Ford Ka+ TREND Plus 1.2Ti-VCT 85KM – TEST

avatar
Aleksander Pławski
13 sierpnia 2019

Jakie cechy powinno posiadać idealne miejskie auto? Takie, które oprócz zalet typowego mieszczucha, mogłoby choć po części spełniać się również w roli samochodu rodzinnego? Czy testowany Ford Ka+ sprawdzi się w takiej roli? Sprawdziłem, wnioski poniżej.

Zacznijmy od tego, że Ford Ka+ to zupełnie inna bajka, niż jego poprzednik, czyli Ka „bez plusa”. Największa widoczna różnica to dodatkowa para drzwi i generalnie większe gabaryty. I mimo, że poprzednik był udanym autem miejskim, to zabranie na pokład ilości pasażerów większej niż dwoje, zdecydowanie nie było jego domeną. Co innego w przypadku Ka+, gdzie na ilość miejsca nie będą narzekać ani podróżujący z przodu, ani z tyłu. Naprawdę – tym samochodem w godnych warunkach pojadą spokojnie cztery dorosłe osoby normalnego wzrostu. I nawet ci podróżujący na kanapie nie będą utyskiwać na zbyt małą przestrzeń na kolana czy nad głową. Czyli pierwszy + dla Ka+.

Przyjmijmy zatem, że nasz testowany samochód spełnia jedno z podstawowych założeń „miejsko-uniwersalnego” ideału.

Co dalej? Wiadomo – bagażnik. Możliwość zabrania czwórki czy nawet piątki pasażerów jest ważna, ale co nam z tego, jeśli nie będą oni mogli wybrać się poza miasto z powodu braku miejsca na choćby podstawowe, „piknikowe” bagaże?

Ford Ka+ w wersji z zestawem naprawczym zamiast dojazdowego koła zapasowego, legitymuje się 270 litrami przestrzeni bagażowej. Przy budżetowym, bo przecież z takim mamy do czynienia, aucie klasy B, nie jest to wcale zły wynik. Biorąc pod uwagę, że taki samochód będzie nam służył głównie do jeżdżenia po mieście oraz niedalekich wypadów na łono natury czy gdziekolwiek indziej, ilość przestrzeni bagażowej można uznać za wystarczającą.

Jeśli jednak w trasie chcecie czuć się pewniej i zamiast zestawu naprawczego wybierzecie koło dojazdowe, pojemność bagażnika automatycznie spadnie do 257 litrów. Na szczęście 13 litrów różnicy w tym wypadku to nie jest jakiś wielki problem. Po prostu kwestia wyboru.

Pomimo relatywnie niewielkiej ceny, którą trzeba zapłacić za Forda Ka+, każdy z nas chciałby zapewne czuć się w jego kabinie dobrze i komfortowo. Nie oszukujmy się jednak – w samochodzie, którego cennik zaczyna się od 42.050 złotych za wersję TREND, 1.2 Ti-VCT 70 KM, nie znajdziemy skórzanej tapicerki i materiałów wykończeniowych określanych mianem „premium”.

Patrząc jednak obiektywnie na to, co Ford nam oferuje, nie bardzo można narzekać na ogólną jakość przedziału pasażerskiego. Jasne – materiały wykończeniowe są w ogromnej większości twarde, ale ich jakość (przynajmniej ta odczuwalna), montaż i spasowanie – stoją na bardzo przyzwoitym poziomie. Poza tym fotele są nadspodziewanie wygodne i nawet dłuższa podróż nie męczy pleców kierowcy. Szkoda tylko, że kierownica jest regulowana tylko w jednej, pionowej płaszczyźnie.

O dziwo pomimo tego mankamentu, szybko udało mi się znaleźć wygodną pozycję do prowadzenia. Kolejne plusy należy przyznać za proste, czytelne analogowe zegary i dość intuicyjną obsługę instrumentów pokładowych. Wiele osób ucieszy również spora ilość wszelakich schowków na napoje i inne drobiazgi. 

Od lat bardzo cenię Fordy za dwie rzeczy – pracę układu kierowniczego i mistrzowskie zestrojenie zawieszenia. Dlatego w testowanym Ka+ zwróciłem na to szczególną uwagę i powiem tak: jestem nieco rozczarowany. Niby to technika poprzedniego wcielenia Fiesty, więc wszystko powinno być jak zwykle perfekt, ale nie jest. Ale spokojnie – nie znaczy to wcale, że jest źle. Po prostu moje oczekiwania były chyba zbyt wysokie.

Tak naprawdę Ford Ka+ jest zawieszony bardzo komfortowo, a przy tym zachowuje się na drodze bardzo poprawnie. Poszczególne niedoskonałości nawierzchni – te mniejsze i te większe –  tłumione są skutecznie, a małym Fordem można przy tym pokonywać bezpiecznie nawet szybkie i ostre zakręty. Układ kierowniczy również zestrojono poprawnie. Zabrakło mi tutaj po prostu „fordowskiego pazura”, do którego ta marka przyzwyczaiła mnie przez lata testowania innych jej modeli. No cóż, pewnie to tylko kwestia gustu i większość kierowców nawet nie zwróci na to uwagi, bo obiektywnie rzecz biorąc, do właściwości jezdnych Ka+ nie można mieć większych zastrzeżeń.

W testowanym egzemplarzu zamontowano mocniejszą z dwóch jednostek benzynowych – 3 cylindrowy, wolnossący silnik benzynowy o pojemności 1.2 litra. Jego maksymalna moc to 85 KM przy 6300 obr./min, a moment obrotowy to 107 Nm osiągany przy 4000 obr./min.

W praktyce oznacza to, że jeśli chcesz wykrzesać z tego małego silniczka nieco życia, musisz go wysoko kręcić. Niby to nie problem, ponieważ ten silnik „lubi to”. Tylko ciężko wtedy osiągnąć średnie spalanie deklarowane przez producenta. U mnie w teście Ford Ka+ zadowolił się średnio 7,3 litra na 100 km, podczas gdy w katalogu wyraźnie stoi cyfra 5.0.

Biorąc jednak pod uwagę fakt, że większość testu odbywała się w dość gęstych warunkach miejskich a ja „deptałem kaczuchę” dość mocno, nie jest to jakiś szczególnie zły wynik. Zapewne znajdą się spokojniejsi kierowcy, którzy bez problemu uzyskają spalanie katalogowe. Oczywiście nie będzie to wtedy jazda z wykorzystaniem maksymalnego przyspieszenia do setki w 13,5 sekundy czy podróżowanie z prędkością maksymalną 169 km/h (nie nie, tak szybko nie jeździłem!).

Tak czy siak uważam, że do testowanego samochodu taka jednostka napędowa jest wystarczająca. Takich aut nie kupuje się po to, by się nimi ścigać, tylko w miarę sprawnie i komfortowo przemieścić z punktu A do punktu B. I tutaj rzeczone 85 KM powinno wystarczyć każdemu. Słabszego wariantu tego motoru, mimo, że nie miałem z nim jeszcze przyjemności, pewnie raczej bym nie polecał.

Czy zatem nowego, poliftingowego Forda KA+ można uznać za idealne, niedrogie i uniwersalne auto miejskie? 

Można go kupić za bardzo rozsądną cenę – testowana wersja TREND Plus z 85-konnym motorem kosztuje już od 47.950 złotych. W standardzie takiej specyfikacji znajdziemy takie elementy wyposażenia jak manualną klimatyzację, 4-głośnikowe audio wraz z zestawem głośnomówiącym z Bluetooth®, gniazdo USB, 6 poduszek powietrznych, ESC czy układ ułatwiający ruszanie na wzniesieniach (HSA).

Będzie też „elektryka” przednich szyb, centralny zamek sterowany pilotem, światła do jazdy dziennej, czy elektrycznie sterowane lusterka boczne. Oczywiście testowany egzemplarz doposażony jest w co tylko możliwe i jego cena oscyluje wokół zawrotnych w tym przypadku 58.000 złotych. Na szczęście nie ma obowiązku doposażania Ka+ we wszystkie dodatkowe pakiety. Moim zdaniem do samochodu tego typu spokojnie wystarczy standardowe wyposażenie wersji TREND Plus, wzbogacone tylko o kolor metaliczny.

Ford Ka+ ma naprawdę wiele zalet. Jak na swoją klasę jest bardzo przestronny, przyzwoicie wykonany i prosty w obsłudze. Do sposobu jego prowadzenia również nie można mieć większych zastrzeżeń. Jeśli nie będziemy zbyt ostro traktowali pedału gazu – na pewno odwdzięczy się niskim spalaniem. Reasumując – ideały nie istnieją, ale jeśli szukacie uniwersalnego i niedrogiego samochodu głównie do miasta – najmniejsze dziecko ze stajni Forda może być dla Was bardzo interesującą propozycją.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , ,