Citroen C3 Elle 1.2 PureTech 82 Stop&Start – TEST

avatar
Rafał Pazura
13 lutego 2020

Równouprawnienie i poprawność polityczna są w porządku. To dobrze, gdy obie płcie traktuje się jednakowo, a ich prawa są równoważne. Tak być powinno. Czasem jednak przeginamy z tym równym podejściem do każdego i w każdej sytuacji. Czy Sapkowski pisząc Wiedźmina wspomniał coś o ciemnoskórych Elfach, którymi raczy nas od niedawna stacja Netflix? Czy zatem powinienem się wściekać, że Citroen C3 Elle występuje tylko z fioletowo-różowymi akcentami nadwozia, a facet za jego kierownicą pasuje jak „kwiatek do kożucha”? Choć w tym przypadku to raczej „kożuch do kwiatka…”

Być może wspomniane fioletowo-różowe akcenty w nadwoziu C3 mają swoją nazwę w postaci konkretnej nazwy barwy, ale mam nadzieję, że kobiety wybaczą mi tę ułomność. Prawda jest taka, że ten nieco landrynkowy wizualnie Citroen nie pasuje po prostu do faceta. I bardzo dobrze. W świecie, gdzie każdy producent unifikuje swoje modele w taki sposób, że ciężko je od siebie odróżnić czymś więcej niż gabarytem, każda próba personalizacji to dobry pomysł.

Kobiecy pierwiastek C3 Elle nie oznacza oczywiście, że nie może nim jeździć mężczyzna. Widywałem już kobietę za kierownicą Hummera H2, ale … wybaczcie. Facet, który goli się brzytwą, płucze zęby zimną whiskey oraz nie chodzi na co dzień w spodniach rurkach opinających zadek i to co z przodu, po prostu nie wygląda w nim dobrze. Mówię oczywiście za siebie.          

C3 Elle 1.2 PureTech 82 Stop&Start –

tak brzmi pełna nazwa testowanego egzemplarza. Wersje limitowane charakteryzują się tym, że występują czasowo. Nie ma sensu produkować przecież wieloseryjnych odmian, których ideą jest wyróżnić się z tłumu. Tak się składa, że pisząc te słowa, odmiana Elle nie występuje już w cenniku. Jednak  cenowo była pozycjonowana pomiędzy odmianami Feel i Shine. A to oznacza, że na najsłabszą silnikowo wersję trzeba było przeznaczyć 53,5 tys. zł. Jak dla mnie, za oryginalność Citroen nie każe sobie przepłacać. Szczególnie, że wyposażenie auta okazało się być całkiem rozsądne.

Najpierw słów kilka o tym, czym wyróżnia się środek odmiany Elle. Oprócz specjalnej tapicerki z akcentami kolorystycznymi jak w nadwoziu, uwagę zwraca centralna część deski rozdzielczej pokryta miękko tkaniną. Czujemy się tu trochę jak w domu, także za sprawą obszernych foteli, które wyglądają niczym leżaki.

Ponadto w kabinie: elektryczne sterowane szyb i lusterek,  klimatyzacja (manualna), radioodtwarzacz z 7-calowym ekranem dotykowym, obszyta skórą kierownica, tempomat, asystent pasa ruchu, system rozpoznawania znaków, tylne czujniki parkowania, reflektory przeciwmgłowe, komplet poduszek powietrznych, regulowany na wysokość fotel kierowcy  i 16-calowe koła. Niby wypas, a nie ma czujnika deszczu i czujnika świateł.

W kabinie

Na plus należy zaliczyć ilość miejsca w środku. Jest go całkiem sporo, szczególnie z przodu. Z tyłu – typowy standard dla segmentu B. Niestety fotele po dłuższej jeździe ujawniają swoją główną przypadłość. Mimo, że obszerne, są zwyczajnie słabo wyprofilowane. Do tego niemal płaskie oparcie sprawia, że plecy drętwieją po przejechaniu zaledwie 150-200 km.

Dużym atutem jest zawieszenie C3. Fani francuskich aut będą zachwyceni – zawias jest sprężysty i bardzo komfortowy – świetnie neutralizuje wszelkie nierówności na drodze. Co ważne, zawieszenie pracuje cicho, a nawet na większych wybojach nie czuć dyskomfortu w postaci utraty panowania nad autem.  

Citroen nadał stawia na osobliwe sterowanie głośnością systemu audio przyciskami ukrytymi za kołem kierownicy, czego osobiście nie lubię. Minusem są także płytkie kieszenie w drzwiach i dość skromna liczba praktycznych schowków, z czego zazwyczaj słynie francuska marka. Na brak podłokietnika spuszczę zasłonę milczenia…

Brak systemu nawigacji w testowym egzemplarzu nie był problemem, bo sprawnie działający Apple Car Play i Android Auto są standardem, a multimedia dobrze komunikują się ze smartfonem. Sam główny ekran jest czytelny, ale dość opornie reaguje na dotyk. Czasami trzeba dwa razy nacisnąć, aby dana funkcja zadziałała. Bagażnik nie zbyt obszerny, ale raczej typowy dla auta tego segmentu (300 l pojemności).

A jakość?

To co mnie rozczarowało to nawet nie fakt, że wnętrze C3 jest zbyt plastikowe, bo spasowanie poszczególnych elementów jest przyzwoite, więc nie ma mowy o niepożądanych efektach akustycznych. Niestety skrzynia biegów posiada zaledwie 5 biegów, co mocno rozczarowuje. W trasie przy prędkości 130 km/h wskazówka obrotomierza wskazuje niemal 4 tys. obr/min. I choć nie jest przesadnie głośno, to sam silnik, który posiada 3 cylindry, jest warkotliwy i generuje niemiły dla ucha dźwięk. 

Skoro mowa o silniku – to udana znana jednostka 1.2 PureTech, w której moc 82 KM szału nie robi. Owszem, w mieście deficytów mocy nie odczuwa się zbytnio, ale w trasie przydałoby się jej nieco więcej. To zdecydowanie propozycja dla spokojnego kierowcy, któremu nie spieszy się zbytnio, a ponad wrażenia z wciskania pleców w fotel liczy się dla niego komfort jazdy.  

Na trasie z Warszawy do Katowic, przy prędkości  ok. 130 km/h średnie spalanie wyniosło 6,8l/100 km. Dramatu nie ma, ale … w mieście bardzo wiele zależy od stylu jazdy. Jeżeli jeździmy płynnie i spokojnie, to wynik oscyluje w graniach 7,2-7,5l/100 km. Niestety częściej jest to ponad  8l/100 km, gdy tylko w umiarkowany sposób korzystamy z dynamiki. Jak na tak mały silnik, to dość sporo.

Citroen C3 Elle

to auto na pewno nie tuzinkowe, wyróżniające się swoim wyglądem (lubię nawet te boczne AirBump-y). Cena nie przekraczająca 60 tys. zł to całkiem atrakcyjna propozycja dla indywidualisty pragnącego wyróżnić się na ulicy. Ponieważ Citroen zapowiedział już liftingową wersję C3, która niebawem pojawi się w salonach, warto zainteresować się schodzącym modelem, bo można liczyć na spore rabaty.   

tekst i zdjęcia: Rafał Pazura

Tagi: , , , ,