Ford Grand Tourneo Connect 1.5 EcoBlue 120 KM TITANIUM – TEST

avatar
Aleksander Pławski
02 września 2019

W czasach nieustającej popularności wszelkiego rodzaju SUV-ów i crossoverów, rodzinne kombivany nie mają łatwego życia. Nie znaczy to jednak, że do niczego się nie nadają! Testowany Ford Grand Tourneo Connect jest na to żywym dowodem. Zapraszam na fotel.

Nie będę ukrywał, że kiedy dowiedziałem się, że dane mi będzie przetestować ten model Forda, bardzo się ucieszyłem. Zawsze tak mam w przypadku testów niestandardowych aut. A Grand Tourneo Connect jest dla mnie właśnie takim samochodem. Ani to zwykła osobówka, ani SUV, ani typowy dostawczak. Rzekłbym – interesujący dziwoląg. Tym bardziej intrygujący, bo występujący tutaj w dłuższej wersji Grand, z siedmioma miejscami w środku.

Bohater tego testu z zewnątrz prezentuje się całkiem dobrze. Mimo sporych rozmiarów i nieco kanciastego tyłu, auto ma swój urok i jest na swój sposób zgrabne. Pasuje do niego nawet ten „niebieściutki”, metaliczny kolor Chrome Blue. Koła oczywiście mogłyby być nieco większe, ale umówmy się – to nie bulwarowy szpaner, tylko czysty praktyk, którego głównym zadaniem będzie zapewne wożenie całej rodziny wraz z bagażami w krótsze i dalsze trasy. I trzeba przyznać, że do takiego zadania testowany Ford nadaje się całkiem dobrze. A skąd to „całkiem” przed „dobrze”? Ano już tłumaczę…

Zacznijmy od tego, że testowanego Grand Connect’a możemy kupić albo z półtoralitrowym dieslem o mocy 100 KM, albo z… półtoralitrowym dieslem legitymującym się mocą o 20 koni większą. Nie wiem, jak jeździ słabsza odmiana, ponieważ do testu trafiła ta mocniejsza jednostka napędowa, lecz jedno wiem na pewno – 120 koni mechanicznych to absolutne minimum do tego auta. Szczególnie, jeśli chcemy nim wozić, zresztą zgodnie z przeznaczeniem, więcej pasażerów, niż tylko własną osobę.

Otóż testowany samochód w takiej konfiguracji, czyli wyposażony również w automatyczną, hydrokinetyczną skrzynię 8-biegową, na osiągnięcie pierwszej setki potrzebuje aż 12,9 sekundy. Tak, wiem – i już to słyszę – jak komentujecie „Czego on się czepia, przecież to nie wyścigówka?”

To prawda, jednak powiedzcie teraz szczerze – czy w samochodzie, którym będziecie wozili głównie swoich najbliższych – nie będzie Wam zależało na sprawnym wyprzedzaniu? No właśnie…

Bo o ile w przypadku jazdy w jedną lub dwie osoby, dynamika testowanego auta jest całkiem znośna (przynajmniej do 110 – 120 km/h), to załadowanie go 7-ką osób i dołożenie nawet skromnego bagażu (przy wykorzystaniu wszystkich siedzeń dużo i tak już nie wejdzie) spowoduje, że w trasie nie będzie różowo.

A skoro już narzekam, to od razu wspomnę o kolejnej rzeczy. Chodzi mianowicie o sposób pracy automatycznej, hydrokinetycznej skrzyni biegów.

Ok, jest nowoczesna, 8-biegowa i generalnie taki zestaw – „diesel + automat” powinien w rodzinnym aucie sprawdzić się idealnie. Nie powiem, że nie sprawdza się wcale, bo tak nie jest. Do ideału jednak trochę mu brakuje. Po prostu nowy fordowski „automat” czasami nieco się gubi i nie jest zdecydowany, na którym biegu powinien w danej chwili jechać. Czuć to głównie przy niedużych prędkościach w mieście. W trasie jest zupełnie w porządku. Znając życie, jest to pewnie tylko kwestia poprawy oprogramowania. Jednak póki co – w niektórych sytuacjach drogowych można mieć do pracy tej skrzyni lekkie zastrzeżenia.

OK, skoro ponarzekałem, to przejdę teraz do zalet testowanego auta. A tych jest, na szczęście, o wiele więcej niż wad!

Po pierwsze – przestrzeń, którą oferuje Grand Tourneo Connect jest nie do przecenienia. I wcale tego nie widać z zewnątrz. Więc jeśli tylko macie zamiar zabrać na krótsze, czy dłuższe wakacje swoje pociechy plus tak zwane „pół domu niezbędnych klamotów” – tym Fordem powinniście dać radę.

Przy opcji dwójki dorosłych plus dwójki dzieci, w bagażniku pozostanie jeszcze naprawdę mnóstwo miejsca na bagaż. Schowków i zakamarków Ci tutaj również dostatek. Duże, przesuwane drzwi, które zamontowano po obu stronach samochodu, bardzo ułatwiają wsiadanie, bo otwierają się bardzo szeroko. Przydadzą się również w sytuacji, w której będziecie potrzebowali zrobić z Forda ciężarówkę i załadować do środka np. jakieś szafki, czy duże AGD. Grand Connect nie boi się takich sytuacji. Jest wręcz do nich stworzony.

Po drugie – prowadzenie. Po aucie „pochodzenia dostawczego” i o takich gabarytach zazwyczaj nie oczekuje się wiele. Jednak Ford – dla mnie od lat lider, jeśli chodzi o  właściwości jezdne większości swoich modeli – w tym punkcie nie zawiódł. Grand Tourneo prowadzi się jak mniejsze, krótsze auto (a ma ponad 4,8 metra długości!). Ze względu chociażby na wysokość „Granda”, nie jest to oczywiście prowadzenie godne Focusa, ale jeśli się głębiej nad tym zastanowić – nie bardzo jest się tutaj do czego przyczepić.

Samochód prowadzi się pewnie, miękko i przyjemnie. Miękko – bo jego zawieszenie zostało zestrojone mało po „fordowsku” – zamiast sportowej sprężystości, mamy tutaj niemalże „francuską kanapowatość”. Sęk w tym, że w testowanym aucie to wcale nie przeszkadza. Ba, nawet pasuje! A najważniejsze, że mimo ewidentnego nastawienia na komfort, samochód nawet przy bardziej dynamicznej jeździe prowadzi się pewnie i przewidywalnie.

Układ kierowniczy nie jest może tak czuły, jak bym tego chciał, ale powiedzieć o nim „poprawny” to zdecydowanie za mało. Siła wspomagania jest dobrana bardzo dobrze, więc Ford nie nastręcza trudności ani w jeździe miejskiej, ani autostradowej. Warto tutaj dodać, że nawet przy prędkościach rzędu 140 km/h Grand Tourneo Connect, mimo sporej karoserii i pudełkowatego kształtu podatnego na boczne podmuchy wiatru, wciąż pozostaje bardzo stabilny, bez tendencji do myszkowania po jezdni. Szybciej w sumie nie ma sensu nim jeździć. Raz, że we wnętrzu robi się już dość głośno, a dwa – szybko wtedy rośnie zużycie paliwa. Ale o spalaniu za chwilę…

Po trzecie – widoczność. Dzięki takim a nie innym kształtom i dużej powierzchni szyb, Ford zapewnia bardzo dobre pole widzenia praktycznie w każdym kierunku. Oczywiście ze zrozumiałych względów podczas jazdy do tyłu bardzo przydatnym dodatkiem będzie kamera cofania, ale ogólnie jazda tym „akwarium” pozwala na obserwację wszystkiego dookoła. A to zawsze przekłada się na większe bezpieczeństwo jazdy.

Podróżujący na tylnych siedzeniach docenią również duży, panoramiczny dach z elektrycznie sterowaną żaluzją, w który wyposażone było testowane auto. Cieszy również bogate wyposażenie. Na pokładzie Forda w najbogatszej, do tego jeszcze doposażonej wersji Titanium, znalazły się m.in światła Xenonowe plus LED-y do jazdy dziennej, automatyczne reflektory i wycieraczki z czujnikiem deszczu, pełna elektryka szyb i lusterek zewnętrznych, a także automatyczna, dwustrefowa klimatyzacja, czy bezkluczykowy dostęp.

Mamy tutaj również automatycznie ściemniające się lusterko wsteczne, bezprzewodową ładowarkę do telefonu, Adaptive Cruise Control – inteligentny tempomat, czy system rozpoznawania znaków drogowych. O takich oczywistościach jak komplet poduszek powietrznych czy systemów bezpieczeństwa już nie wspominam. 

Koszty

Podstawowa wersja Forda Tourneo Connect (bez przedrostka Grand) kosztuje od 93.849 zł. Testowany Grand z siedmioma miejscami i 120-konnym dieslem pod maską to wydatek co najmniej 112.607 zł. Mój egzemplarz, w najwyższej wersji Titanium i po doposażeniu kosztuje około 125.000 złotych. 

Patrząc obiektywnie na to, co to auto ma nam do zaoferowania, nie jest to jakaś wygórowana cena. Zanim zaczniemy narzekać, powinniśmy sobie uświadomić, że za te pieniądze dostajemy kawał bardzo przestronnego auta, którym możemy przewieźć 7 osób, lub w razie potrzeby załatwić nim przeprowadzkę, a podróżując we czwórkę zabrać ze sobą jeszcze bardzo poważną ilość bagażu. Wyposażenie jest przy tym więcej niż zadowalające.

Spalanie? Średnie z całego testu ukształtowało się na poziomie 8,3 litra na 100km. To bardzo przyzwoity wynik. Przy lżejszej nodze na pewno jeszcze do obniżenia, o ile nie planujemy szybkiej jazdy autostradowej – ta na pewno znacznie podwyższy ostateczny wynik.

Powiedziałem o przestronności i bogatym wyposażeniu, ale nie wspomniałem o jakości materiałów użytych do wykończenia przedziału pasażerskiego. Otóż mam złą wiadomość dla miłośników miękkich tworzyw – w kabinie testowanego Forda prsktycznie ich nie uświadczycie. Dobra wiadomość czeka natomiast dla tych, którzy największą wagę przykładają do jakości montażu i dokładnego spasowania elementów ze sobą. Nie będziecie zawiedzeni! Wszystko w kabinie zmontowane jest tak, jak trzeba. I nawet jazda po dużych nierównościach nie generuje żadnych skrzypień, stuków czy pojękiwań wnętrza. Z zawieszenia zresztą też nie dochodzą do nas żadne niepokojące odgłosy.

Podsumowując – testowany Ford Grand Torneo Connect to na pewno samochód nie dla wszystkich. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy moda na SUV-y i crossovery jest chyba w fazie kulminacji.

Jestem jednak pewniem, że znajdą się odważni, którzy za nic maja obecne trendy. I to oni zechcą posiąść „Granda”, uznając go za najbardziej dla nich praktyczne auto. I pewnie będą bardzo zadowoleni. Szkoda tylko, że w ofercie brakuje mocniejszego diesla, a skrzynia potrafi być niezdecydowana. Poza tym Ford Grand Tourneo Connect to bardzo dobre i ciekawe auto na naszym rynku. 

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , , , ,