Volvo V60 Ocean Race D4 – kombi jak się patrzy – TEST

avatar
Rafał Pazura
04 marca 2015

Volvo to jedna z tych marek, która wyjątkowo silnie działa na emocje klientów. Patrząc na urodziwe kombi ze znaczkiem V60 na klapie, które poddano niedawno kuracji odmładzającej, moje poczucie estetyki jest mocno dopieszczone i usatysfakcjonowane. Do szwedzkiego auta niemal z automatu dorzuca się jeszcze przymiotniki: bezpieczny oraz trwały. To doskonały kapitał wizerunkowy, na który nie miały wpływu mariaże marki z Fordem, czy późniejsze przejęcie przez chińskich właścicieli. Wspomniane cechy emanują w szczególny sposób od modelu V60 w stylizacji Ocean Race, która podkreśla zaangażowanie marki w jedne z najbardziej prestiżowych regat dookoła świata.

Volvo V60 po liftingu zachowało swój oryginalny styl, który pozytywnie wyróżnia go na tle konkurencji. Dynamiczny krój nadwozia pozostał niemal bez zmian. Korektę przeszedł przód auta z wyraźnie zaznaczonymi światłami dziennymi typu LED. Poza tym kosmetyka: nieco inaczej ukształtowany zderzak i atrapa z powiększonym – w stosunku do wersji sprzed modernizacji – logo. Z tyłu jedyny detal jaki rzuca się w oczy, to dwie duże końcówki wydechu – znak rozpoznawczy odmiany Ocean Race. Poza tym nie było de facto czego zmieniać, bo o poprzedniej wersji trudno także dziś mówić, że się zestarzała.

Volvo-V60-Ocean-Race-tyl

Wersja Ocean Race

to tak naprawdę nadwozie o bardziej dynamicznym wyglądzie i kilka smaczków designerskich. Kto liczy na spektakularnie bogate wyposażenie, może się rozczarować, gdyż o wiele więcej pod tym względem oferuje nie tak ładnie działająca na wyobraźnie specyfikacja o nazwie Summum. Co zatem dostajemy w „oceanicznej” odmianie Volvo? Szwedzkie kombi wyróżnia specjalny wzór 18-calowych alufelg, srebrne relingi dachowe i połyskujące chromem ramki okien oraz dedykowane tylko tej odmianie kolory lakieru. W przypadku testowej wersji był to najbardziej „morski” kolor o nazwie Ocean Blue. Proszę się nie martwić – wątpliwej urody naklejki, które „zdobiły” egzemplarz testowy to tylko PR-owe podkreślenie faktu, że Volvo angażuje się w ten prestiżowy rejs.

Po zajęciu miejsca w kabinie zdecydowanie łatwiej zauważyć, że mamy do czynienia z wyjątkową odmianą. Doskonale prezentują się sportowe skórzane fotele. W jasnym kolorze i z pomarańczowymi przeszyciami budują klimat całego wnętrza. Do tego aluminiowe wykończenie detali wnętrza, dywaniki opatrzone logo „Ocean Race”, takież nakładki na progi, czy roleta bagażnika z … mapą tych prestiżowych regat. Niby niewiele tego wszystkiego, ale da się odczuć że podróżujemy specjalną wersją Volvo. Kto jednak liczy na jakieś specjalne nastawy zawieszenia czy super wyposażenie – musi skorzystać z bogatego cennika płatnych opcji. Całość pakietu Ocean Race wyceniono na 12,3 tys. zł. Jeśli mierzyć to wrażeniem jakie robi auto – całkiem rozsądna propozycja. Biorąc jednak pod uwagę co tak naprawdę dostajemy ekstra – można dyskutować, czy nie lepiej wydać tej kwoty na konkretne wyposażenie.

Volvo-V60-Ocean-Race-felga

V60

resoruje sztywno i sprężyście, czyli tak jak lubię. Mimo rodzinnych inklinacji auto nie jest przesadnie miękkie, dzięki czemu nadwozie nie wychyla się zbyt mocno na boki, gdy ostrzej potraktujemy zakręt. Zawieszenie pewnie i cicho rozprawia się z większością nierówności. Można je określić mianem złotego środka, gdyż udanie łączy cechy auta komfortowego, zapewniając równocześnie odpowiednie czucie pojazdu na różnych jakościowo drogach. Samochód jest wprost stworzony do długich podróży, w których ujmuje komfortem i spokojem z jakim się prowadzi. Na pewno mniej w nim sportu niż komfortu.

Nowością dla mnie był 8-biegowy automat Geartronic. Liczyłem na spektakularne doznania, ale nieco się rozczarowałem. Daleko niestety mu do szybkości skrzyń oferowanych przez konkurencję, w szczególności do BMW. Próba dynamicznego przyspieszenia zawsze oznacza wyraźną zwłokę. Przekładnia najpierw chwilę myśli, a dopiero potem reaguje np. na maksymalne wciśnięcie pedału przyspieszenia. Podobnie w trybie sekwencyjnej zmiany poszczególnych biegów – czuć wyraźne opóźnienia. Z drugiej strony – takie działanie przekładni pasuje do charakteru auta, które nie udaje że jest wyczynowcem. Poszczególne tryby załączają się niezwykle aksamitnie i bez najmniejszych nawet szarpnięć. A ósmy bieg pozwala na rozkoszowanie się ciszą nawet podczas bardzo szybkiej jazdy, bo obroty silnika są wówczas wyjątkowo niskie.

Volvo-V60-Ocean-Race-silnik

Niskie

jest także zapotrzebowanie Volvo na olej napędowy. Silnik Diesla o pojemności 2,0 litrów generuje 181 KM i odznacza się wyjątkowo skromnym apetytem na paliwo. Mimo całkiem dynamicznej jazdy na odcinku ponad 600 km średnie spalanie z kompletem czterech osób i bagaży na pokładzie wyniosło 6,5 l/100 km. Spokojna jazda z prędkościami do 100 km/h pozwoli na obniżenie spalania o kolejny litr. Tym samym zasięg auta ze zbiornikiem o pojemności 67,5 l (do baku wchodzi kilka litrów więcej niż podaje producent) wzrasta do ok. 1200 km na jednym tankowaniu.

Pozytywnie oceniam także pracę i dynamikę dwulitrowego sinika Volvo. Co prawda w kwestii akustycznej daleko mu do cudownego mruczenia 5-cylindrowej odmiany jaką serwano w wersji sprzed modernizacji, ale i tak jest nieźle. Diesel nie rzęzi nawet z rana gdy jest zimny, a wysoki moment obrotowy (400 Nm) dostępny jest od samego dołu, więc nie ma mowy o niedostatkach mocy. Sprint do setki wynosi 7,6 s do 100 km/h i taka wartość jest jak najbardziej akceptowalna.

Volvo-V60-Ocean-Race-logo

Łyżką dziegciu jest jedynie fakt, że spora moc trafiając na przednią oś napędową nie zawsze jest optymalnie wykorzystywana. Mam tu na myśli sytuację, gdy pada deszcz lub robi się nieco ślisko. Pokaźny moment obrotowy powoduje wyraźne uślizgi. Antidotum będzie tu oczywiście napęd 4×4, ale są auta, które z taką samą mocą na przednich kołach wyraźnie później osiągają granice przyczepności.

O wnętrzu

w stylu skandynawskim napisano już wszystko. Zazwyczaj komentuje się tak: materiały wysokiej próby, wzorowe spasowanie, ergonomia prawie bez zarzutu. Prawie, bowiem przyciski do sterowania multimediami są nieco za małe. Na szczęście większością opcji można łatwo sterować za pomocą wygodnych przycisków ulokowanych na kierownicy. Nie mniej – warto odnotować, że logika obsługi kokpitu made by Volvo nieco się zestarzała. To, co kilka lat temu nie budziło zastrzeżeń, dziś już trochę przeszkadza. Czas by Szwedzi pomyśleli o rozwiązaniach znanych u konkurencji, gdzie większością systemów steruje się za pomocą pokrętła ulokowanego na tunelu centralnym. Nie trzeba wówczas odrywać wzroku, by wpatrywać się w małe przyciski ulokowane na panelu centralnym. Szczególnie cierpi na tym łatwość obsługi systemu nawigacji.

Volvo-V60-Ocean-Race-wnetrze

Zaskakująca jest szerokość nadwozia Volvo (2097 mm), które pod tym względem przewyższa wyraźnie Audi A4 czy Mercedesa Klasy C. Choć V60 pozycjonowane jest w klasie gdzie występuje np. BMW serii 3, to szerokością nadwozia dorównuje serii 5. Kabina oferuje wystarczającą ilość miejsca dla pięciu dorosłych pasażerów. Na fotelach z przodu miejsca jest w sam raz także dla rosłej osoby. Poza tym są bardzo komfortowe, a dzięki elektrycznej regulacji szybko i łatwo można je dopasować do każdej wady kręgosłupa. Na tylnej kanapie czuć pewien niedosyt przestrzeni nad głowami podróżnych. Cóż – piękna stylizacja karoserii ma swoją cenę.

Zaskakuje nieco pojemność bagażnika – tylko 430 litrów nie jest powodem do dumy. Sam kufer jest za to praktycznie ukształtowany, a pod jego podłogą wygospodarowano pojemne schowki. Po prostu Volvo przyzwyczaiło wszystkich do wyjątkowo rozsądnego podejścia do tematu litrażu swoich modeli kombi, stąd owo zaskoczenie.

Volvo-V60-Ocean-Race-kierownica

Mówisz Volvo,

myślisz bezpieczeństwo. Nic się nie zmieniło także w przypadku nowego V60, które większość z długiej listy wyposażania wpływającego na poziom bezpieczeństwa oferuje w standardzie. Mam tu na myśli chociażby system City Safety, który samoczynnie wyhamowuje pojazd, gdy laserowy czujnik uzna, że za szybko zbliżamy się do auta znajdującego przed nami.

Ciekawym uzupełnieniem City Safety jest system ostrzegania o kolizji z automatycznym hamowaniem z pełną intensywnością oraz funkcją wykrywania pieszych i rowerzystów. Muszę przyznać, że ów system na początku nieco mnie drażnił swoją przesadną reakcją, ale kilka razy przekonałem się, że jego ingerencję mają sens i ograniczają ryzyko ew. wypadku. Co ważne, jeżeli kierowca nie zareaguje i kolizja staje się nieunikniona, zostaje uruchomione pełne hamowanie, które pomaga zapobiec zderzeniu lub złagodzić jego skutki. W zakresie 150 metrów czujnik radarowy za atrapą chłodnicy nieustannie kontroluje odległość od samochodu jadącego z przodu, a kamera cyfrowa za przednią szybą określa, jakiego rodzaju obiekty znajdują się przed Tobą. W warunkach światła dziennego układ ten potrafi również wykrywać stojących w miejscu lub przemieszczających się pieszych lub rowerzystów.

Volvo-V60-Ocean-Race-swiatla

Doskonale w codziennym użytkowaniu sprawdza się także aktywny tempomat, który w wersji z automatyczną skrzynią biegów utrzymuje nastawioną odległość od samochodu jadącego z przodu przy każdej prędkości do 200 km/h. Działa bez zarzutu także w deszczu i bardzo przydaje się w jeździe autostradą. Posiada jeszcze jedną ciekawą funkcję. Nawet gdy jest wyłączony, to czuwa prewencyjnie – gdy pojazd jadący z przodu za bardzo się zbliża, aktywują się ulokowane nieznacznie poniżej linii wzroku kierującego, wbudowane w szybę przednią świecące na czerwono diody LED, którym towarzyszy dźwięk alarmowy. To ogranicza ryzyko zagapienia się kierującego.
Ilość innych systemów wspomagających kierowcę jest tak długa, że można by poświęcić temu oddzielny artykuł. Z obowiązku wspomnę więc jeszcze o kilku z nich: układ kontroli czujności kierowcy (DAC), układ wspomagający pozostanie na pasie ruchu (LKA), aktywny układ sterowania natężeniem światła reflektorów (AHB), system informacji o znakach drogowych (RSI), układ eliminujący martwe pola widoczności (BLIS) oraz układ ostrzegający o ruchu w kierunku poprzecznym (CTA). Taka jest dzisiejsza motoryzacja, choć wiem że nie wszyscy akceptują mnogość elektroniki w samochodach. Jeśli jednak jej zadaniem jest pomagać, a nie ogłupiać kierowcę, ja jestem za.

W cenniku

modelu V60 – jak to w segmencie premium – mnogość opcji i możliwości „skrojenia” sobie auta pod własne potrzeby. Odmiana z dwulitrowym 181-konnym dieslem pod maska i 8-biegowym automatem otwiera w cenniku kwota 147,9 tys. zł. Oczywiście by cieszyć się limitowaną wersją Ocean Race należy wyłożyć minimum 166,2 tys. zł. A dalej ogranicza nas już tylko wyobraźnia i zasobność portfela.

Rafał Pazura

foto: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Tagi: , , , ,

Jedna myśl nt. „Volvo V60 Ocean Race D4 – kombi jak się patrzy – TEST

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *