Nissan Qashqai 1.3 DIG-T 140 KM, Tekna+ – TEST

avatar
Aleksander Pławski
09 września 2019

Tego modelu Nissana nie trzeba nikomu przedstawiać. Qashqai to na europejskim rynku niekwestionowany bestseller. Dziś przyglądam się wersji z nowoczesną, 140-konną jednostką napędową 1.3 DiG-T pod maską.

Silnik 1.3 DiG-T występuje w dwóch wariantach mocy: 140 i 160 KM. Zastąpił on stosowane dotychczas motory 1.2 (115 KM) i 1.6 (163) KM. Testowana wersja to ta słabsza odmiana. Nie znaczy to jednak wcale, że jest cherlawa. Nie jestem fanem downsizingu, ale w tym wypadku trudno go nie polubić.

Nowy motor to bardzo nowoczesna konstrukcja, która jest wynikiem współpracy Nissana, Renault i Mercedesa. W wersji 160-konnej może być łączony z 6-biegową skrzynią manualną lub 7-stopniowym dwusprzęgłowym „automatem”. W słabszej, testowanej wersji występuje w parze tylko z „manualem”. Ale do rzeczy…

Nie będę ukrywał, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczony nowym silnikiem. Mimo niewielkiej pojemności, rzeczony motor zaskakuje elastycznością, liniowym przyrostem mocy i chęcią do wkręcania się w górne rejestry obrotomierza.

Całe szczęście, że wbrew panującym trendom, zachowano tutaj 4 cylindry. Silnik imponuje kulturą pracy i nienagannym brzmieniem. Oczywiście nie spodziewajcie się po nim basowego brzmienia R6, czy rasowej, jedwabistej barwy V6. Ta jednostka napędowa po prostu jest sobą i niczego nie udaje. Ale robi to w bardzo dobrym stylu.

Dane katalogowe mówią o przyspieszeniu do pierwszej „setki” w 10,9 sekundy i prędkości maksymalnej 193 km/h. Niby żadna to rewelacja, ale wrażenia z jazdy są o wiele lepsze. Mówię o przyspieszaniu, bo prędkości maksymalnej w polskich warunkach nie miałem gdzie przetestować. Wiem natomiast jedno – do 140 km/h testowany Qashqai przyspiesza bez większego wysiłku i zachowuje się przy tej prędkości przewidywalnie i stabilnie, a w kabinie można swobodnie rozmawiać. Reakcje na dodanie gazu są bardzo spontaniczne i generalnie prowadzenie testowanego Qashqai’a potrafi dać kierowcy dużo frajdy.

Zawieszenie japońskiego crossovera jest zestrojone bardziej komfortowo niż sportowo i na szybko pokonywanych zakrętach można odczuć lekkie kołysanie się karoserii. Nie jest to jednak nic uciążliwego ani niebezpiecznego. Lekka podsterowność jest tu dość przewidywalna i prosta do skorygowania. Tym bardziej, że na pokładzie Qashqai’a znalazły się wszystkie potrzebne systemy dbające o bezpieczeństwo jazdy. Dlatego ewentualne błędy kierowcy są szybko i sprawnie korygowane.

Przyzwoicie zestrojony jest również układ kierowniczy. Ot, taki kompromis pomiędzy zbyt ciężkim i ostrym a zbyt ospałym i nieprecyzyjnym. Mamy tu po prostu złoty środek na każde warunki, bez względu na to, czy lubimy jeździć powoli, czy raczej dynamicznie. Plus za możliwość wyboru trybu pracy układu.

Jeśli chodzi o skrzynię biegów, to praca samej dźwigni jest przyjemna. Skok drążka nie jest zbyt długi, a poszczególne przełożenia wchodzą precyzyjnie. Samo zestopniowanie skrzyni też jest dobre. Czy to w mieście, czy w trasie – nie musimy zbyt często sięgać do drążka. Czyli jest tak, jak powinno być.

Testowana wersja to topowa Tekna+, co oznacza, że wyposażenie jest więcej niż dobre. I tak na pokładzie „mojego” Qashqai’a znalazły się m.in. takie dodatki jak nowy system informacyjno-rozrywkowy NissanConnect z 7’’ ekranem dotykowym i usługami Apple CarPlay® i Android Auto®, 6 poduszek powietrznych, inteligentny asystent parkowania (IPA), inteligentny system ostrzegania o ruchu w kierunku poprzecznym czy system ostrzegania o obiektach w martwym polu.

Kolejne godne odnotowania elementy wyposażenia to system audio Premium BOSE® z 8 głośnikami, adaptacyjne reflektory przednie w technologii FULL LED z funkcją doświetlania zakrętów (AFS), bardzo wygodne jednobryłowe fotele przednie, elektrycznie regulowany fotel kierowcy z pamięcią, czy bezkluczykowy dostęp do pojazdu. O takich rzeczach jak automatyczna klimatyzacja dwustrefowa czy kolumna kierownicy z regulacją w dwóch płaszczyznach już nie wspominam.

Przedział pasażerski Nissana jest przestronny i wykonany z należytą starannością. Większość materiałów robi bardzo dobre wrażenie a montaż i spasowanie poszczególnych elementów stoi na bardzo dobrym poziomie. Najlepszym świadectwem dotyczącym jakości kabiny świadczy fakt, że do moich uszu podczas testu nigdy nie dochodziły żadne niepożądane odgłosy. Poza tym jest tu miło i przestronnie. 4 dorosłe osoby mogą z powodzeniem wybrać się Qashqai’em w dłuższą podróż i nikt nie powinien narzekać na niewygodę. Zarówno na nogi jak i nad głowami pasażerów jest wystarczająca ilość miejsca. Również bagażnik powinien się sprawdzić w roli, do jakiej został stworzony: 410 litrów pojemności (VDA) przy standardowym ułożeniu foteli, oraz 1598 litrów po złożeniu oparć kanapy to dobre wyniki w tej klasie.

Średnie spalanie według producenta (WLTP) powinno wynieść 7,0 – 7,3 l/100 km. Nie ukrywam, że nie udało mi się uzyskać takiego wyniku, ale biorąc pod uwagę, że cały czas jeździłem dość dynamicznie, to moje 9 litrów należy uznać za wynik więcej niż przyzwoity. Przy podziale trasy miasto/trasa w proporcjach 60/40 i moim sposobie jazdy, Nissan wykazał się naprawdę umiarkowanym apetytem na paliwo. 

Aktualnie cennik Qashqai’a otwiera wersja Visia z identycznym, jak w testowanym egzemplarzu, motorem pod maską, za 85.690 złotych. Testowana, najbogatsza wersja Tekna+ to wydatek od 126.990 złotych. Niby sporo, ale z takim wyposażeniem i naprawdę bardzo dobrą jednostką napędową, to bardzo interesująca propozycja na rynku kompaktowych SUV-ów.

Koledzy, którzy mieli okazję jeździć mocniejszą, 160-konną odmianą tego motoru twierdzą, że różnice w osiągach są praktycznie niezauważalne. Dlatego jeśli komuś nie zależy na niedostępnym w 140-konnej wersji „automacie” – nie ma większego sensu dopłacać 7.200 złotych za 20 koni więcej. 

Jeśli chodzi o moją opinię, to twierdzę, że Qashqai po liftingu i z nowym podstawowym sercem pod maską jest wciąż bardzo ciekawą opcją w tym segmencie aut. Osobiście miałbym z tą konfiguracją tylko jeden problem – nie można przy tym silniku (w żadnej z opcji mocy) dostać napędu 4×4. Zdaję sobie sprawę, że jestem w mniejszości, ponieważ zdecydowanej większości klientów nie zależy dziś na napędzie, tylko na wyglądzie i innych walorach praktycznych (wyższe siedzenie i nieco większy prześwit). Jednak sam wybrałbym pewnie znacznie droższego, 150-konnego diesla, bo dopiero w takim zestawieniu można cieszyć się 4×4.

Jeśli po moim teście czujesz niedosyt, zapraszam do naszych innych publikacji nt. wcześniejszych wersji Nissana Qashqai tutajtutaj i tutaj.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , , ,