Citroën C5 Aircross BlueHDi 180 EAT8 Shine – TEST

avatar
Aleksander Pławski
10 listopada 2019

Od dawna jak mantrę powtarzam jedno – nigdy nie kupiłbym SUV-a z napędem tylko na jedną oś. Po prostu nie ma to dla mnie sensu. Dlaczego? Nie raz i nie dwa rozpisywałem się szerzej na ten temat, więc darujmy sobie kolejny nudny wykład. Myślę, że i tak dla większości z Was jest to jasne. W tej chwili natomiast ważniejsze jest coś innego – bo jak to mówią mądrzy ludzie – „Nigdy nie mów nigdy”. I oto Citroen C5 Aircross sprawił, że moje „nigdy” zmieniło się na „a może jednak?” Ale po kolei…

 

Nazwa C5 przywodzi mi na myśl głównie dwie rzeczy – ponadprzeciętny komfort podróży oraz nie najlepsze prowadzenie. A to dlatego, że przez 5 lat byłem właścicielem Citroena C5 pierwszej, choć już poliftingowej generacji. I jak na swoje czasy było to moim zdaniem bardzo ładne, przestronne i porządnie wykonane auto. Jednak do dziś pamiętam, jaki popłoch wywołałem w rodzinie, kiedy ogłosiłem, że kupuję nie dość, że francuski, to jeszcze wyposażony w hydropneumatyczne zawieszenie samochód. Na szczęście to owiane złą sławą zawieszenie okazało się być świetne i kompletnie bezobsługowe, zaś samą „cepiątkę” wspominam bardzo dobrze po dziś dzień. No, może oprócz wspomnianego prowadzenia. Bo było w nim tyle przyjemności, co alkoholu w szampanie Piccolo.

Dopiero druga, kompletnie inna generacja tego samochodu sprawiła, że również kierowca miał prawo do przyjemności. W mojej opinii było to (i jest nadal) piękne, ponadczasowe auto, ponadto do kupienia w znakomitej cenie. I prawdę mówiąc, pewnego dnia mało zabrakło, a stałbym się posiadaczem kolejnego „hydro” spod znaku szewronów. Ostatecznie stało się zupełnie inaczej, ale ta opowieść nijak ma się do dzisiejszego testu, więc zostawię ją „na kiedyś”.

No cóż, minęło parę lat i Citroen C5 powrócił do oferty francuskiego producenta. Tyle, że już nie jako limuzyna klasy D, ale jakże modne dzisiaj podwyższone i napompowane kombi, zwane SUV-em bądź (w zależności od przyjętej definicji) crossoverem. Do nazwy zaś doszło słowo Aircross. Spędziłem z tym autem okrągły tydzień. W tym czasie pokonałem ponad 600 kilometrów po różnych drogach. To wystarczyło, żebym o C5 Aircross wyrobił sobie konkretną opinię. I od razu zdradzę, że jest to opinia jak najbardziej pozytywna.

O wyglądzie testowanego auta tradycyjnie nie będę się zbytnio rozpisywał. Samochód jaki jest, każdy widzi na zdjęciach. A jeszcze lepiej obejrzeć go w rzeczywistości. Powiem tylko tyle, że mnie się C5 Aircross podoba. Szczególnie w takim kolorze (Rouge Volcano) i z opcjonalnymi, 19-calowymi czarnymi felgami.

Sylwetka jest miło, lecz nieprzesadnie obła. Do tego proporcjonalna i wyróżniająca się na drodze. Oczywiście w pozytywnym sensie. Szczególnie lubię masywny przód Aircrossa – podoba mi się sposób wkomponowania weń oryginalnych reflektorów. Jednym słowem – Citroen C5 Aircross to niezły outsider w szarym tłumie pozostałych aut. Czyli propozycja w sam raz dla kogoś, kto lubi się wyróżniać.

Równie ciekawie przedstawia się projekt wnętrza. Nudy nie ma tutaj na pewno. I znowu sporo obłości i miłych dla oka detali. Jest też wirtualny kokpit – lubię to! Szczególnie podoba mi się spłaszczona u dołu i góry kierownica, która bardzo dobrze leży w dłoniach. Ładny i oryginalny jest również wybierak biegów „automatu”. Cieszy duża ilość różnych schowków oraz wygodne przednie fotele. Chociaż powiedzieć o nich „wygodne” to tak, jakby nie powiedzieć nic. Ok, może i brakuje im porządnego trzymania bocznego, ale są duże, przewygodne, oraz w testowanej wersji wyposażone w funkcję masażu. I to nie byle jakiego! Citroen C5 wymasuje Ci z gracją całe plecy i to Ty wybierzesz rodzaj i intensywność tego masażu. Jak dla mnie rewelacja. I – uwaga! – taki sam masaż ma fotel pasażera!

Jeżeli chodzi o tylną kanapę, to w C5 Aircross jej nie ma… Nie znaczy to oczywiście, że z tyłu nie ma gdzie usiąść. Po prostu zamiast tradycyjnej kanapy zastosowano tutaj trzy niezależnie regulowane fotele. Z jednej strony to miło, że każdy z pasażerów ma swoje własne miejsce i dzięki temu ten podróżujący w środku nie musi męczyć się na wąskim, oszukanym kawałku kanapy. Z drugiej strony jednak takie rozwiązanie po pierwsze wyklucza zastosowanie podłokietnika, a po drugie ogranicza szerokość odrębnych foteli. Sam nie miałem niestety okazji do dłuższej przejażdżki z tyłu, więc nie mogę wypowiedzieć się obiektywnie w tej materii. Jednak ci, którzy jeździli, twierdzili, że jest tam całkiem wygodnie. Aczkolwiek w kwestii miejsca na nogi i nad głowami (wersja z panoramicznym dachem) szału nie ma. Reasumując  – pod tym względem- mogło być nieco lepiej.

Bagażnik testowanego auta legitymuje się 580 litrami pojemności i ma dość regularne kształty oraz podwójną podłogę. Po złożeniu oparć foteli z tyłu możliwości przewozowe rosną do 1630 litrów. Widać więc, że w obydwu opcjach C5 Aircross sprawdzi się jako auto rodzinne.

Wypady poza miasto, czy na dalsze wakacje nie powinny stanowić problemu. A skoro już jesteśmy przy temacie dłuższych podróży, muszę przyznać, że testowane auto nadaje się do nich wprost wyśmienicie. Poza wspomnianymi już wcześniej, bardzo wygodnymi fotelami, samochód jest świetnie odizolowany od odgłosów świata zewnętrznego i nie czuć w nim prawie prędkości. Jedynie wyciszenie komory silnika mogłoby być tutaj ciut lepsze. Odgłosy pracy wysokoprężnej jednostki napędowej nie są co prawda szczególnie głośne czy irytujące, bo kultura pracy stoi tu na bardzo wysokim poziomie. Jednak przy ogólnej ciszy dookoła, chciałoby się jeszcze lepszej izolacji od odgłosów płynących z komory silnika.

Satysfakcjonująco za to został we francuskim SUV-ie zestrojony układ kierowniczy. Oczywiście kierowcy oczekujący sportowych wrażeń będą zawiedzeni, ale jestem przekonany, że ogromnej większości osób (ja też się do nich zaliczam) tak dobrana siła wspomagania i szybkość reakcji na ruchy kierownicą będzie pasowała.

Kierowca w każdej sytuacji dostaje wystarczającą informację zwrotną o tym, co dzieje się na styku przednich kół w nawierzchnią. Czy to podczas szybszej jazdy autostradą, czy w czasie manewrowania na parkingu – kręcenie kierownicą Aircrossa jest przyjemne.

Bardzo miło pracuje również duet silnik – skrzynia biegów. W czasach mody na downsizing i wszechobecnego, kompletnie dla mnie niezrozumiałego hejtu na diesle, obecność dwulitrowej, kulturalnej jednostki wysokoprężnej pod maską cieszy. I to bardzo. Tym bardziej, że 177 koni mechanicznych i aż 400 Niutonometrów momentu obrotowego dostępnego od 2.000 obr./min. pozwala na poruszanie się C5 Aircrossem bardzo sprawnie.

Na sportowe osiągi nie ma co liczyć, ale nie taka jest przecież idea tego samochodu. 211 km/h prędkości maksymalnej oraz 8,6 sekundy do pierwszej „setki” to naprawdę wystarczające osiągi jak na sporego SUV-a. Szczególnie ujęła mnie absolutnie bezproblemowa, gładka współpraca silnika z 8-stopniowym „automatem”. Przez cały test ani razu nie zdarzyła się sytuacja, w której skrzynia pomyliłaby się z doborem przełożenia czy wywołała jakieś szarpnięcie. Praca tego duetu, choć nie sportowa, naprawdę zasługuje na słowa uznania.

 Humor poprawia również wizyta na stacji benzynowej. Oczywiście realne spalanie, szczególnie przy dynamicznym sposobie jazdy, nie ma wiele wspólnego z tym, co „na papierze” obiecuje producent. Mimo wszystko śmiem twierdzić, że średnie spalanie z całego testu na poziomie 8 litrów na 100 kilometrów, to w przypadku niemałego samochodu o podwyższonym nadwoziu, wynik naprawdę przyzwoity. 

Pozytywnego obrazu podróżowania C5 Aircrossem dopełnia rewelacyjne jak na mój gust zawieszenie. Ku rozpaczy fanów „hydro”, Citroen jakiś czas temu kompletnie wycofał się ze stosowania tego rozwiązania w swoich samochodach.

Zamiast tego, zastosował zupełnie nowe rozwiązanie w postaci Progressive Hydraulic Cushions™. W skrócie oznacza to, że zamiast mimo wszystko dość skomplikowanej hydropneumatyki, w samochodzie znalazły się dużo prostsze w konstrukcji, czysto mechaniczne progresywne ograniczniki hydrauliczne, które pracują w fazach sprężania i rozprężania.

Cytując za materiałami producenta „Przy znacznym sprężaniu i rozprężaniu ograniczniki spowalniają ruch, unikając gwałtownego szarpnięcia i dobicia przy skrajnym skoku zawieszenia”. Natomiast „Przy lekkim sprężaniu i rozprężaniu ograniczniki umożliwiają wiżkszy skok zawieszenia, co wywołuje efekt „latającego dywanu” i znacznie skuteczniej absorbuje drgania wywołane nierównościami drogi.”

A co to oznacza w praktyce? Nie boję się powiedzieć, że ponadprzeciętny komfort podróży w każdych warunkach drogowych. Czy to równy, czy dziurawy asfalt, czy też leśne dukty, C5 Aircross zawsze cicho i skutecznie rozprawia się z nierównościami nawierzchni. I oczywiście podczas dynamicznej jazdy niemałe nadwozie ma skłonności do bujania się czy nurkowania, ale po pierwsze – nie jest to nic strasznego. Po drugie – naprawdę można to pokochać. O matko jedyna, jakie to auto jest komfortowe! Może podczas pierwszych minut jazdy C5 Aircross nie robi takiego wrażenia, ale kolejne kilometry pokonane po różnych drogach pokazują, że mamy tu jednak do czynienia z czymś ponadprzeciętnym.

Testowane auto jest grzeczne w charakterze i raczej nie skłania do dynamicznej jazdy, ale potrafi sprawić, że kierowca zacznie uwielbiać spokojniejszą, płynną jazdę. C5 Aircross działa jak terapeuta po długim, nerwowym i ciężkim dniu w pracy. Szczerze mówiąc nawet po dłużej trasie nie chciało mi się z niego wysiadać.

 

Odbierając Citroena do testu ze świadomością, że ma tylko przedni napęd, nie obiecywałem sobie po nim zbyt wiele. Okazało się jednak, że mimo potężnego momentu obrotowego, nawet na mokrej nawierzchni C5 Aircross nie miał żadnego problemu z szybkim włączeniem się do ruchu.

Jak na dość ciężką, podniesioną (23 cm prześwitu) przednionapędówkę, trakcja była wręcz rewelacyjna. A testowany egzemplarz nie był przecież wyposażony w system Grip Control, polepszający przyczepność auta na nawierzchni o gorszej przyczepności. 

Moja „cepiątka” była topową wersją wyposażenia Shine, z dodatkowymi pakietami. Lista wyposażenia jest długa i więcej niż wystarczająca. Z ciekawszych dodatków można wymienić m.in. reflektory przednie Full LED, przednie fotele z masażem, elektrycznie sterowaną pokrywę bagażnika, otwierany dach panoramiczny czy adaptacyjny tempomat.

Ale to wszystko czasami nic nie znaczy, bo bywa i tak, że nawet bardzo drogi samochód, wyposażony we wszystko, co tylko się da i teoretycznie bez wad, nie ma w sobie „tego czegoś”. Po tygodniowym teście z całą pewnością stwierdzam, że C5 Aircross jest samochodem, który zdecydowanie „to coś” w sobie ma.

I choć oczywiście nie jest autem kompletnie pozbawionym wad (takie po prostu nie istnieją), to jak ma w zwyczaju mawiać jedyny polski juror w konkursie WCOTY – Maciej „Pertyn” Pertyński, „Jest mi w tym aucie po prostu dobrze”.

Podsumowując więc krótko tę tygodniową przygodę muszę przyznać, że Citroen C5 Aircross, mimo napędu tylko na przód, zdecydowanie skradł moje serce. A znając pozostałe jednostki napędowe, które są do wyboru, śmiem twierdzić, że nie trzeba wydawać majątku na topowego diesla, żeby mieć frajdę z jazdy. Jestem przekonany, że wielokrotnie nagradzany, 130-konny benzynowy Pure Tech z manualną skrzynią biegów również da sobie tutaj radę. Choć oczywiście polecałbym go raczej spokojnym kierowcom.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , ,