Citroën Grand C4 SpaceTourer 2.0 BlueHDi 160 Shine – TEST

avatar
Aleksander Pławski
07 lipca 2019

W czasach wszechobecnej mody na SUV-y wydawać by się mogło, że nikt już nie produkuje atrakcyjnych minivanów. Francuska marka udowadnia, że wcale tak nie jest. Zapraszam na fotel Citroena Grand C4 SpaceTourer w wersji 7-osobowej.

Najbogatsza, doposażona „pod korek” wersja SHINE, najmocniejszy dostępny Diesel pod maską i nowoczesny, 8-biegowy automat. Do tego ciekawy i atrakcyjny dla oka wygląd teoretycznie nudnego przecież auta rodzinnego. Ciekawi moich wrażeń? Już opowiadam!

Zacznijmy od tego, że aby w dzisiejszych czasach zamiast modnego SUV-a kupić minivana, trzeba mieć niezłe cojones. No bo co ludzie powiedzą? Jak będę się czuł parkując w garażu obok sąsiada, który powozi Qashqai’em, a obok niego stoi nowiutka Toyota RAV4 sąsiadki? Nieważne, że obydwa auta to wersje z napędem tylko na przednią oś i żadne z nich nie pomieści więcej niż 5 osób. Przecież nie to jest dla nich (sąsiadów) ważne. A przynajmniej nie ważniejsze od bycia trendy!

Załóżmy jednak, że Ty, ojciec dwójki dzieci z planami na może jeszcze jedno, nie masz potrzeby przypodobania się innym, lub po prostu nie przepadasz za SUV-ami. Tak, wiem, naprawdę trudno w to uwierzyć, ale na szczęście tacy ludzie wciąż istnieją. Twoje potrzeby są więc konkretne – chciałbyś jeździć samochodem, który bez żadnego problemu pomieści Twoją rodzinę wraz z bagażami i umożliwi komfortową podróż na dalsze lub bliższe wakacje. W razie potrzeby zabierze w plener także rodziców – Twoich lub Twojej żony. Nie chciałbyś przy tym rezygnować ani z atrakcyjnego wyglądu auta, ani z przyjemności jego prowadzenia. Zależy Ci również na bezpieczeństwie i komforcie. Wszystko się zgadza? Jeśli tak, to mam dla Ciebie dobrą wiadomość – testowany Citroen może okazać się autem, którego szukasz!

Zacznijmy od tego, że już zajęcie miejsca za jego kierownicą wzbudza pozytywne odczucia. Fotel jest wygodny, łatwo przyjąć optymalną pozycję do jazdy. Materiały użyte do wykończenia przedziału pasażerskiego są zaskakująco dobrej, jak na tę klasę auta, jakości. Ich montaż i spasowanie również nie budzą żadnych zastrzeżeń. Ogromna, opcjonalna przednia szyba oraz panoramiczny dach sprawiają, że w kabinie Citroena nawet w mocno pochmurne dni nie powinno zabraknąć naturalnego światła. Dzieci na pewno będą zachwycone podróżowaniem „akwarium”, które pozwala na swobodną obserwację otaczającego je świata.

Co ważne, Citroen Grand C4 SpaceTourer jest zaskakująco przestronny w środku, a mnogość schowków i zastosowanie takich sprytnych rozwiązań, jak np. możliwość demontażu podłokietnika ze schowkiem, sprawia, że od razu nabieramy do tego samochodu sympatii i zaufania. Co prawda nigdy nie ukrywałem, że nie jestem fanem umieszczania wskaźników na środku rozdzielczej zamiast naprzeciw oczu kierowcy, ale w tym samochodzie wyjątkowo mi to nie przeszkadza. Po prostu pasuje do całego projektu. Cieszy również fakt, że zarówno większy jak i mniejszy ekran – legitymują się dobrym kontrastem i ostrością.

Obsługa multimediów, komputera pokładowego czy nawigacji nie jest zbyt skomplikowana i szybko można się jej nauczyć bez potrzeby studiowania obszernej instrukcji. Tak naprawdę jedyna rzecz, która czasami mnie irytuje, to zarządzanie ustawieniami klimatyzacji za pomocą ekranu dotykowego. Wiadomo – zastosowanie fizycznych przycisków i pokręteł zawsze będzie lepsze i szybsze w obsłudze, niż klikanie w odpowiednie opcje ekranu LCD. Obawiam się jednak, że powoli trzeba się już do tego przyzwyczajać. Niektórzy nazywają to postępem.

Biorąc do testu rodzinnego Citroena teoretycznie wiedziałem, czego mogę się po nim spodziewać w kwestii wrażeń z jazdy. No bo wiadomo – „Francuz”. Czyli będzie miękko i nijako a osiągi będą pewnie zaledwie wystarczające. Tyle w teorii i kwestii stereotypów. Na szczęście w tym wypadku teoria bardzo rozminęła się z praktyką. Na szczęście – ponieważ jazda Grand C4 w takim wydaniu okazała się wyjątkowo przyjemna.

Po pierwsze – układ kierowniczy. Absolutnie niemający nic wspólnego z przysłowiowym francuskim „budyniem”. Zdecydowanie bliżej mu do stereotypowego niemieckiego – jędrnego, stawiającego miły opór przy większych prędkościach i komunikatywnego. W połączeniu z komfortowym, ale również zdecydowanie nie „kanapowym” zawieszeniem, układ kierowniczy zdał egzamin celująco.

Przy niskich prędkościach był lekki i przyjemny, umożliwiający szybkie i sprawne manewry na parkingu czy w ciasnych uliczkach. W trasie natomiast zdecydowanie pomagał kierowcy odpowiednią „sztywnością” i niezwłocznym przekazywaniem rozkazów na przednią oś. Dzięki bardzo udanemu zestrojeniu zawieszenia Citroen prowadził się bardzo dobrze i był na drodze przewidywalny w niemal każdej sytuacji. Nawet większe wyboje nie były w stanie wyprowadzić go z równowagi przy pokonywaniu zakrętów. Daje to kierowcy duże poczucie bezpieczeństwa. Coś nie do przecenienia, szczególnie w aucie rodzinnym.

2-litrowy, 163-konny silnik wysokoprężny okazał się być idealnym sercem do napędu tego niemałego przecież minivana. Cyfry mówią same za siebie – równe 400 Niutonometrów maksymalnego momentu obrotowego, dostępnego już przy 2000 obrotów to nie przelewki. Do tego wystarczająco szybki, 8-stopniowy „automat” i okazuje się, że nawet wymagającym kierowcom nie trzeba nic więcej. I mimo tego, że według danych katalogowych przyspieszenie do pierwszej setki zajmuje Citroenowi 10,3 sekundy, to wrażenia z jazdy są znacznie lepsze.

Auto jest bardzo elastyczne i dynamiczne. Muszę przyznać, że choć nie jeździłem z kompletem pasażerów na pokładzie, to jazda w 4 osoby pokazała, że jednostka napędowa ma jeszcze wystarczający zapas mocy na sprawny transport nawet siódemki pasażerów. Oczywiście w takiej opcji na bagaże zostaje minimalna ilość miejsca, ale zakładam, że nikt nie będzie traktował testowanego C4 jako pełnowymiarowego „autobusu”. Te 2 dodatkowe rozkładane fotele traktowałbym bardziej jako dodatek na krótsze podróże. Za to przy 5 osobach na pokładzie bagażu zabierzemy naprawdę całkiem sporo – 643 litry.

Testowanym autem przejechałem około 500 kilometrów po drogach różnego typu. Można przyjąć, że stosunek jazdy po mieście do typowej trasy wyniósł 50/50. Warto tutaj dodać, że nawet podczas jazdy po wybojach ani z kabiny ani z zawieszenia C4 do moich uszu nie dochodziły żadne niepokojące dźwięki. Ponadto, pomimo dość dynamicznego stylu jazdy, średnie spalanie z całego testu należy uznać za zadowalające. Wynik 7,8 l/100 km to naprawdę dobry rezultat.

Koszty. Aktualnie cennik C4 SpaceTourera w wersji Grand otwiera wersja FEEL z 1.2-litrowym, doładowanym, benzynowym silnikiem PureTech o mocy 130 koni mechanicznych za 83.740 złotych. Testowana, najbogatsza wersja SHINE w połączeniu z najmocniejszym, 163-konnym Dieslem pod maską to wydatek minimum 128.290 złotych.

Jak to zwykle bywa, egzemplarz z parku prasowego został doposażony w co tylko się dało i jego cena końcowa oscyluje wokół 140 tysięcy złotych. Czy to dużo czy mało? Obiektywnie rzecz biorąc – nie jest to przesadzona cena jak na to, co Citroen nam oferuje. Pomijając świetny układ napędowy i jezdny, a co za tym idzie – przyjemność z prowadzenia – wyposażenie testowanego egzemplarza jest naprawdę bogate. Poza dość oczywistym kompletem poduszek powietrznych i systemów bezpieczeństwa, do naszej dyspozycji jest wiele dodatków z zakresu komfortu. Na pokładzie znajdziemy m.in. takie elementy wyposażenia jak zdalny dostęp i bezkluczykowe uruchamianie pojazdu, pełną „elektrykę” szyb i lusterek zewnętrznych, światła dzienne w technologii LED, automatyczną, dwustrefową klimatyzację czy skórzaną tapicerkę. Lista wyposażenia jest naprawdę długa – nie sposób wymienić tu wszystkiego.

Czy zatem Citroen Grand C4 SpaceTourer jest samochodem wartym zakupu? Jeśli tylko jesteś „suvoodporny” i nie potrzebujesz napędu 4×4 ani zwiększonego prześwitu, a priorytetem jest dla Ciebie auto prawdziwie rodzinne, koniecznie wybierz się na jazdę próbną do najbliższego salonu Citroena. Może się okazać, że wyjedziesz z niego swoim nowym „Grandem”.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , , , , , ,