Skoda Yeti 2.0 TDI Ambition – uniwersalny zwierzak (TEST)

avatar
Rafał Pazura
29 grudnia 2012

To niewątpliwie najbardziej oryginalny model Skody z aktualnie oferowanych przez czeską markę. Yeti produkowane jest od ponad trzech lat, a w przyszłym roku przejdzie gruntowną modernizację. Nadal będzie to jednak crossover, czyli auto o podwyższonym prześwicie i z opcjonalnie dostępnym napędem 4×4. Nadwozie, będące połączeniem SUV-a i kombi, zrobiło już prawdziwą karierę, dlatego każdy liczący się producent oferuje tego typu auto w swojej palecie modelowej. Przekonajmy się, co takiego oferuje Skoda Yeti, czego nie potrafi kompaktowe kombi.

W Polsce klienci wybierają najczęściej wersję z przednią osią napędową i benzynowym motorem 1.2 TSI. To optimum jeśli chodzi o cenę, osiągi i praktyczność auta. Mnie do testu trafił się egzemplarz z dwulitrowym silnikiem diesla o mocy 110 KM oraz z napędem na jedną oś. Dla tych, którym nie wystarcza tylko wyższe zawieszenie przewidziano także odmianę 4×4. Taka konfiguracja sprawdzić się może w miejscach, gdzie warunki pogodowe bywają skrajne, a w porze zimowej drogi są nierzadko słabo odśnieżone. Wtedy Yeti wyposażone w napęd 4×4 będzie nieocenionym kompanem każdego kierowcy.

Ocena wyglądu

to zawsze kwestia subiektywnych odczuć. Abstrahując od tego czy Yeti ładnym samochodem jest, czy też nie, jedno jest pewne – wyróżnia się na tle konkurencji. Przede wszystkim przód auta to oryginalnie wkomponowane, duże oraz okrągłe reflektory przeciwmgielne. Przypominają oczy „człowieka śniegu” i wręcz „wgryzają się” w obrys świateł głównych. Nie są one jednak tylko fanaberią stylistów, ale wyjątkowo praktycznym dodatkiem. W dzień część tych lamp pełni rolę świateł dziennych, a kiedy zapadnie zmrok pełnią funkcję doświetlania zakrętów. I ze swojej roli wywiązują się wzorowo, bowiem podczas skręcania kół emitują tak dużo światła, że nocna jazda po krętej drodze należy do przyjemności.

Skoda-Yeti-1

Całe nadwozie to pudełkowata, niemal geometryczna bryła z dużą ilością szyb. Wpływa to na bardzo dobrą widoczność z wnętrza auta oraz sprawia, że choć Yeti mierzy jedynie 4,22 m, to w swoim wnętrzu oferuje zaskakująco dużo przestrzeni.

Spryciarz

Aby wyczarować dużą przestrzeń w Yeti sięgnięto po sprawdzone patenty: niemal pionowa linia szyb bocznych i wysokie nadwozie. Z przodu siedzi się równie wysoko jak w każdym kompaktowym SUV-ie, a dzięki dużym powierzchnią szyb – widoczność w każdym kierunku jest bardzo dobra. Świetne wrażenie robią sportowe fotele (dopłata 1,4 tys. zł) – obszerne i dobrze wyprofilowane. Niestety zajęcie wygodnej pozycji za kierownicą nie jest łatwe. Jeśli ustawiałem fotel kierowcy w optymalnej odległości dla stóp i rąk, wówczas wieniec kierownicy przesłaniał mi część zegarów głównych. Kiedy próbowałem wyeliminować ten ostatni defekt – kierownica albo mało wygodnie znajdowała się w zbyt płaskiej pozycji, albo fotel był zbyt mocno przysunięty do przodu. Dopiero po trzech dniach testu jakimś cudem ustawiłem względnie wygodną pozycję, albo … po prostu się przyzwyczaiłem.

Za praktyczność części pasażerskiej w drugim rzędzie odpowiada system foteli VarioFlex. W czym rzecz? Otóż tylną kanapę stanowią trzy niezależne fotele, na których wygodnie uda się zasiąść trzem osobom, pod warunkiem, że nie są zbyt rozbudowane w ramionach. Fotele te można składać, pochylać czy przesuwać. W zależności od potrzeb, mamy większy bagażnik, kosztem miejsca na nogi. I odwrotnie. Ponadto środkowy fotel daje się stosunkowo łatwo zdemontować i skrajne dwa siedziska można zbliżyć ku sobie. Wrażenie przestrzeni jest wówczas zdecydowanie lepsze niż przy komplecie foteli.

Kufer Yeti dysponuje pojemnością 416 litrów i zyskuje kolejnych kilkadziesiąt, gdy przesuniemy fotele tylnego rzędu do przodu. Nie jest to rekordowy wynik, ale na potrzeby 4-osobowej rodziny bagażnik okazuje się być wystarczający. Dodatkowy plus za ilość i pomysłowość praktycznych schowków. Można w nich upchnąć naprawdę dużo drobiazgów – łącznie z 1,5-litrowymi butelkami w drzwiach.

Skoda-Yeti-2

Co do jakości wnętrza – klimat rodem z Niemiec. Wszystko logicznie i rzeczowo rozplanowane, zegary i wyświetlacz komputera pokładowego wzorowo czytelne, łatwa obsługa większości pokładowych instrumentów. Jedyny niedosyt budzi jakość wyświetlacza systemu GPS. Ten tańszy – o nazwie Amundsen – wymaga dopłaty 2,1 tys. zł, ale grafika map trąci już trochę myszką. Nie sposób jednak odmówić mu praktyczności czy dokładności – zawsze trafiałem pod wskazany adres.

Komfort nie dla każdego

Najbardziej zaskakujące jest to, że rodzinno-rekreacyjne auto resoruje i prowadzi się zupełnie inaczej niż np. francuska konkurencja. Czesi postawili na pewne właściwości jezdne, przez co Skoda nie jest specjalistą w niezauważalnym pokonywaniu wyrw w drodze. Zawieszenie jest sztywne, by jazda w zakrętach była pewna oraz przewidywalna. Ponadto przejazd przez poprzeczne nierówności nie generuje „dzwonienia” czy dobijania pod podłogą. Dźwięki są zdrowe i głuche, czyli tak jak lubię. Do tego całkiem precyzyjny, jak na auto tego typu, układ kierowniczy sprawia, że jazda dostarcza sporo pozytywnych wrażeń.

Skoda oferuje ponadto bardzo zaawansowane systemy elektroniczne, które u konkurencji są albo w droższych opcjach wyposażenia, albo nie występują w ogóle. Dla miłośników skrótów literowych mała próbka: ESP, ABS, EBV, MSR, ASR, EDS, HBA, DSR.

TDI kontra TSI

To spory dylemat, bowiem miłośnicy jednego i drugiego systemu zasilania spierają się o to zaciekle. Jeśli nie robisz rocznie minimum 30 tys. kilometrów rocznie, nie kupuj diesla. Jeśli przez większą część roku poruszasz się po zatłoczonym mieście, a auto służy ci głównie do odwożenia dziecka do przedszkola (lub szkoły) odległego od domu o 2 km – także nie kupuj diesla. Specyfika użytkowania nowych silników wysokoprężnych wyposażonych w filtr cząstek stałych wymaga regularnej jazdy z wyższą prędkością, by dać szansę oczyścić się filtrowi. Jeśli nie masz do tego warunków – problemy gwarantowane. Natomiast jeżeli dużo jeździsz poza miastem, diesel będzie dobrym wyborem. Podobnie jeśli zależy ci na napędzie obu osi – ten dostępny jest w skojarzeniu z każdym dieslem o pojemności 2.0 l (w wersji 110 KM opcjonalnie). Amator napędu 4×4, który zechce jeździć benzyniakiem nie ma wyboru – musi wybrać silnik 1.8 TSI o mocy 160 KM, który choć zapewnia dobre osiągi, spala wyraźnie więcej od jednostek zasilanych olejem napędowym.

Skoda-Yeti-3

Przewaga diesla 2.0 TDI o mocy 110 KM, który włożono pod maskę testowego egzemplarza, nad jednostkami benzynowymi jest następująca. Styl jazdy ma stosunkowo mały wpływ na wzrost zużycia paliwa. Całkiem żwawa jazda z prędkościami autostradowymi oznacza spalanie w wysokości ok. 5,5 l. Jeśli utkniesz w miejskim korku, nie zbankrutujesz, bo Skoda spali nie więcej niż 8,0 l. Jeśli masz w sobie coś ze Szkota, dasz radę osiągnąć średni wynik zbliżony do danych podawanych przez producenta. Spróbuj jechać dynamicznie TSI – takie wartości są po prostu nieosiągalne i tu tkwi główna różnica w eksploatacji obu jednostek.

Na korzyść nowego silnika TDI przemawia także sposób, w jaki pracuje. Jest cicho, łagodnie i prawie bezwibracyjnie. Jadąc w trasie, trudno poznać, że do baku wlewa się olej napędowy, a nie benzynę. Dynamika jest zadowalająca, choć wynik przyspieszenia do „setki” w postaci 11,6 sekundy wydaje się mało atrakcyjny. Zapewniam jednak, iż absolutnie nie czuć, że Yeti rozpędza się ociężale.

Bardziej na asfalt

Mimo opcjonalnego napędu 4×4, który poprawia pewność prowadzenia Yeti w trudnych warunkach pogodowych, jest to auto predysponowane na asfalt. Owszem, jazda po zaśnieżonych górskich trasach pozwala na nieco więcej niż wersja z FWD, ale zjazd z utwardzonych dróg musi być przemyślany. Tu nie ma możliwości zblokowania napędu na stałe jak w niektórych SUV-ach, więc lepiej nie zapuszczać się w błoto do połowy kół. Choć sam prześwit wynoszący 18 cm to parametr stawiający czeskie auto na równi z SUV-ami. Mimo to jestem zdania, że warto zainwestować dodatkowe 9,5 tys. zł w opcjonalny z silnikiem 2.0 TDI 110 KM napęd 4×4. No chyba, że Yeti ma służyć swemu właścicielowi głównie do jazdy miejskiej.

Testowany

egzemplarz to wersja Ambition, która w połączeniu ze słabszym motorem TDI i napędem na jedną oś zaczyna się w cenniku Skody od kwoty 86 450 zł. Aktualnie na model z roku 2012 można uzyskać rabat blisko 6 tys. zł, a dodatkowo bardzo atrakcyjnie wyceniono pakiety wyposażenia dodatkowego. Niemniej już „z urzędu” Amibition oferuje całkiem sporo „ekstrasów.”. Mamy tu pełną elektrykę szyb i lusterek, komplet poduszek powietrznych (włącznie z chroniącą kolana kierowcy), światła do jazdy dziennej, komputer pokładowy, czujnik parkowania z tyłu, multifunkcyjną oraz skórzaną kierownicę, półautomatyczną klimatyzację CLIMATIC, radio CD czy 17-calowe alufelgi.

Osobiście polecałbym zainwestować w biksenonowe reflektory skrętne (3,3 tys. zł), czujniki parkowania z przodu (1,2 tys. zł) czy dwustrefową automatyczną klimatyzację, która – w pakiecie z lepszym audio wzbogaconym o zmieniarkę CD, dodatkowymi czterema głośnikami oraz systemem bluetooth – kosztuje 2,6 tys. zł.

Rafał Pazura

Foto: Michał Strzyżewski/Rafał Pazura/Skoda

Tagi: , , , , ,