Suzuki Vitara 1.0 BoosterJet 4WD 5MT AllGrip Premium – TEST

avatar
Aleksander Pławski
24 sierpnia 2019

Czy 3-cylindrowa, zaledwie litrowa, doładowana jednostka napędowa sprawdzi się w poliftingowym Suzuki Vitara? Przekonajmy się.

Lifting tego dobrze znanego modelu przyniósł ze sobą m.in. usunięcie z dotychczasowej oferty benzynowego silnika 1.6 o mocy 120 KM. Zastąpiono go nowoczesną, doładowaną jednostką BoosterJet legitymującą się mocą 111 KM i momentem obrotowym 170 Nm, dostępnym w przedziale 2.000 – 3.500 obr./min. Z takim sercem pod maską japoński (choć wytwarzany na Węgrzech) crossover potrzebuje równych 12 sekund na osiągnięcie setki a jego prędkość maksymalna została przez producenta określona na 180 km/h. Z jednej strony – szału nie ma, ale z drugiej – dajmy szansę takiej kombinacji i przyjrzyjmy się dokładniej, co ma nam do zaoferowania.

Zacznę od najważniejszego: jak się tym jeździ?

W krótkich, żołnierskich słowach rzecz ujmując – jeździ się całkiem przyjemnie. O ile suche dane katalogowe nie powodują przyspieszonego bicia serca (no chyba, że ze strachu przed wyprzedzaniem), o tyle rzeczywistość jest znacznie przyjemniejsza. Okazuje się, że w praktyce ten niewielki silniczek całkiem sprawnie radzi sobie z kompaktowym, ale dość lekkim na szczęście, crossoverem. Szczególnie w ruchu miejskim testowanej Vitarze nie brakuje pary – silnik ochoczo wkręca się na wysokie obroty i ewidentnie dobrze się na nich czuje. Brzmi przy tym całkiem znośnie, chociaż wyciszenie kabiny pasażerskiej od komory silnika mogło by być w tym wypadku nieco lepsze. Oczywiście nie twierdzę, że mamy tu do czynienia z jakimś dramatem. Po prostu w niektórych sytuacjach (ostre przyspieszanie, szybka jazda po autostradzie), przydałoby się lepsze wygłuszenie od charakterystycznego terkotu.

A skoro już jesteśmy przy prędkościach autostradowych, to dopiero tutaj czuć, że Vitarze brakuje nieco wigoru. Mały BoosterJet bardzo dobrze radzi sobie do 100 – 120 km/h. Potem jest nieco gorzej, choć jak na tak mikrą jednostkę napędową i stosunkowo wysoki samochód, nie powinniśmy narzekać. Komu mało, w ofercie jest jeszcze doskonały moim zdaniem silnik 1.4 o mocy 140 KM – również z rodziny BoosterJet. I w tym wypadku czuć, jakby koni było przynajmniej o 15-20 więcej.

Wróćmy jednak do naszego bohatera. Według danych katalogowych, testowany crossover powinien zadowolić się średnio 5,7 – 5,8 litrami paliwa na 100 kilometrów. Moje średnie spalanie z całego tygodnia testu wyniosło 7,8 litra, co i tak uważam za świetny wynik.

Po pierwsze – użytkowałem Suzuki głównie z trybie Sport (lepsze reakcje na pedał gazu, inny rozkład momentu napędowego pomiędzy osie).

Po drugie – naprawdę nie była to jazda „o kropelce”. Przemierzałem Vitarą zarówno drogi miejskie, jak i podmiejskie oraz ekspresowe i autostrady. I nigdy nie byłem zawalidrogą. Oczywiście, trzeba wziąć poprawkę na fakt, że najczęściej podróżowałem sam lub we dwie osoby. Pod pełnym obciążeniem wynik spalania na pewno byłby wyższy, ale jest to przecież rzecz normalna.

Vitara bardzo dobrze sprawdza się w mieście, gdzie jej wyższy prześwit niejednokrotnie ratuje podwozie samochodu przed przytarciem o zbyt wysoki krawężnik, a bardzo dobra zwrotność ułatwia parkowanie. Dość miękki układ kierowniczy również „robi robotę” w miejskich warunkach. Niestety w trasie, przy wyższych prędkościach, brakuje mu nieco ciężkości i precyzji. Przez to czasami zdarza się, że musimy korygować tor jazdy częściej, niż byśmy chcieli. Nie jest to jednak jakaś poważna wada. Generalnie testowane Suzuki prowadzi się dobrze i przewidywalnie niemal w każdej sytuacji.

Dość twarde, jak na ten typ auta zawieszenie sprawia, że Vitara nie przechyla się zbyt mocno na szybko pokonywanych łukach a kierowca dość dobrze wyczuwa auto, mimo wspomnianego chwilę wcześniej, „miękkiego” układu kierowniczego. Dla mnie takie nastawy zawieszenia są w sam raz. Mam jednak świadomość tego, że znajdą się osoby, które ponad konkretną jędrność układu jezdnego przedkładają komfort i dla nich zawieszenie Vitary będzie za twarde. Ale jak to mówią, „Jeszcze się taki nie urodził, coby każdemu dogodził”.

Na plus Suzuki trzeba również przyznać przestronność wnętrza oraz bagażnika, bowiem ten nieduży z wyglądu crossover okazuje się być całkiem spory w środku. Ani kierowca, ani jego pasażer na pewno nie będą narzekać na brak miejsca. Dość wygodne, choć kompletnie nie trzymające na boki, są przednie fotele. Są jak cała Vitara – dość twarde, ale komfortowe i dobrze wyprofilowane. Przejechałem się raz w dłuższą trasę i moje plecy nie zastrajkowały, a to już o czymś świadczy.

Z tyłu również znajduje się wystarczająca ilość miejsca dla dwóch „regularnych”, dorosłych osób. Wyprofilowanie kanapy należy uznać za poprawne, dwójka pasażerów może na niej spokojnie pojechać na dalszy wypad i nie powinna narzekać na przestrzeń ani na nogi, ani nad głowami. Bagażnik, jak na tę wielkość auta, również jest całkiem przyzwoity. 375 litrów dość układnej przestrzeni bagażowej to nie wstyd.

Dotychczas nie wspomniałem o jakości materiałów w kabinie. Otóż występuje tu pewien dysonans. Bo o ile dama deska rozdzielcza sprawia dobre wrażenie (jej górna część jest przyjemnie miękka), to już boczki drzwi nie wyglądają najlepiej. Nie twierdzę, że plastik, którym zostały obłożone, jest niskiej jakości i wkrótce zacznie się rysować i zmieniać kolor. Chodzi mi tylko o ogólne wrażenie „plastikowości” tego twardego tworzywa. Na szczęście podczas jazdy nawet po większych wybojach z wnętrza Vitary nie dochodziły moich uszu żadne niepożądane i niepokojące odgłosy. To jawny dowód na to, że Suzuki jest dość solidnie zmontowane.

Czy to ma sens?

Osobiście bardzo doceniam fakt, że Vitarę nawet z bazowym silnikiem (czyli takim, jak w teście) można kupić z napędem 4×4. Należę do grona osób, którzy nie widzą wiele sensu w kupowaniu SUV’a czy crossovera bez 4×4. Już niejednokrotnie o tym pisałem. Dlatego możliwość zestawienia 4×4 AllGrip z 1.0 BoosterJet uznaję za duży plus dla Suzuki. Nie każdy, kto chce (lub po prostu musi) jeździć samochodem z napędem na 4 koła, chce od razu kupować wersję z mocniejszym silnikiem. Proste. I Suzuki to umożliwia.

A czy 4×4 w relatywnie dość słabym motorze ma sens? Ten test pokazuje, że jak najbardziej tak. Bo o ile przy wyższych prędkościach Vitarze brakuje nieco dynamiki, to w warunkach, w których najczęściej potrzebujemy 4×4 – wigoru jej nie brakuje, a przy tym zużycie paliwa nawet przy ostrzejszym traktowaniu pozostaje na zadowalającym poziomie.

Dość ciekawie przedstawia się wyposażenie testowanego auta.

To wersja Premium – bo tylko taką możemy mieć w konfiguracji 1.0 BoosterJet 4×4. Cena wydaje się być jedną z lepiej skalkulowanych na rynku: 76.900 (uwzględniając aktualnie obowiązujący rabat gotówkowy w wysokości 5.000 złotych) za ładnego, dobrze wyposażonego crossovera 4×4 brzmi jak okazja.

Dodajmy do tego bardzo atrakcyjny, dwukolorowy lakier, jakim pomalowany był testowany egzemplarz i wyjdzie nam równe 80.190 złotych. Lubię to! Tym bardziej, że wyposażenie wersji Premium jest całkiem bogate: na pokładzie tak wyspecyfikowanego samochodu znajdziemy m.in. pełną elektrykę szyb i lusterek zewnętrznych, centralny zamek z pilotem, automatyczną klimatyzację, interaktywny system multimedialny z ekranem dotykowym o średnicy 7”, tempomat adaptacyjny z ogranicznikiem prędkości, podgrzewane przednie fotele czy kamerę cofania.

To oczywiście nie wszystko. Prócz kompletu poduszek powietrznych i bazowych systemów bezpieczeństwa, mamy tu również monitorowanie martwego pola czy adaptacyjny tempomat. Dziwi natomiast fakt braku (nawet w opcji) czujnika zmierzchu czy deszczu.

Podsumowując powyższe wywody i abstrahując od generalnie zbyt wysokich cen nowych samochodów w naszym kraju, uważam, że Suzuki oferuje dużo – za stosunkowo niewiele. I choć sam pewnie wolałbym dołożyć nieco grosza i cieszyć się jednostką 1.4 BoosterJet 140 KM, to testowany egzemplarz przy konkretnych potrzebach kupującego może mieć naprawdę duży sens.

Za lekko ponad 80.000 złotych dostajemy bowiem bardzo uniwersalne, przestronne, bogato wyposażone auto, które nie tylko wygląda na „mogę więcej”, ale dzięki napędowi 4×4 rzeczywiście coś więcej daje. A dla osób mieszkających w górach czy po prostu chcących czuć się pewniej w zimie – to niebagatelny argument.

Aleksander Pławski

Tagi: , , , , , ,