Volvo V60 R-Design – rasowe kombi w natarciu (TEST)

avatar
Rafał Pazura
10 sierpnia 2012

Z nostalgią wspominam dzień, w którym ponad 20 lat temu mój ojciec podjechał pod dom Volvo 245 DE Luxe. Choć miało już 12 lat, dla nas było jak nowe i stanowiło przepustkę do nieznanego świata luksusu. Okrągłe lampy z przodu, pod maską motor o pojemności 2.1 l, 125 KM, automat i kontrolka nie zapiętych pasów bezpieczeństwa wielkości połowy karty kredytowej – takie są moje wspomnienia. Nie miał wspomagania kierownicy ani klimy, ale w tamtych czasach była to rzadkość. Najważniejsze, że stanowił synonim auta rodzinnego i sprawował się przez wiele lat bezproblemowo.

Minęło 38 lat od debiutu wspomnianej serii 200, która obecnie zalicza się do kultowych. I choć model ten produkowano do 1993 r. to tak naprawdę zmieniały się detale, a pod maskę trafiały coraz nowocześniejsze jednostki napędowe.  Przez kolejne lata ewoluowało nie tylko nazewnictwo, ale przede wszystkim design szwedzkich aut. Nowe Volvo V60, które można uznać za bezpośredniego następcę modelu 245, nie ma nic wspólnego z kanciastym stylem swoich przodków.

Styl ponad praktyczność

Jedno trzeba docenić – Volvo zachowało swój oryginalny styl, który pozytywnie wyróżnia tę markę od konkurencji. Dynamiczny krój nadwozia to coś, co do niedawna było obce szwedzkim autom w nadwoziu kombi. Powiem więcej – wg mnie właśnie ta odmiana prezentuje się bardziej rasowo od sedana! Przód z nisko osadzoną atrapą przypomina nos myśliwskiego psa, który węszy za zwierzyną. Boczna linia okien ostro zwęża się ku tyłowi. Klasą samą w sobie jest design tylnej części nadwozia, która wprost ocieka charakterem. Szczególnie w wersji wyposażeniowej R-Design, która „straszy” dyfuzorem oraz dwiema końcówkami wydechu. Co ciekawe, ten sportowy charakter można „zamówić” do każdej wersji silnikowej. Dlatego niech nie dziwi nikogo, że testowe V60  ma pod maską silnik 1.6 litra o mocy…150 KM.

Natomiast jeśli myślisz, że kombi w przypadku szwedzkiego produktu zawsze oznacza wyjątkowo praktyczną wersję, to … jesteś w błędzie. Akurat nowemu V60 bliżej do Alfy Romeo 159 Sport Wagon niż do np. Audi A4 Avant. Powód – piękna stylizacja tyłu z płynnie opadającą klapą bagażnika ogranicza walory transportowe skandynawskiego kombi.

Volvo-V60-1

Tylko 430 litrów kufra nie jest powodem do dumy. Również przestrzeń po złożeniu siedzeń nie jest imponująca – 1241 litrów to wynik gorszy od większości rodzinnych odmian klasy kompakt. Dramat? Ależ skąd – po prostu Volvo przyzwyczaiło wszystkich do wyjątkowo rozsądnego podejścia do tematu litrażu swoich modeli kombi. Sam kufer V60 jest całkiem foremnie ukształtowany, a pod jego podłogą wygospodarowano praktyczne schowki.

Wnętrze

typowo skandynawskie – w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Materiały wysokiej próby, wzorowe spasowanie, ergonomia prawie bez zarzutu. Prawie, bowiem przyciski do sterowania systemem audio są nieco za małe. Na szczęście multimediami można łatwo sterować za pomocą wygodnych przycisków ulokowanych na kierownicy.

Kabina oferuje wystarczającą ilość miejsca dla pięciu dorosłych osób, ale z uwagi na ukształtowanie tylnej kanapy, wygodnie będzie podróżować czwórka z nich. Na fotelach z przodu miejsca odpowiednio dużo. Poza tym są bardzo komfortowe, a mimo manualnej regulacji szybko i łatwo można je dopasować do każdej wady kręgosłupa. Na tylnej kanapie czuć pewien niedosyt przestrzeni nad głowami podróżnych. Cóż – piękna stylizacja karoserii ma swoją cenę.

Volvo-V60-2

Jak już wspomniałem wcześniej, testowy egzemplarz to wersja  R-Design, która bazuje na odmianie Kinetic (122,8 tys. zł), ale kosztuje dodatkowo ponad 15 tys. zł. Czy warto ponieść ten wydatek? Moim zdaniem tak, jeśli ktoś szuka nieco „pieprzu” w stylistyce, ale nie zamierza inwestować w mocarny silnik. Odmienność tej opcji wyposażeniowej nie sprowadza się tylko do rasowych detali karoserii (m.in.: zderzaki, progi, dyfuzor, 18-calowe felgi ze stopów lekkich, sportowe zawieszenie). Wnętrze także zyskało sporo indywidualizmu. Dwukolorowa skórzana tapicerka, sportowe: kierownica oraz pedały a także zestaw wskaźników z granatowymi cyferblatami, czy specjalnie stylizowane maty podłogowe – to wszystko nie tylko cieszy oko, ale wprowadza specyficzny klimat we wnętrzu auta.

W dobie ekologii

już nie szokuje, że pod maską pracuje silnik o pojemności 1.6 litra. Wyposażony w  turbinę generuje skromne 150 KM, ale za to bardzo równomiernie rozwija tę moc – 240 niutonometrów dostępnych jest już w przedziale 1600-4000 obr./min. Dzięki temu nie czuć niedostatku mocy przy niskich obrotach, a Volvo bardzo ochoczo nabiera prędkości. Sprint do setki nie jest może imponujący (9,6 s), ale jeśli auto ma być użytkowane głównie w mieście, to będzie lepszym wyborem niż odmiana wysokoprężna o zbliżonej mocy. Dlaczego?

Otóż miejska jazda nie jest przyjazna nowoczesnym Dieslom, które muszą być co jakiś czas „poganiane”, by wypalił się filtr cząstek stałych. Zaniedbania w tym zakresie skutkować mogą nie tylko problemami w postaci zapchanego filtra i wizytą w serwisie, ale przede wszystkim kosztami dla właściciela idącymi w tysiące złotych. Z tych powodów benzynowa odmiana T3 zdaje się być optymalnym wyborem. Tym bardziej, że standardowo wyposażona w sprawnie działający system start-stop wcale nie jest paliwożerna. Spalanie na poziomie 8,5l/100 km podczas jazdy miejskiej jest jak najbardziej realne.

W trasie wynik na poziomie ok. 6,5 litrów też uważam za akceptowalny, tym bardziej, że doładowana jednostka wcale nie jest ospała. Oczywiście u maniaków osiągów moc 150 KM wywoła zapewne uśmiech politowania, ale dla większości osób możliwość sprawnego wyprzedzania i umiarkowany apetyt na paliwo będzie wystarczającym argumentem do zakupu.

Volvo-V60-3

Dawkowanie sportu

R-Design to m.in. sportowo zestrojone zawieszenie i 18-calowe koła. Powinno być twardo? Jednak jest inaczej. Volvo resoruje sprężyściej, niż się spodziewałem. Nie jest przesadnie twarde, a zawieszenie nie dobija na nierównościach, ale pewnie i stosunkowo cicho rozprawia się z większością wyrw. Za to szybka jazda po zakrętach może być źródłem przyjemności, bo V60 trzyma się jak przyklejone do asfaltu. Inżynierowie idealnie dobrali moim zdaniem proporcje sportu do rzeczywistych możliwości zawieszenia. Szkoda tylko, że układ kierowniczy zbyt ospale reaguje na polecenia wydawane za pomocą kierownicy podczas szybkiej jazdy. Za to siła wspomagania jest właściwa zarówno podczas parkowania jak i normalnego stylu jazdy.

Sztuka wyboru

Mówisz Volvo, myślisz bezpieczeństwo. Nic się nie zmieniło także w przypadku nowego V60, które większość z długiej listy wyposażania wpływającego na poziom bezpieczeństwa oferuje  w standardzie. Mam tu na myśli chociażby system City Safety, który samoczynnie wyhamowuje pojazd, gdy laserowy czujnik uzna, że za szybko zbliżamy się do auta znajdującego przed nami. Układ działa do 30 km/h i jego zadaniem jest walka z typowymi stłuczkami, których tak naprawdę w ruchu miejskim jest najwięcej. Zapewne działa, ale nie odważyłem się tego sprawdzać.

Na pokładzie Volvo otrzymamy oczywiście komplet poduszek powietrznych i aktywne zagłówki, układ dynamicznej kontroli stabilności oraz inne typowe dla klasy Premium wspomagacze trakcji i hamowania. Testowany egzemplarz w opcji wyposażeniowej R-Design wzbogacono w kilka dodatkowych opcji, z których z czystym sumieniem mogę rekomendować  doskonałe biksenonowe reflektory skrętne, które w pakiecie z podgrzewanymi fotelami można mieć za 5380 zł (Pakiet Zimowy Plus). Rodziny z dziećmi obowiązkowo powinny także zainwestować w „Pakiet rodzinny.” Za skromne  1780 zł otrzymają bowiem elektryczną blokadę tylnych drzwi i dwustopniowe podwyższenie siedzisk tylnej kanapy dla dziatwy. Ten patent pozwala na posadzenie dzieci na takiej wysokości, by można je było prawidłowo przypiąć pasami. Posiadają dwa dostosowane do wzrostu ustawienia, dzięki czemu mniejsze dzieci mogą siedzieć wyżej i podróżować wygodniej. Gdy latorośl podrośnie, wysokość podkładki można łatwo dopasować. Genialnie proste.

Tak skonfigurowane V60 w wersji R-Design i z silnikiem T3 kosztuje ok. 145 tys. zł, ale możliwość personalizacji wnętrza pozwala poszaleć znacznie bardziej. Tak to jest w klasie Premium – wszystko jest kwestią ceny. Jako ciekawostkę podam więc, że V60 można nabyć także w wersji … bankowozu. Koszt blisko 13 tys. zł, ale dla niektórych klientów możliwość pełnego odpisu podatku VAT jest tyle warta. Podobno fiskus ma wziąć pod lupę takie osoby, ale to już całkiem inna historia…

Rafał Pazura

Zdjęcia: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura

Specjalne podziękowania dla kierownictwa Pałacu w Oborach k. Konstancina, za pomoc w realizacji sesji zdjęciowej: LINK

Tagi: , , , , , , , ,

3 myśli nt. „Volvo V60 R-Design – rasowe kombi w natarciu (TEST)

  1. avatarwert

    mam nowe v60 o takiej konfiguracji z zawieszeniem R-design (czyli sport). Autem „nie da sie jezdzic” na nawierzchniach wyboistych, czyli 80% powierzchni kraju :) Nawet na drogach szybkiego ruchu uderzenia odczuwalne sa na kregosłupie. Polecam przetestowanie auta przed zakupem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *