostawię na później, na razie skupiając się na karoserii. Testowy egzemplarz Volvo V40 Ocean Race wyróżniał się przede wszystkim… naklejkami, promującymi regaty. W samochodach przeznaczonych dla klientów takich ozdób nie będzie, jednak zostaną na swoim miejscu chociażby pięknie wyglądające, 17” felgi aluminiowe PORTUNUS Diamond cut. Zostanie też niebieski lakier Ocean Blue, idealnie komponujący się lekko przyciemnionymi kołami Volvo.

Elementy te bardzo poprawiają aparycję samochodu, który sam w sobie nie jest przecież wcale brzydki, wręcz przeciwnie. Volvo V40 na rynku obecne jest od 2012 roku i mimo, że „efekt wow” nie jest już tak mocny, jak w paru pierwszych miesiącach po premierze, to wciąż ten samochód wyróżnia się z tłumu. Agresywne, a zarazem lekkie i spójne linie zapewne jeszcze przez długi czas się specjalnie nie zestarzeją. Zwłaszcza ze wspomnianymi wyżej akcentami charakterystycznymi dla wersji Ocean Race.

Volvo-V40-Ocean-Race-silnik

Łagodny wewnątrz

Mogłoby się wydawać, że w tak wyglądającymi samochodzie pod maską musi drzemać motor rozwijający wspominane na wstępie 200 koni mechanicznych. Albo przynajmniej 150 „kucy”. Podnosząc pokrywę silnika testowanego egzemplarza spotka nas jednak niespodzianka, ponieważ naszym oczom ukaże się… najsłabszy diesel o pojemności 1,6 litra i mocy 115 koni mechanicznych. Witamy w klasie premium, gdzie wyższe wersje wyposażeniowe nie są zarezerwowane jedynie dla osób decydujących się na mocniejsze silniki.

Testowany motor nie zaskakuje swoją dynamiką, ani na plus, ani na minus. Z przyspieszeniem do prędkości 100 km/h w 12,1 sekundy nie czyni on z V40 wyczynowego bolidu, ani idealnej propozycji dla lubiących sobie czasami „przycisnąć” kierowców. Jednocześnie do sprawnego poruszania się po mieście, czy nie okupionego kilkukilometrowym planowaniem manewru wyprzedzania ciężarówki w trasie w zupełności wystarcza. Motor jest całkiem elastyczny, dźwięk przez niego wydawany nie jest uciążliwy, a spalanie wprost rewelacyjne. Mały diesel średnio w trakcie testu zadowolił się 5,6 litra „ON” na 100 przejechanych kilometrów. Na ten wynik złożyło się trochę więcej jazdy poza terenem zabudowanym. Jeśli ktoś jeździ tylko w mieście, to komputer nie powinien wskazywać więcej, niż 6,5-6,8 litrów spalanych na „setkę”. W osiąganiu tego wyniku pomaga system START-STOP. Jazda w trasie z prędkościami 90-120 km/h da spalanie zauważalnie niższe niż 5 litrów. I to bez zabawy w ecodriving.

Volvo-V40-Ocean-Race-skrzynia-biegow

Niestety tak wiele dobrego nie można powiedzieć o sprężonej z tym silnikiem automatycznej skrzyni biegów Powershift. W porównaniu z dwusprzęgłowymi rozwiązaniami konkurencji nie robi ona zbyt dobrego wrażenia – poszczególne przełożenia zmieniane są płynnie, jednak bolączką jest szybkość pracy całego mechanizmu. Zmiana biegu trwa zdecydowanie za długo. Jednak większym problemem jest oprogramowanie skrzyni, które usilnie utrzymuje obroty poniżej 1500 rpm, gdzie małemu dieslowi po prostu brakuje „pary” i chęci do przyspieszania. Motor ten zaczyna budzić się do życia przy około 1800 obrotach na minutę, jednak by osiągnąć taką wartość trzeba mocniej wcisnąć pedał gazu, co często skutkuje zrzuceniem biegu i za mocnym zrywem do przodu. Po przełączeniu automatu w tryb sekwencyjny i ręcznej zmianie biegów powyżej wspominanych 1800 rpm Volvo V40 jeździ się znacznie przyjemniej i nie odczuwa się niedostatku mocy. Tylko w takim razie po co kupować automat?

Dobrze się prowadzi

Jeśli chodzi o samo prowadzenie samochodu, to zastrzeżenia mogę mieć jedynie do pracy zawieszenia. Rozumiem, że samochód ma duże felgi, cienkie opony, a na dodatek nie jest to limuzyna, która ma „płynąć” po drodze. Dlatego jego twardości się nie czepiam, a jedynie sygnalizuję, że da się na rynku znaleźć bardziej miękko zawieszone hatchbacki. Czepiam się za to trochę jego kultury reagowania na nierówności na drodze – za dużo hałasu dobiega wtedy do kabiny.

Volvo-V40-Ocean-Race-felga

Układ kierowniczy to bardzo mocny punkt V40. Kierownica chodzi z odpowiednim oporem, co bardzo przypadło mi do gustu. Dzięki wspominanemu akapit wyżej twardziej zestrojonemu zawieszeniu samochód nie przechyla się w zakrętach i pewnie radzi sobie z łukami na drodze. Nawet tymi ciaśniejszymi, pokonywanymi przy większych prędkościach. Volvo naprawdę przyjemnie się jeździ. Zwłaszcza w trasie, kiedy daje o sobie znać stabilność samochodu przy wyższych prędkościach, czy dobre wyciszenie wnętrza (zbyt głośny dźwięk silnika, czy szum wiatru w żaden sposób nie uprzykrzają życia pasażerom). W mieście doskwierać może za to trochę fakt, że widoczność do tyłu jest bardzo ograniczona. Sytuację poprawiają czujniki parkowania – bez nich czasami mogłoby być ciężko.

Świetnie wykonane wnętrze

Wrażenia z jazdy poprawia też to, jak prezentuje się kabina V40. Wersja Ocean Race to również wiele dodatków w przedziale pasażerskim. Przede wszystkim w oczy rzuca się jasna, skórzana tapicerka dedykowana tej wersji wyposażeniowej. Charakteryzuje się ona pomarańczowymi szwami, dyskretnym napisem „VOLVO OCEAN RACE” oraz doskonałą jakością wykonania. Jeździłem różnymi samochodami ze skórzaną tapicerką, ale w niewielu skóra robiła tak dobrze wrażenie, była tak miła w dotyku. Fotele w dodatku są bardzo wygodne i siedzenie na nich nie męczy nawet po kilku godzinach za kółkiem.

Volvo-V40-Ocean-Race-wnetrze

Wprawne oko zauważy też inny bardzo ciekawy detal – z prawej strony „wiszącej” w powietrzu charakterystycznie dla samochodów szwedzkiego producenta deski rozdzielczej wypisane zostały wszystkie porty, w których cumują jachty regat Volvo Ocean Race. Napisy są małe, więc nie ma tu mowy o „festynie”, jest za to cieszący oko detal.

Jakość innych materiałów użytych do wykończenia wnętrza nie odbiega od tego, co prezentują sobą fotele. Materiały są miłe w dotyku, doskonale spasowane, a na dodatek sam projekt kokpitu jest po prostu ładny. Efektownie wyglądają zegary, które zastąpione zostały ekranami LCD. Dzięki temu możemy wybierać spośród trzech stylów wskaźników – Eco, Performance oraz Elegance.

Volvo-V40-Ocean-Race-zegary

Idealnie nie jest jeśli chodzi o intuicyjność obsługi. Volvo zastosowało tu znane i stosowane od dekady rozwiązanie – cztery pokrętła w rogach deski rozdzielczej, przyciski w środku. Skutkuje to tym, że ogromna ilość przestrzeni jest zwyczajnie marnowana, a małe przyciski są niepotrzebnie umieszczone tak blisko siebie. Obecnie coraz bardziej odchodzi się od tego typu rozwiązań, zastępując je zunifikowanymi systemami z jednym „pokrętłem władzy”, stworzonym, by wszystkimi systemami w samochodzie rządzić. We wchodzącym na rynek nowym Volvo XC90 już coś takiego jest obecne, w V40 musimy radzić sobie ze starym pomysłem na obsługę samochodu. Da się do niego przyzwyczaić, jednak u konkurencji zajmuje to zwyczajnie mniej czasu.

Jeśli chodzi o przestrzeń w środku, to o żadnych rekordach nie ma tu mowy. Z tyłu ilość miejsca na nogi jest przyzwoita – przy swoich 185 cm wzrostu nie miałem problemów z ich rozprostowaniem. Musiałem jednak siedzieć cały czas z pochyloną głową, bo inaczej obijałaby się o dach. Coś za coś – albo efektowna, nacechowana sportem sylwetka, albo wyróżniająca się ilość miejsca. Bagażnik liczy 335 litrów, więc tu również „szału” nie ma. Powtórzę się jednak – są samochody projektowane tak, aby być maksymalnie przestronne. Inne tak, aby urzekać swoim wyglądem. V40 jest w tej drugiej grupie i nie można się go czepiać o to, że nie oferuje największego „kufra” w swojej klasie.

Volvo-V40-Ocean-Race-logo

Podsumowanie

Aby stać się właścicielem testowego Volvo V40 trzeba u dealera zostawić niemal 144 000 zł. 42 000 zł z tej sumy to koszt dodatków. Co zawiera się w tej kwocie? Z najbardziej zwracających uwagę rzeczy: wszystkie „bajery” edycji Ocean Race (lakier, felgi, skóra we wnętrzu), rewelacyjnie świecące reflektory ksenonowe, nawigacja, ogrzewanie postojowe (nieocenione w zimie, gdy ktoś parkuje swój samochód „pod chmurką”), dobrze grające audio, czy tempomat. Wciąż można do tej listy dodać sporo, jednak do komfortowego i bezpiecznego podróżowania niczego nie brakuje.

Drogo, jednocześnie kupno samochodu klasy wyższej w sposób naturalny wiąże się z tym, że wydać trzeba „trochę” więcej, otrzymując w zamian dawkę prestiżu i doskonałą jakość. Volvo V40 mogę polecić wszystkim szukającym atrakcyjnego, wygodnego i luksusowo wykończonego hatchbacka. Mam tylko jedną sugestię, która dotyczy układu napędowego. Silnik wysokoprężny D2 z automatem to nie jest idealne rozwiązanie. Volvo V40 D3, a więc również z silnikiem diesla pod maską, tylko o mocy 150 KM i manualną skrzynią zapewni znacznie lepszą dynamikę, porównywalne spalanie, a na dodatek 4000 zł oszczędności. Jeśli ktoś jednak nie chce sam zmieniać biegów, to za dopłatą 5000 zł względem wersji D2 z automatem można kupić mocniejszego diesla D3, również ze skrzynią automatyczną (Geartronic). Warto wziąć to pod uwagę, aby być w pełni zadowolonym ze swojego egzemplarza Volvo V40.

Dobrze jednak, że idąc do salonu Volvo mamy wybór i możemy skonfigurować samochód tak, aby idealne dopasował się do naszych, indywidualnych potrzeb.

Michał Strzyżewski

Tagi: , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *